Złapałem kościstą dłoń dziewczyny i pocałowałem jej wierzch. Przyciągnąłem ją na wysokość swojej twarzy i złożyłem łagodny pocałunek na jej ustach. Objąłem ją jedną ręką w talii i szepnąłem, mając twarz w jej włosach:
- Sprawiasz, że moje serce bije szybciej... Nie zawsze w pozytywnym znaczeniu.
Cmoknąłem ją w ucho, a ona krzyknęła, niezadowolona. Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Uwielbiam jak się denerwujesz, młoda.
Podszedłem do okna i spojrzałem na zewnątrz. Przeczesując włosy, wspomniałem kilka nieprzespanych nocy mojego życia, ale były to tylko niektóre z tych nocy. Po pewnym czasie powiedziałem:
- Poszedłbym na spacer, ot tak, w tym momencie.
Westchnąłem cicho...
Nachyliłem się i objąłem ją w talii, przyciągając do siebie. Powiedziałem, spoglądając na nią:
- Zadbam o ciebie, skarbeńku.
Cmoknąłem ją w policzek i położyłem się z nią na łóżku, ignorując wszelkie sprzeciwy. Powiedziałem po długiej przerwie na ciszę:
- Nem... Nie... Bardzo się cieszę, chociaż nie wiem dlaczego, że nie... Że nie miałaś nikogo oprócz mnie, chociaż doskonale wiem, że jestem egoistycznym draniem, bo ja miałem, ale...
Przerwałem. Przez całą moją wypowiedź patrzyłem w sufit. Westchnąłem i zamknąłem oczy, niepostrzeżenie splatając dłonie z dziewczyną...
Uśmiechnąłem się między pocałunkami, pamiętając jej słowa. Ja pogłębiłem pocałunek, jednocześnie obejmując ją w talii. Odsunąłem się lekko i szepnąłem:
- To dobrze, że jesteś pewniejsza siebie, mała.
Usiadłem i wtuliłem się w nią. Zaśmiałem się cicho i powiedziałem:
- Jesteś taka drobna, ale to tylko plus dla mnie. Nie chciałbym dostać po tyłku od ciebie, gdybyś była wyższa, jak ja teraz boję co byś mi zrobiła, gdybym ciebie bardzo wkurzył... Zapewne się tego dowiem za jakiś czas, prawda?
- A będziesz mnie celowo irytować? - spojrzała na mnie pytająco.
- Taaa, czyli się przekonam.
Uśmiechnąłem się, a po chwili dostałem kukśtańca w brzuch. Usłyszeliśmy kroki przy drzwiach, więc dziewczyna zakryła mi usta drobną i kościstą dłonią. Po chwili wcisnęła mnie pod kołdrę, a sama się położyła. Po chwili ktoś wszedł do pokoju i zapytał:
- Nemidith, śpisz?
- Spałam. O co chodzi?
- Przyszłam tylko sprawdzić - odparła lekarka.
Nudziło mi się pod kołdrą, dlatego zacząłem jeździć palcem po brzuchu rudowłosej, a później po podbrzuszu między wystającymi kośćmi miednicowymi. Kobieta po chwili wyszła, a ja wystawiłem łeb poza materiał, który mnie okrywał. Dostałem w policzek, ale zignorowałem to. Pocałowałem ją, kładąc się na niej. Jęknęła boleśnie. Odsunąłem się i powiedziałem:
- Nie jestem ciężki.
- Ile ważysz, skoro tak twierdzisz? - zapytała.
- Sześćdziesiąt dwa kilogramy, a i tak ostatnio przytyłem.
< Nemik? Wymyśliłam coś takiego xD Wracam do regularnego pisania! >
Powiedziałem, wtulając się w dziewczynę:
- I tak nie zaśniesz, skarbeńku.
Położyłem się na plecach i patrzyłem na sufit. Ona powiedziała:
- Jeszcze zobaczymy.
- Dobra.
Podłożyłem rękę pod swoją głowę i patrzyłem na sufit, przeczesując sobie włosy. Po pewnym czasie usłyszałem zirytowane westchnęcie ze strony Nemidith. Uśmiechnąłem się lekko, nie odwracając wzroku z mojego obiektu zainteresowania. Po dłuższym czasie odwróciła się w moją stronę, a ja zapytałem:
- Dlaczego nie śpisz, skarbeńku?
Dostałem kukśtańca w bok i uśmiechnąłem się szerzej. Zapytałem:
- Nem, mogę zadać ci pytanie?
Kiwnęła głową.
- Spotykałaś się z kimś przede mną? - Spojrzałem na nią kątem oka. Nie było to dla mnie ważne, chciałem tylko się upewnić, chociaż powód nie był mi znany. Miałem nadzieję, że nie spyta mnie o to samo. Obawiałem się, że pomyślałaby, że jestem dupkiem, który chce ją wykorzystać. Zawsze jednak mogłem skłamać...
Zaśmiałem się pod nosem i nachyliłem. Pocałowałem Nemidith w policzek i odsunąłem się, by nie dostać gazetą. Zacząłem się śmiać, kładąc w łóżku. Zapytałem:
- Będę dostawał gazetą za każdym razem, gdy ją przytulę lub pocałuje w policzek?
- Musisz wyzdrowieć, nie chcę byś ją również zaraził.
- Czuję się dobrze - Odparłem, ale dostałem gazetą. Jęknąłem i przykryłem się szczelnie kołdrą. Nemidith i lekarka wyszły z pomieszczenia, a ja po chwili zasnąłem...
***
Obudziłem się, gdy było już ciemno. Westchnąłem cicho i przeciągnąłem się. Leżałem jeszcze chwilę i po chwili spojrzałem na zegarek, była północ. Wątpiłem, że lekarka przyjdzie na wizytę, więc wstałem i ruszyłem do szafy. Przeszedłem do pokoju wyżej i szedłem w stronę łóżka. Po drodze przewróciłem lampę, budząc tym dziewczynę. Spojrzała na mnie zaspanym wzrokiem. Szepnąłem, szybciej podchodząc do łóżka:
- Przepraszam.
Usiadłem na materacu i pocałowałem ją w usta. Westchęła cicho co raczej miało być ziewnięciem...
Kiwnąłem głową. Po chwili zapytałem, siadając na łóżku i przyciągając Nemidith do siebie:
- Masz niecne plany co do wykorzystywania mnie w nocy, hm?
Zarumieniła się, ale powiedziała:
- Może.
Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją w policzek. Wtuliłem się do jej ciała i odetchnąłem jej zapachem. Pocałowałem jej szyję i odsunąłem się, by nie zapędzić się za daleko. Nie chciałem jej skrzywdzić jak już raz to zrobiłem. Uśmiechnąłem się i położyłem na boku, wciąż wtulając do siebie dziewczynę. Powiedziałem w końcu:
- Nie mam nic przeciwko temu byś mnie wykorzystywała, młoda.
Uśmiechnąłem się trochę wrednie, ale po chwili zmienił się w łagodny uśmiech. Pocałowałem ją, mocnej obejmując w talii...
Objąłem ją mocnej i przyłożyłem policzek do jej policzka. Szepnąłem:
- Nie potrzebuję ich, już ich nie potrzebuje. Potrzebuję... Ciebie. Pragnę tylko ciebie.
Złożyłem mokry pocałunek na złączeniu szyi i barku, a później na jej obojczyku. Odsunąłem się i położyłem na boku, wciąż obejmując dziewczynę. Szepnąłem:
- Przepraszam, Nem.
Zamknąłem oczy i po chwili zasnąłem...
***
Obudziłem się jakiś czas później. Zauważyłem, że jestem sam, przez co posmutniałem. Odwróciłem się i zobaczyłem Eveline i Adama. Westchnąłem zrezygnowany. Powiedziałem, kładąc na czole rękę:
- Odezwę się jeśli wam wybaczę. Wiem, gdzie mieszkacie.
Zamknąłem oczy, czym dałem znak, że chcę, by sobie poszli...
Dziewczyna ściągnięła moje spodnie, a ja pocałowałem ją w szyję i przewróciłem się na plecy. Ułożyłem się wygodnie i starałem się nie spojrzeć na Nemidith, by jej pewność siebie nie uleciała. Nemi niepewnie pocałowała moją klatkę piersiową i zaczęła schodzić niżej, niestety nie odważyła się zrobić niczego z dalszą częścią. Westchnąłem cicho i przyciągnąłem ją do siebie. Objąłem ją, wkładając język do jej ust. Jedna z moich dłoni zawędrowała w stronę piersi dziewczyny. Powiedziałem, nie przerywając:
- Jeszcze dostaniesz szansę na wykorzystanie mnie.
Uśmiechnąłem się i nachyliłem się. Zrobiłem malinkę na szyi dziewczyny, później przygryzłem delikatnie jej obojczyki. Później zacząłem droczyć się z Nemi, jeździłem palcem w okolicach miednicy oraz w niższych jej częściach, czasem przejeżdżając po granicy z brzuchem. Zawisnąłem nad nią i zapytałem:
- Gotowa? Chyba, że chcesz jeszcze coś zrobić albo żebym ja coś zrobił?...
< Nemik? Daję wolną rękę tylko bez pindzisięciu twarzy Nemi, a dałoby radę zrobić w końcu stodoła xD Pisałam to w okolicach 4 rano, więc nie jestem zbyt przytomna xD Ale idem pisać dalej xD >
Uśmiechnąłem się i pocałowałem ją, po woli odpinając jej stanik. Odsunąłem się i zapytałem:
- Na pewno?
Ona kiwnęła głową i oplotła mnie nogami. Uśmiechnąłem się i ściągnąłem jej stanik. Westchnąłem cicho z zadowolenia i pocałowałem przerwę między piersiami. Zrobiłem kilka okrążeń wokół sutka, chcąc trochę pomęczyć Nemidith pieszczotami, choć chciałem już przejść do sedna sprawy. Zrezygnowałem z sutków i zacząłem całować jej szyję. Nachyliłem się nad jej ucho i zapytałem, mruczącym tonem:
- Może chcesz się mną pobawić, skarbeńku?
< Nemik? Będę odbijać piłeczkę, ja ci tego nie napiszę xD Nie ma mowy. Mogę to bardzo długo przedłużać, aż ci się znudzi >
Lekarka nafaszerowała mnie lekami i kazał iść spać. Gdy się obudziłem czułem się znacznie lepiej, nie licząc bólu mięśni. Lekarki nie było, Nemidith również, dlatego wstałem i wyszedłem z pokoju. Ruszyłem w stronę gdzie słyszałem rozmowy. Usłyszałem jak lekarka mówi:
- Macie szczęście, że jest chory, bo jest wtedy potulny.
- Wiemy - Odparła Eveline dość radośnie.
- Macie szczęście, że mam Nemidith, która mnie przekonała do tej rozmowy - Odparłem, wchodząc do pomieszczenia i siadając w fotelu. Kobieta już miała zamiar uderzyć mnie gazetą, a złapałem jej rękę i lekko wykręciłem. - To o czym chcieliście porozmawiać?
- Jesteś naszym synem, dlatego chyba normalne jest to, że się martwiliśmy... - Odparł mężczyzna.
- Nie jestem waszym dzieckiem - Odparłem poważnie.
- Dla nas jesteś, nie ważne, że nie jesteś biologiczny - Powiedziała kobieta.
- Ale wy nie jesteście dla mnie rodzicami, nie uważam was za nich. Rodzice nie oddaliby swojego dziecka w ręce obcej kobiety. Wy nie wiecie przez co przeszedłem. Nie wybaczę wam, jeśli o to wam chodzi.
Spojrzałem na Nemidith, zauważyłem, że zrobiło się jej smutno.
- To opowiedz co się stało, skąd mamy o tym wiedzieć? - Odparł Adam.
- Chyba można się domyślić, skoro trafiłem do burdelu, no nie? Co, mam powiedzieć, że moja urocza, biologiczna mamusia wzięła mnie do siebie, bo chciała mieć więcej kasy z małego chłopca? Mam opowiedzieć jak od razu, gdy zjawiłem się w swoim nowym "domu" miałem klienta, który mnie zgwałcił? Co, mam takie rzeczy opowiadać, choć wasze bogate uszka nie pojmą tego co mówię? Oczywiście, że mogę. Mogę powiedzieć o tym ile osób zabiłem, jakie miałem problemy, mogę wam wyliczyć ile razy zostałem zgwałcony, byłem łatwym celem, drobny, chudy i chorowity. Mogę wam wyliczyć ile razy zostałem pobity i wyzwany od najgorszych, ile razy poniżono mnie i zmieszano z błotem... Dalej się dziwicie, że nie chcę wam zaufać ani wybaczyć? Dalej nie pojmujecie tego, że zawsze, gdy was widziałem, przypomniało mi się dobre życie? Aż szkoda mi gadać.
Wstałem, jednak po chwili się przewróciłem, ponieważ mięśnie odmówiły mi posłuszeństwa. Czerwonowłosa podbiegła do mnie i pomogła mi wstać. Uśmiechnąłem się do niej i wstałem. Dziewczyna pomogła mi wrócić do sypialni. Gdy byliśmy blisko mojego pokoju, powiedziałem:
- Dziękuję Nemi...
Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się łagodnie. Powiedziałem, łapiąc jej dłoń:
- Nie denerwuj się, nie będę się śmiał... Jeśli ciebie to pocieszy to bardzo mi się to podobało...
Pocałowałem ją w wierzch dłoni. Usiadłem i przytuliłem ją, całując ją namiętnie. Pocałowałem ją w szyję i zacząłem schodzić niżej w stronę dekoltu. Dziewczyna cichutko jęknęła. Przewróciłem ją ostrożnie na plecy i zawisnąłem nad nią. Uśmiechnąłem się i przejechałem językiem po jej brzuchu. Zacząłem składać pocałunki na jej brzuchu, idąc coraz wyżej. Pocałowałem ją, wkładając język do jej ust. Bawiłem się tak z nią przez chwilę, a później włożyłem dwa palce pod przednie łączenie stanika i spojrzałem na nią pytająco, chcąc dostać pozwolenie na dalsze zabawy...
Uchyliłem lekko powieki i powiedziałem, mocniej się wtulając w ciało Nemidith:
- Pięknie śpiewasz, Nem. - Ziewnąłem.
- Smile, chodźmy - Poprosiła, uśmiechając się, będąc jeszcze bardziej zawstydzoną.
- No dobrze, dobrze.
Podniosłem się, jednak zbyt szybko i straciłem równowagę. Po chwili ruszyliśmy w stronę domu. Gdy przechodziliśmy przez drzwi, zobaczyłem moich rodziców. Podreptałem do nich i powiedziałem:
- Porozmawiam z wami, ale macie się nad sobą nie użalać ani nade mną, macie nie płakać i nie wolno wam przepraszać, bo wiem, że nie będzie to szczere. Jeżeli złamiecie choćby jedną z tych zasad nie dostaniecie nawet plotki o mnie.
Ruszyłem z Nemi do mojego pokoju. Dziewczyna pomogła mi się położyć. Przykryła mnie i ruszyła w stronę fotela wiklinowego. Nim lekarka przyszła do pokoju, złapałem Nemika za dłoń i przyciągnąłem do siebie. Pocałowałem ją, kładąc dłoń na jej talii. Powiedziałem, gdy się odsunęła:
- Cudownie śpiewasz. Śpiewaj częściej...
Nachyliłem się nad jej ucho, mocniej do niej przylegając. Szepnąłem:
- Nemi, ty jesteś idealnym prezentem. Nie chcę nic więcej... Jeśli będzie ci przeszkadzać co robię to mnie odtrąć...
Odwróciłem Nemidith w swoją stronę i spojrzałem w jej oczy. Przekroczyłem jej nogi i nachyliłem się w stronę jej twarzy. Pocałowałem ją namiętnie, po chwili chcąc pogłębić pocałunek. Dziewczyna wydawała się być taka drobna pode mną, dlatego bałem się, że mogę coś jej zrobić. Zacząłem powoli rozwiązywać jej gorset, miałem w tym doświadczenie. Odsunąłem się i spojrzałem pytająco na dziewczynę, gdy już kończyłem odplątywanie sznurków. Nemidith była cała czerwona, ale jednak nie sprzeciwiała się. Podejrzewałem, że nie dała rady na mnie spojrzeć przez zawstydzenie. Uśmiechnąłem się pod nosem i ściągnąłem z niej gorset. Nie umiałem tego pojąć jak ona może chodzić w czymś takim cały dzień. Położyłem go obok i zająłem się ściąganiem sukienki, jednocześnie całując ją po szyi. Czerwonowłosa mimowolnie westchnęła, na co się zaśmiałem. Ona spojrzała na mnie i strzeliła focha. Nachyliłem się i powiedziałem:
- Nie martw się, później się odegrasz.
Pocałowałem ją i ściągnąłem z niej sukienkę. Uśmiechnąłem się, gdy w końcu mogłem zobaczyć jej prawie nagie ciało. Położyłem rękę na jej plecach i podniosłem ją, przy czym ją pocałowałem...
Spojrzałem na dziewczynę i powiedziałem, podnosząc jej podbródek:
- Porozmawiam z nimi, ale nie dlatego, że chcę mieć z nimi kontakt - Spojrzała na mnie pytająco. - Dla ciebie.
Uśmiechnąłem się szeroko i pocałowałem ją, obejmując w talii. Mocno ją do siebie przyciągnąłem. Spojrzałem w jej oczy i uśmiechnąłem się. Szepnąłem cicho:
- Dzięki Nemik... Dzięki za wszystko...
Położyłem nas na boku i przymknąłem oczy, jednak nie chciałem spać. Nie wtedy, gdy miałem okazję być z nią sam na sam, odkąd uratowałem ją to byliśmy zdani na łaskę i niełaskę lekarki...
Były walentynki, dzień zakochanych oraz zabaw na jedną nocy. Nie znosiłem czegoś takiego, nigdy nie obchodziłem i nie zamierzałem, jednakże gdy poznałem Nemi to się zmieniło. Wysłałem ją na zakupy, udając, że nic nie wiem o walentynkach. Wróciła znacznie wcześniej niż myślałem, dlatego nic nie wyszło. Podeszła do mnie od tyłu i rzuciła mi się na szyję. Zaczęliśmy się śmiać, ja na dodatek zawstydziłem się, że mnie nakryła. Zapytała:
- Co to takiego, Smile?
- Co? Nic... - Zaczynało po woli zachodzić słońce przez co lekko się uśmiechnąłem, a Nemik spojrzała na mnie pytająco. - Chodźmy na spacer.
Kiwnęła głową, ubraliśmy się i poprowadziłem ją, trzymając za dłoń. Szliśmy przez pola i rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Po chwili zaczęło padać, a raczej lunęło deszczem. Złapałem ją i pobiegliśmy do wielkiej stodoły, która okazała się być pusta, nie licząc starych stogów siana. Padłem na jeden z nich raz z dziewczyną, śmiejąc się. Zapytałem:
- Wszystko w porządku?
Kiwnęła głową, a ja uśmiechnąłem się szeroko, mając pomysł. Ona chyba to zauważyła i przekrzywiła głowę w bok z pytającym wyrazem twarzy. Pocałowałem ją, wyciągając w tym samym momencie paczuszkę z kieszeni kurtki. Odsunąłszy się od niej powiedziałem, wręczając jej prezent:
- Wesołych walentynek, skarbeńku...
Prezentem był wisiorek w kształcie główki kota...
< Nemik? Niecne plany co do Smile'a? Pisałam to przy komedii romantycznej "Sex story" xD >
Wyciągnąłem dłoń w stronę drzwi, ale po chwili dostałem w nią gazetą. Schowałem ją pod kołdrę i spojrzałem na kobietę. Rzuciła w moją stronę gniewny wzrok i powiedziała, kładąc swoją torbę na stole:
- Nie pogrywaj sobie z jej uczuciami, Will.
Spojrzałem na nią zdziwiony, skąd może znać moje imię, ale ona tego nie zauważyła, bo była odwrócona do mnie plecami. Powiedziałem pewnie:
- Nie mam na imię Will, jestem Smile.
- Will, znam twoich rodziców i twojego lekarza, widywałam ciebie jak byłeś mały.
- Nie nazywam się Will. Już nim nie jestem.
- Twoi rodzice... - Zaczęła, ale jej przerwałem.
- Walą mnie "rodzice", gdyby nimi byli to by się odezwali, a nie siedzą w swoim pieprzonym domku, bo to co robi "ich synek" jest takie brudne i bezwstydne. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego, wyparłem wszystko co związane z tamtą rodziną...
- Zaprosiłam ich.
Gdy to usłyszałem, zerwałem się z łóżka i ruszyłem w stronę drzwi. Kobieta szybko zareagowała i powiedziała:
- Nigdzie nie idziesz...
- A właśnie, że idę! Nie chcę ich widzieć na oczy. Wolę umrzeć niż ich zobaczyć. Albo ich odwołasz, albo wychodzę.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Nemi. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko, udając, że nic się nie stało. Lekarka zapytała:
- Co tutaj robisz? Mówiłam byś poczekała w kuchni...
- Jakaś para się zjawiła.
Odwróciłem się w stronę kobiety i spojrzałem na nią gniewnie. Powiedziałem:
- Jeśli to oni, masz im powiedzieć, że wyjechałem albo, że umarłem na zapalenie płuc i już mnie pochowano.
Spojrzałem na dziewczynę i po chwili zobaczyłem moich rodziców. Zrobiłem krok w tył i zamarłem. Moja matka uśmiechnęła się przez łzy, a ojciec uśmiechnął się. Eveline powiedziała cicho, łamliwym głosem:
- Will...
- Nie. Nie nabierzecie mnie na wasze gadki i sztuczki z emocjami. Nienawidzę was, a raczej tego, że daliście mi nadzieję, a później pozwoliliście ją od tak odebrać, pozwalając zabrać mnie do domu tej lafiryndy. Nie będę wam opowiadał co się działo, bo to cholera nic nie zmieni. Nie chcę was widzieć.
Przeszedłem koło moich opiekunów z dzieciństwa, powstrzymując się przed przytuleniem ich, co oznaczałoby porażkę. Eveline złapała mnie za dłonie i desperacko zacisnęła na nich dłonie, przyciągając mnie do siebie. Wyrwałem dłonie, powstrzymując emocje. Złapałem Nemi za dłoń i pociągnąłem w stronę wyjścia. Przez emocje praktycznie nie czułem objawów choroby...
Obudziłem się, czując mocny uścisk na swojej klatce piersiowej. Na początku pomyślałem, że to może zapalenie płuc, ale okazało się, że ściska mnie Nemidith. Jęknąłem cicho i zapytałem, uśmiechając się leciutko na pierwszy widok tego dnia:
- Dziewczyno, dlaczego usiłujesz mnie udusić?
Ona spojrzała w moje oczy i uśmiechnęła się słodko i radośnie. Nim spostrzegłem zarzuciła ręce na moją szyję. Nachyliła się w moją stronę, ale odsunąłem głowę, mówiąc:
- Nie chcę byś była chora...
Położyła dłoń na moim policzku i odwróciła moją twarz w jej stronę. Szepnęła:
- Mam to w nosie.
Pocałowała mnie, przyciągając się bliżej mnie nogą, która była na moim biodrze. Objąłem ją w talii. Nie wiedziałem dlaczego ona tak zareagowała, ale cieszyło mnie to. Później pomyślałem, że musiałem coś powiedzieć, ale nie wiedziałem co. Odsunęliśmy się od siebie, gdy cały zasób powietrza w naszych płucach się skończył. Odsunąłem się i zakaszlałem, zakrywając swoje usta. Wtuliłem się w ciało Nemidith, wkładając twarz w jej włosy...
Uśmiechnąłem się, ignorując ból głowy. Powiedziałem:
- Jakaś ty drapieżna. Coś mnie ominęło, gdy byłem nieprzytomny?
Dziewczyna spojrzała na mnie i uderzyła palcem w mój nos. Jęknąłem cicho i złapałem jej dłoń. Przyciągnąłem ją do siebie, przykrywając ją kołdrą. Objąłem ją szczelnie i powiedziałem, nieświadomy swoich słów:
- Jesteś jedyną siłą, która każe mi żyć... - Pocałowałem ją w czoło i przymknąłem oczy, przez co poczułem pulsowanie w głowie. Mimo odczuwania objawów choroby, czułem się bardzo dobrze. Prawdopodobnie wysoka gorączka zrobiła swoje, bo nim zasnąłem, powiedziałem - Kocham cię, Nemidith...
Morfeusz porwał mnie w swoje sidła, co było przyjemne i dawało mi ulgę...
Wtuliłem w siebie Nemidith, a po chwili ściągnąłem z siebie kurtkę i okryłem dziewczynę szczelnie. Klęcząc przytulałem ją mocno, jednak nie chciałem zrobić jej krzywdy. Szepnąłem jej do ucha:
- Ja ciebie też kocham. To zabawne, że nigdy nie słyszysz, gdy to mówię.
Zaczął padać deszcz, a ja wstałem i zaniosłem ją z powrotem do domu. Położyłem ją na jej łóżku i przykryłem kołdrą. Pocałowałem ją i poszedłem po lekarkę. Zdziwiła się na mój widok, a ja opowiedziałem, że Nemidith przybiegła po mnie. Kobieta walnęła mnie z liścia i pobiegła do pokoju, w którym była dziewczyna. Gdy kobieta zniknęła, kichnąłem i zacząłem się trząść. Westchnąłem i przebrałem się w coś suchego. Podczas, gdy ściągałem koszulkę, zakręciło mi się w głowie. Oparłem się o ścianę i złapałem się za głowę. Po chwili ubrałem się do reszty i poszedłem pod pokój Nemidith. Wszedłem do środka, lekarki już nie było, a czerwonowłosa się ocknęła. Uśmiechnąłem się łagodnie i powiedziałem:
- Nemidith, jak się czujesz?... - Zapadła cisza. - Wiem, że wszystko zawaliłem... Jestem beznadziejny.
- Nie mów tak...- Odparła.- Wcale tak nie jest.
- Gdybym był czegoś wart to nie powiedzia... Nie powiedziałbym tego co powiedziałem. Nie rozumiem dlaczego to w ogóle wyszło z moich ust, chyba staję tym, kim wszyscy mnie określali...
Spojrzałem w końcu na nią, wcześniej mając opuszczoną głowę. Położyłem się na boku i przytuliłem Nem. Położyłem dłoń na jej policzku i pocałowałem ją delikatnie. Odsunąłem się i uśmiechnąłem się miło. Otworzyłem usta, chcąc coś powiedzieć, ale straciłem przytomność...
***
Ocknąłem się, leżąc pod ciepłą kołdrą. Dopiero po chwili zauważyłem, że dziewczyna siedzi na fotelu. Zapytałem:
- Co się stało?
Gdy wszedłem do pokoju, zobaczyłem, że Nemidith się uśmiecha, czego się nie spodziewałem, choć nie wiedziałem dlaczego. Zatrzymałem się i zapytałem się:
- Zrobiłem coś, skarbeńku?
Dziewczyna lekko podskoczyła na łóżku, rumieniąc się i kręcąc głową. Zaśmiałem się i podszedłem do niej. Usiadłszy na łóżku, zapytałem:
- Jak się czuje moja mała Nemi?
Zrobiłem najsłodszą minę jaką potrafiłem, by wyprowadzić ją z równowagi. Powiedziała, powstrzymując krzyk:
- Nie mów do mnie jak do dziecka, Smile!
- Dlaczego? Jesteś wysokości dwunastoletniego dziecka...
Dziewczyna naburmuszyła się i splotła ręce na klatce piersiowej, czyli odcinała się od tematu. Dopiero wtedy zauważyłem, że lekarka wyszła z pokoju. Nachyliłem się więc nad Nemidith i spojrzałem w jej oczy, uśmiechając się łagodnie. Dziewczyna była czerwona jak pomidor, co wyglądało dość uroczo. Nachyliłem się jeszcze bardziej i pocałowałem ją, przytulając ją w talii. Czułem jak szybko oddycha, jej usta były bardzo gorące, co wskazywało na poważne zakłopotanie. Położyła niepewnie dłonie na moich łopatkach. Pocałowałem ją trochę namiętniej, ciesząc się chwilą. Niestety po chwili stało się coś okropnego. Dziewczyna zaczęła mnie odpychać, a ja, będąc zaćmionym uczuciami nie odsuwałem się. W końcu jednak się jej udało. Upadłem na ziemię i ujrzałem łzy w oczach czerwonowłosej, ale zaślepiło mnie okropnie głupie uczucie. Warknąłem, patrząc na nią wściekłym wzrokiem:
- Jakoś w moim drugim mieszkaniu byłaś bardzo chętna, by tak daleko zabrnąć, skarbeńku. Nie miałaś nic przeciwko. Chciałaś bym cię zerżnął jak dziwkę, wiedziałem o tym...
Nemidith nie wytrzymała, wybuchnęła płaczem, a ja wtedy się opamiętałem. Nie wierzyłem, że jestem aż tak beznadziejny, nie myślałem, że jestem jestem dnem czegoś co niby miało przypominać najgorszego człowieka. Bez zaproszenia w moich oczach zebrały się łzy, jednak nie dałem im popłynąć. Przez chwilę patrzyłem na dziewczynę, nie mogąc się ruszyć, ale po chwili szepnąłem do siebie, wstając:
- Jestem aż tak beznadziejny, a chciałem, by ktoś taki mnie pokochał. W ogóle nie powinienem istnieć...
Nie odważyłem się spojrzeć na dziewczynę i zwiałem z pokoju. Nie miało sensu bym ją przepraszał, bo to i tak nic nie zmieniłoby, zbyt mocno zraniłem ją słowami. Gdy biegłem, wpadłem na kobietę, wyminąłem ją szybko i wyszedłem z budynku. Pobiegłem gdzieś daleko, by po chwili zatrzymać się przy drzewie. Usiadłem pod nim i zamknąłem oczy, wypuszczając przy tym kilka łez. W tamtym momencie chciałem, by z lasu wybiegł jakiś barbarzyńca i mnie zabił tak, bym cierpiał długo i bardzo intensywnie. Niestety nikt taki się nie zjawił. Nie mogłem sobie pozwolić, by Nemidith cierpiała przez moje słowa i to co będę robił, musiałem ją opuścić. Raczej nie zatęskni. Wróciłem po kilku godzinach do rezydencji. Spakowałem swoje rzeczy i ruszyłem do pokoju dziewczyny. Z pomieszczenia wychodziła lekarka. Chciała mnie powstrzymać przed wejściem, ale powiedziałem:
- Proszę się nie martwić, nigdy jej już nie zranię, bo nigdy już mnie nie zobaczy.
- Nie wiesz jak bardzo się mylisz - Odparła.
- Gdy mnie nie będzie ona będzie mniej cierpieć niż gdybym z nią był. Ja wiem, że będę cierpieć, ale na to zasługuję, zapracowałem na to.
Westchnęła i rzuciła tylko:
- Daj jej spać, musi odpocząć.
- Muszę zrobić to od razu, im bardziej będę z tym zwlekał tym bardziej uleci moja cała odwaga, którą mam teraz.
Wszedłem do środka i usiałem na łóżku. Przejechałem dłonią po czole dziewczyny, odgarniając jej włosy z twarzy. Otworzyła po woli oczy i odsunęła się. Uśmiechnąłem się smutno, łapiąc jej dłoń. Powiedziałem, udając swój codzienny ton: - Nemidith... Ja... Nie wiem jak to powiedzieć, bo słowa tego nie ujmą. Może najlepszym określeniem byłoby to, że wolałbym być rozszarpywany przez ogromne stado kruków do reszty swojego życia niż powiedzieć to co powiedziałem, ale to i tak za mało... Nie chcę sprawiać ci więcej krzywdy, wiem ile przeszłaś, dlatego wyparuję, tak byś o mnie nie pamiętała. Dzisiaj dowiedziałem się, że gorszy jestem od samego diabła, więc nie zasług... Nie mogę się z tobą spotykać, bo jeszcze ci coś zrobię. Mam dwie prośby, pierwsza nie pamiętaj mnie, druga - Nachyliłem się i pocałowałem ją delikatnie. - Wybacz. Żegnaj Nemidith, mój skarbeńku.
Ruszyłem w stronę drzwi, już wiedząc, że będę żałował tego do końca życia...