- Zrobiłem coś, skarbeńku?
Dziewczyna lekko podskoczyła na łóżku, rumieniąc się i kręcąc głową. Zaśmiałem się i podszedłem do niej. Usiadłszy na łóżku, zapytałem:
- Jak się czuje moja mała Nemi?
Zrobiłem najsłodszą minę jaką potrafiłem, by wyprowadzić ją z równowagi. Powiedziała, powstrzymując krzyk:
- Nie mów do mnie jak do dziecka, Smile!
- Dlaczego? Jesteś wysokości dwunastoletniego dziecka...
Dziewczyna naburmuszyła się i splotła ręce na klatce piersiowej, czyli odcinała się od tematu. Dopiero wtedy zauważyłem, że lekarka wyszła z pokoju. Nachyliłem się więc nad Nemidith i spojrzałem w jej oczy, uśmiechając się łagodnie. Dziewczyna była czerwona jak pomidor, co wyglądało dość uroczo. Nachyliłem się jeszcze bardziej i pocałowałem ją, przytulając ją w talii. Czułem jak szybko oddycha, jej usta były bardzo gorące, co wskazywało na poważne zakłopotanie. Położyła niepewnie dłonie na moich łopatkach. Pocałowałem ją trochę namiętniej, ciesząc się chwilą. Niestety po chwili stało się coś okropnego. Dziewczyna zaczęła mnie odpychać, a ja, będąc zaćmionym uczuciami nie odsuwałem się. W końcu jednak się jej udało. Upadłem na ziemię i ujrzałem łzy w oczach czerwonowłosej, ale zaślepiło mnie okropnie głupie uczucie. Warknąłem, patrząc na nią wściekłym wzrokiem:
- Jakoś w moim drugim mieszkaniu byłaś bardzo chętna, by tak daleko zabrnąć, skarbeńku. Nie miałaś nic przeciwko. Chciałaś bym cię zerżnął jak dziwkę, wiedziałem o tym...
Nemidith nie wytrzymała, wybuchnęła płaczem, a ja wtedy się opamiętałem. Nie wierzyłem, że jestem aż tak beznadziejny, nie myślałem, że jestem jestem dnem czegoś co niby miało przypominać najgorszego człowieka. Bez zaproszenia w moich oczach zebrały się łzy, jednak nie dałem im popłynąć. Przez chwilę patrzyłem na dziewczynę, nie mogąc się ruszyć, ale po chwili szepnąłem do siebie, wstając:
- Jestem aż tak beznadziejny, a chciałem, by ktoś taki mnie pokochał. W ogóle nie powinienem istnieć...
Nie odważyłem się spojrzeć na dziewczynę i zwiałem z pokoju. Nie miało sensu bym ją przepraszał, bo to i tak nic nie zmieniłoby, zbyt mocno zraniłem ją słowami. Gdy biegłem, wpadłem na kobietę, wyminąłem ją szybko i wyszedłem z budynku. Pobiegłem gdzieś daleko, by po chwili zatrzymać się przy drzewie. Usiadłem pod nim i zamknąłem oczy, wypuszczając przy tym kilka łez. W tamtym momencie chciałem, by z lasu wybiegł jakiś barbarzyńca i mnie zabił tak, bym cierpiał długo i bardzo intensywnie. Niestety nikt taki się nie zjawił. Nie mogłem sobie pozwolić, by Nemidith cierpiała przez moje słowa i to co będę robił, musiałem ją opuścić. Raczej nie zatęskni. Wróciłem po kilku godzinach do rezydencji. Spakowałem swoje rzeczy i ruszyłem do pokoju dziewczyny. Z pomieszczenia wychodziła lekarka. Chciała mnie powstrzymać przed wejściem, ale powiedziałem:
- Proszę się nie martwić, nigdy jej już nie zranię, bo nigdy już mnie nie zobaczy.
- Nie wiesz jak bardzo się mylisz - Odparła.
- Gdy mnie nie będzie ona będzie mniej cierpieć niż gdybym z nią był. Ja wiem, że będę cierpieć, ale na to zasługuję, zapracowałem na to.
Westchnęła i rzuciła tylko:
- Daj jej spać, musi odpocząć.
- Muszę zrobić to od razu, im bardziej będę z tym zwlekał tym bardziej uleci moja cała odwaga, którą mam teraz.
Wszedłem do środka i usiałem na łóżku. Przejechałem dłonią po czole dziewczyny, odgarniając jej włosy z twarzy. Otworzyła po woli oczy i odsunęła się. Uśmiechnąłem się smutno, łapiąc jej dłoń. Powiedziałem, udając swój codzienny ton:
- Nemidith... Ja... Nie wiem jak to powiedzieć, bo słowa tego nie ujmą. Może najlepszym określeniem byłoby to, że wolałbym być rozszarpywany przez ogromne stado kruków do reszty swojego życia niż powiedzieć to co powiedziałem, ale to i tak za mało... Nie chcę sprawiać ci więcej krzywdy, wiem ile przeszłaś, dlatego wyparuję, tak byś o mnie nie pamiętała. Dzisiaj dowiedziałem się, że gorszy jestem od samego diabła, więc nie zasług... Nie mogę się z tobą spotykać, bo jeszcze ci coś zrobię. Mam dwie prośby, pierwsza nie pamiętaj mnie, druga - Nachyliłem się i pocałowałem ją delikatnie. - Wybacz. Żegnaj Nemidith, mój skarbeńku.
Ruszyłem w stronę drzwi, już wiedząc, że będę żałował tego do końca życia...
< Nemik? Powstrzymasz go? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz