Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vera. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Vera. Pokaż wszystkie posty

czwartek, 25 sierpnia 2016

Od Very CD Adam

Uh... Niezbyt dobrze...
Miałam nie pozwolić by ktokolwiek widział co "potrafię".
A teraz widziała to osoba, która mnie irytowała. Grrr.
- Dzięki, ale nie potrzebuję pomocy. - powiedziałam całkowicie zimno, a przynajmniej próbowałam, co, jak się zorientowałam, wcale a wcale nie wyszło. Miałam uczucie, które musiało znać każde dziecko złapane na kradzieży cukierka. Takie przekonanie, że nie zrobiło się nic złego, ale mimo to ktoś zobaczył, i... Tak wcale nie miało być.
Nie chcąc dłużej patrzeć na mężczyznę stojącego obok mnie, mimo że jego głos wydawał się miły, chociaż nie mogłam tego dokładnie stwierdzić, nie znam się...
Ale, mimo to, jak najszybciej chciałam urwać się z jego widoku. Pochyliłam się, złapałam truchło kota za tylną łapę i zbierając siły, bez większego wysiłku zaczęłam ciągnąć go do miasta. Jednakże, "coś" chyba było przeciwko mnie, bo dość mocny wiatr zawiewał mi włosy na twarz, przez co co chwilę nic nie widziałam, a z kolei przez włosy zasłaniające mi widok zaczęłam się potykać...
Tylko bardziej mnie to irytowało.



< Adam? >

środa, 24 sierpnia 2016

Od Very CD Adam

Zbił mnie z tropu. Zacisnęłam usta, zmieszana.
- Nie mam żadnego... Celu... - zaczęłam powoli, jakby mimowolnie. - Nie jest mi potrzebny. - byliśmy coraz bliżej miasta, już właściwie na ulicach. A ja, z niewiadomych powodów, byłam coraz bardziej zdrażniona i gotowa do wybuchu. Nic nie trzymało się norm, których wyuczyłam się na pamięć, no. Chyba właśnie to było tak boleśnie irytujące.

Wreszcie gospoda. Bez zatrzymywania się podmaszerowałam do lady, za którą stał właściciel. Z dość głośnym hukiem uderzyłam dłońmi o ladę.
- Panie, daj mi pan jakieś zlecenie! Byle było to coś wartego zachodu!
- W tej chwili mam tylko to... - uniósł dłoń, trzymając w niej jakiś świstek. Podskoczyłam, opierając się o ladę, by chwycić papier, i zaraz potem odwróciłam się na pięcie i ruszyłam do wyjścia.
Dopiero na dworze przeczytałam zlecenie. Wielki kot, ludojad... Dobra sumka. Niech będzie. Gdzieś tu niedaleko, w lesie...

Nie musiałam nawet długo szukać. Gdy tylko weszłam głębiej w las, coś ciężkiego skoczyło mi na plecy. Lecąc na ziemię poczułam, że to coś próbuje wgryźć się w mój kark.
...Hah. Niedoczekanie.
Powietrze zawirowało, gdy wyrzuciłam ramiona do tyłu, złapałam za szczeciniastą sierść i całą siłą, korzystając ze swoich mocy, przerzuciłam zwierze przed siebie. Towarzyszył temu dźwięk rozrywanego materiału. Po powiewie wiatru wiedziałam, że bluzka, którą miałam na sobie była rozerwana na plecach i ramieniu.
Cętkowany drapieżnik szybko poderwał się na łapy i ponownie na mnie skoczył, tym razem popychając mnie na plecy. Jedną ręką złapałam go za gardło, trzymając od siebie w odległości. Jedna z łap zwierzęcia, uzbrojona w pazury dłuższe od moich palców, przejechała po moim odsłoniętym ramieniu. Słyszałam zgrzyt, gdy szpony bez skutku prześlizgiwały się po mojej skórze.
Ludzkie ciało juz dawno zostałoby rozszarpane. Tak samo, w mojej sytuacji, już dawno zmieniłoby się w prochy.
Ale, żeby przetrwało, trochę je... Utwardziłam, tak jakby.
W ułamku sekundy znalazłam miejsce, w które musiałam uderzyć. Znajdowało się akurat dokładnie w miejscu, w którym trzymałam kota za gardło.
Skoncentrowałam mały "ładunek" na przestrzeni pomiędzy kciukiem a palcem wskazującym. Reszta była tylko dziecinną zabawą. Wypuszczony impuls stworzony ze skoncentrowanej mocy po prostu zatrzymał bicie serca zwierzęcia. I tyle.
Zrzuciłam z siebie truchło zwierzęcia i usiadłam. Sprawdziłam, czy bluzka jako tako jeszcze się nadaje. Nie było źle, ale też nie dobrze. Za to...
Dotykając swojego ramienia poczułam pod palcami jakby piasek. 
- Znowu zaczęłam się sypać, eh... - mruknęłam, po czym wyciągnęłam dłoń w stronę swojego cienia, teraz nienaturalnie zniekształconego i ruchomego. "Wyjęłam" z niego krucze pióro. Gdy przyłożyłam je do sypiącego się miejsca, zalśniło, by po chwili jakby się we mnie wtopić. Tyle wystarczyło.
Kolejnym problemem było ubranie. Po raz kolejny z cienia wyjęłam pióro, tym razem pawie. Tu musiała starczyć mi prosta iluzja, którą stworzyłam z jego pomocą.
Gdy upewniłam się, że jest już dobrze, wstałam i otrzepałam się z liści i ziemi. Mój cień wrócił do normy.
...
Pytanie: Jak zaciągnąć kota conajmniej dwukrotnie większego ode mnie do gospody?


< Adam? >

wtorek, 16 sierpnia 2016

Od Very CD Adam

...Dogadać się...? 
No chyba nie! 
Ten mężczyzna mnie drażnił. I to dość poważnie. 
- Uważasz, że mogłam bym wziąć pieniądze za coś, do czego nie przyłożyłam ręki...? - syknęłam, mrużąc oczy. Podążałam za nieznajomym, zaciskając dłonie w pięści. 
Dopiero po chwili przypomniałam sobie, a raczej zorientowałam się co do jego pytania. Trochę się napuszyłam, wydymając wargi, ale takie przedstawienie się było chyba normalne między ludźmi. 
- Vera. - wymamrotałam ledwo słyszalnie. Zauważyłam, że Adam posłał mi pytające spojrzenie. Tak, wiem, za cicho. 
- Jestem Vera. - powtórzyłam, już głośniej. Eh, trzeba będzie jak najszybciej dostać kolejne zlecenie... 


< Adam? >

piątek, 12 sierpnia 2016

Od Very CD Adam

Przez kilka chwil po prostu stałam jakby sparaliżowana. Nieznajomy, który przedstawił się jako "Adam", bez przerwy nawijał.
Duży pies, mężczyzna obronny, merdajacy towarzysz? Że co?
I że mag, to miało być, że ja?
Przyznaję, przez cały mój ludzki czas, jak i za boskiego życia, nie spotkałam kogoś, kto by się tak zachowywał. Wszystko w nim sprzeczało się z wszystkimi moimi dokładnie ułożonymi wzorcami. Co do zwierzęcej formy, to owszem, to już uwzględniłam w kilku wzorcach, wyczuwałam też inną atmosferę bijącą od niego. Ale cała reszta... 
Po chwili intensywnego myślenia zauważyłam że mężczyzna się oddala. Szybko ruszyłam za nim. 
- Zabrałeś mi robotę! - wybuchnęłam. 



< Adam? >

czwartek, 11 sierpnia 2016

Od Very Do Adama

...Ludzkie życie ma swoje plusy, ale zdecydowanie więcej minusów.
Plusy, bo udało mi się poznać wiele różnych sytuacji. 
A minusy? Długo by wymieniać 
Potrzeba korzystania z ustronnego miejsca, zimno, gorąco, głód, pragnienie, zmęczenie, a do tego jakoś trzeba zarobić na dach nad głową i strawę. 
Jak dobrze, że w tym ludzkim ciele mogę "wydawać" cząstki swojej mocy.
Właśnie byłam w drodze do lasu. Przyjęłam zadanie, miałam pozbyć się wielkiego dzika, który ostatnimi czasy wpadał do miasta i niszczył co popadnie. 

- Czy tak drobna osóbka jak panienka poradzi sobie z taką bestią? Nie jeden próbował... - właściciel gospody w której się zatrzymywałam, a jednocześnie dawca zlecenia, poczciwy czlowieczyna, próbował mnie od tego odwieść. 
- Jeśli i ja nie wrócę, nie będziesz pan musiał płacić. - przerwałam mu. Zawsze rozbawiały mnie miny ludzi, gdy wracałam z udanego polowania czy czegoś podobnego. A przy takim dziku pewnie nawet nie zdążę się zabawić. 
Ale przynajmniej dobrze płacą, a jak przytaszczę tu jego cielsko, to i pomieszkam sobie za darmo. 
Właściwie jedynym problemem była moja prawdziwa egzystencja. Fragment ludzkiej duszy w "moim" ciele pozwalał mi istnieć, bo był jakby moim wyznawcą. Jednak, jeśli chciałam się dłużej utrzymać, musiałam znaleźć kogoś, kto by prawdziwie wierzył w moje prawdziwe ja. 
Rozmyślając tak wędrowałam po lesie, szukając dzika. Wreszcie, z chaszczy nieopodal, rozległ się dźwięk, który mogłam przypasować do dzikiego zwierzęcia.... 




< Dziki zwierzu, to ty czy jesteś dopiero gdzieś tam, gdzieś? >

niedziela, 7 sierpnia 2016

Nowa Postać - Vera


Nie możesz powiedzieć, że masz źle, póki nie dowiesz sie, co przeszedł ktoś inny


Imię i nazwisko: Przybrała imię Vera, Jednak tak naprawdę nazywa się Bhàis Gràdh
Pseudonim: A imię, którym się posługuje, nie jest dość krótkie?
Płeć: Kobieta... Chyba
Wiek: Tego... Nie wie nikt
Rasa: Bogini miłości (Gràdh) oraz śmierci (Bhàis) jednej z upadłych już kultur
Charakter: Jak przystało na boginię, Vera jest osobą pełną godności. Mimo że właściwie nie piastuje już roli bogini i przybrała ludzkie ciało, to wciąż jest "tą samą" osobą. Dobrze wie, że zachowała swoje moce.
Jej osobowość jest jakby podzielona na dwa, tak jak jej moc. Z jednej strony jest bardzo ciepłą osobą, delikatną i miłą, potrafi jednak być bezwzględna i okrutna jak czas i sama śmierć.
Zazwyczaj jest jednak miła.
Zazwyczaj.
Zainteresowania: Kiedyś uwielbiała kwiaty i muzykę.... Teraz po prostu egzystuje, według niej zainteresowania nie są jej potrzebne.
Motto: Jedyne, co jest w życiu prawdziwe, to śmierć. A skoro miłość potrafi prowadzić do śmierci, to i ona jest prawdziwa.
Lęki: Czego może bać się osoba, która właściwie jest Śmiercią?
Orientacja: Mimo że jest boginią miłości, nigdy nie było przeznaczone jej kochać, a czy to się zmieni, nie jest wiadome...
Partner: Njeee...
Aparycja: Jako człowiek jest naprawdę drobniutka, niecałe 160 centymetrów wzrostu, szczupła i lekka, całe 51 kg, z wymiarami 93-60-89. Duze, szarobłękitne oczy, lekko falowane ciemne włosy nieokreślonego koloru. Długie, szczupłe nogi, zgrabne dłonie. Czego chcieć więcej?
Gdy postanawia przybrać swoją prawdziwą postać, zmienia się, o to w dość dużym stopniu. 172 cm, 63 kg i 97-67-95. Jej skóra staje się bardzo jasna, a usta czerwone. Włosy sięgają kolan i nabierają fioletowego odcienia, a na jej plecach pojawiają się dwa potężne skrzydła, pokryte kruczymi i pawimi piórami.
Umiejętności
Jako człowiek jest dość zręczna;
Jako bogini:
  • Odczytywanie miłości i nienawiści,
  • Przewidzenie śmierci określonej osoby,
  • Krótkotrwałe wywoływanie uczuć u innych,
  • Skrócenie życia,
  • Darowizna "Bliźniaczej Nieśmiertelności" przez pocałunek, osoba obdarzona żyje tak długo jak ona, działa tylko pod kilkoma warunkami,
  • Wiele innych, "ulotnych", pojawiających się i zaraz potem znikających/zapominanych.

Broń: Jej bronią są jej umiejętności
Miejsce Zamieszkania: Wędruje sobie od miasta do miasta
Historia: Zacznijmy od tego, że Vera jest tak naprawdę Boginią Bhàis Gràdh, co oznacza dosłownie "Śmierć Miłość". Jak każdy bóg po prostu pewnego dnia otworzyła oczy, uzyskała świadomość, i... Po prostu była. Istniała tak, stworzona przez wiarę ludu, prez kilka tysięcy lat, a może i dłużej. Jednakże, lud czczący kulturę jej i innych jej podobnych bogów zaczął wymierać.
Ostatnia istotka z tego ludu, młoda dziewczyna o zapomnianym imieniu, w ostatni dzień swojego życia wierzyła jedynie w śmierć i w swoją miłość do życia. Właśnie ona utrzymywała ostatnią z bogów przy "Życiu". Bała się śmierci, mimo że wiedziała, że właśnie to ją czeka, śmierć w męczarniach, tak jak każdego innego.
W dniu, w którym dziewczyna miała umrzeć, nasza bogini postanowiła poprosić ją o układ. Zaoferowała jej spokojną, bezbolesną śmierć w zamian za użyczenie swojego ciała.
Dziewczyna się zgodziła, i na ułamek sekundy przed tym, jak jej życie zgasło, bogini zajęła jej ciało. W ciele pozostała cząstka duszy dziewczyny, dzięki czemu bogini, przybierając imię Vera, mogła żyć aż po dziś dzień, a ciało, które widzi świat, jest dokładnie ciałem dziewczyny sprzed lat.
Rodzina: Inni bogowie byli jej "Rodziną", jednakże pozostała tylko ona
Inne Informacje
  • Wędrując tak po świecie zarabia sobie, przyjmując różne zlecenia, od opiekunki, przez kusicielkę niewiernych mężów, skłaniając ich do przyznania się żonom przez słodkie obietnice, które pozostawały niespełnione, aż do zabójstw i pozbywania się niewygodnych świadków.

Inne Zdjęcia:



Autor: To jaaaa

Tłumacz