Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Vilcton. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Joe Vilcton. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 2 maja 2016

Od Joe CD Leonardo

Skrzywiłem się na widok Zevrana i powiedziałem do Ru:
- Ru, chodźmy.
- Dlaczego nas opuszczacie? Przecież możemy się świetnie zabawić - powiedział Rudy i szturchnął mnie ramieniem.
Miałem ochotę mu przywalić, jednak zrezygnowałem. Powiedziałem:
- Mamy z młodą inne plany.
Ru spojrzała na mnie i powiedziała:
- Możemy je zmienić, prawda? Chcę pobyć trochę z Leo i Zevranem.
Westchnąłem.
- To ja się wypisuję - odparłem. - Posiedzę w pokoju albo pójdę na miasto.
- Ale... - zaczęła dziewczyna.
- No to postanowione - odparł mężczyzna.
Ruby ruszyła wraz z chłopakami, a ja się do niej tylko uśmiechnąłem i ruszyłem dalej. Pospacerowałem trochę po plaży, a później wróciłem do pokoju. Walnąłem się na materac i patrzyłem na sufit. W nieznanym mi momencie zasnąłem...
***
Obudziło mnie walenie w drzwi. Przeciągnąłem się i wstałem. Ruszyłem do wyjścia, pociągając nogami o podłogę. Otworzyłem drzwi i oparłem się o framugę drzwi. Potarłem powieki i spojrzałem zaspany na przybysza, którym był Leo niosący śpiącą Ru. Powiedziałem:
- No cześć...
Wpuściłem go do środka. Położył ostrożnie wilkołaka na łóżku i pocałował ją w czoło.
- Dzięki, Leo, że ją dostarczyłeś.
- Nie ma sprawy - odpowiedział. - Joe, może pójdziemy się napić?
- Po co? - zapytałem...

< Leoś? >

wtorek, 19 kwietnia 2016

Od Joe CD Leonardo 

Po trzech latach od wyjazdu Leonardo wyjechałem na wakacje z Ru, zostawiając mojego sąsiada - Dominica - samego z jego córką. W końcu wyszedłem na swoje, chociaż musiałem przyznać, na początku było dość trudno, żeby wszystko ogarnąć. Ale się udało. Żałowałem, że Dominic nie mógł jechać, lecz jego córka była chora i nie zniosłaby podróży. 
W małym hoteliku nad morzem zjawiliśmy około piątej rano, więc poszliśmy się zdrzemnąć. Około ósmej rano obudziłem się i spojrzałem na śpiącą koło mnie Ru. Nie chciałem jej budzić, ale wiedziałem, że obraziłaby się na mnie za to. Westchnąłem cicho i zacząłem gładzić ją po włosach. Powiedziałem cicho:
- Rubiś, wstawaj. 
Otworzyła mozolnie oczy i uśmiechnęła się lekko. Tęskniłem za jej szerokim i radosnym uśmiechem, który zawsze był na jej ustach nim Leo wyjechał. Miał ją odwiedzać, ale prawdopodobnie pokrzyżowałoby to jego plany. Ru bardzo zmieniła się podczas nieobecności Leonardo, większość jej uczuć bardzo straciło na sile, nie tylko te pozytywne, ale również negatywne. Uśmiechnąłem się szeroko i zacząłem ją łaskotać. Zaczęła się śmiać, co już bardzo przypomniało jej dawny śmiech. Pomogłem jej wstać, wciąż zapominając, że nie ma już siedmiu lat a dziesięć, niestety z wyglądu ani z charakteru nie przypominała tego. Wyglądała jakby miała już trzynaście, czternaście lat. Zapytałem:
- To, co Ru? Idziemy znaleźć twą wakacyjną przygodę? Chcesz chłopaka czy dziewczynę? 
- Joe, przestań... Nie chcę. 
- Dlaczego?! Przecież każdy musi się zabawić... 
- Nie chcę i tyle. Dobra? 
Zaczesała swoje czarne włosy do tyłu. Powiedziałem sięgając po swoje ubrania:
- Dobrze, skarbie. 
Po chwili podeszła do mnie i przytuliła mnie. Ja zacząłem się śmiać. Powiedziałem:
- Ru, mogę się ubrać? Jestem w bokserkach? 
- Fuuuu! 
Odsunęła się gwałtownie z obrzydzonym wyrazem na twarzy. Uśmiechnąłem się zadziornie i wciągnąłem spodnie... 
*** 
Przechadzaliśmy się między strojnymi straganami, gdy między ludźmi przebłysnęła fioletowa barwa włosów. Zignorowałem to i spojrzałem na stragan z przyprawami. Po chwili usłyszałem głos Ruby: 
- Joey, Leo tu jest... 

< Leoś? >

piątek, 15 kwietnia 2016

Od Joe CD Leonardo

Obudziłem się, czując zapach Leosia. Odruchowo zacząłem:
- Cześć, koch... Cześć, Leo.
Usiadłem, opierając się o ścianę. Skrzywiłem się lekko, czując zapach Zevrana wymieszany z zapachem mojego byłego już chłopaka. Zacząłem przeczesywać włosy w oczekiwaniu na jego ruch. W końcu zapytał:
- Co będzie z Ruby?
- Zostanie ze mną, gdy wyjedziesz. Jeśli chcesz to możesz ją odwiedzać albo zabierać na kilka dni. Jednak zostaje ze mną głównie.
Opuściłem włosy na oczy i wyszedłem z pokoju. Wszedłem do łazienki i zamknąwszy drzwi, zjechałem po nich na ziemię. Żałowałem, że tak się skończyła ta relacja, w końcu wielka miłość nie zdarza się często.
Wstałem po chwili i wziąłem zimny prysznic. Zmieniłem formę na bruneta i wyszedłem z pomieszczenia obwiązany tylko ręcznikiem. Po drodze spotkałem trytona. Uśmiechnąłem się do niego i wszedłem do mojego tymczasowego lokum. Ubrałem się i ruszyłem do kuchni. Spotkałem tam Alex i poprosiłem, by popilnowała Ru. Chciała się dowiedzieć dlaczego, ale powiedziałem, że nie mogę powiedzieć. Założyłem kurtkę skórzaną i wyszedłem z budynku. Ruszyłem w stronę miasta. Gdy przechodziłem przez jedną z ulic, zobaczyłem Zevrana. Podszedłem do niego i złapałem za koszulę. Powiedziałem:
- Jeśli jakoś go zranisz, pożałujesz. Nie ważne czym jesteś, elfem, wampirem, wilkołakiem, aniołem czy bożkiem, zrobię wszystko, żeby zniszczyć ci życie.
Odszedłem od niego, rzucając go w stronę ściany. Zacząłem pytać ludzi o wolne mieszkania. W końcu jakieś udało mi się znaleźć coś odpowiedniego dla mnie i Ruby. Zapłaciłem za wynajem na miesiąc i wróciłem do domu Alex. Zabrałem Leonardo do pokoju Ru, po drodze mówiąc:
- Musimy jej wyjaśnić, co się dzieje. Nie musisz nic mówić tylko się pożegnaj, dobra?
Nie odpowiedział. Westchnąłem i wszedłem do pokoju Ru. Gdy nas zobaczyła uśmiechnęła się promiennie i podbiegła do mnie i Leosia. Wtuliła się w nas, a ja musiałem się wysilić na uśmiech. Wziąłem ją na ręce i usadowiłem na materacu. Powiedziałem:
- Ruby... Leo musi wyjechać na pewien czas, sprawy rodzinne.
Od razu pochmurniała, dlatego ją przytuliłem. Zapytała:
- Kiedy wróci Leoś, JoJo?
- Nie wiem, zapytaj i później mi powiedz, dobrze?
Uśmiechnąłem się szeroko i promiennie, ale sztucznie. Wyszedłem z pomieszczenia i ruszyłem do "naszego" pokoju. Zacząłem pakować rzeczy, które jeszcze pozostały po grabieży Leonardo...



< Leoś? Pisane po części w domu, po części w szkole xD>

Od Joe CD Leonardo

Westchnąłem cicho i usiadłem na łóżku, zakrywając oczy i garbiąc się lekko. Wiedziałem, że źle to rozegrałem, ale nie chciałem zostać pantoflarzem. Zdecydowałem się ruszyć za nim. Gdy wkładał ubrania do torby, przytuliłem Leo od tyłu. Ten przez ułamek sekundy zamarł, ale później zaczął mnie ignorować. Nachyliłem się nad jego uchem i mocnej go obejmując, szepnąłem:
- Zależy mi, wciąż zależy mi na tobie, lecz chyba mniej niż wcześniej. Wciąż darze ciebie ogromnym uczuciem, największym w moim życiu, ale nie dam rady... Kocham cię, jednak, szczerze, to chcę w końcu poczuć, że tobie na mnie zależy, że chcesz ze mną być tak bardzo, jak z Zevranem. Chcę żebyś zatęsknił...
Puściłem go i wyszedłem z pomieszczenia, a później z domu, przez okno...



< Leoś? Teraz jest krótsze opko, bo pisałam je w szkole ;_; >

Od Joe CD Leonardo

Usłyszałem kroki Leo zza drzwi, dlatego go zawołałem. Przyszedł do mnie niepewnie, a ja poklepałem materac, żeby się położył. Powiedziałem:
- Wiem, że już spałeś, ale chcę żebyś ze mną poleżał.
Wykonał moją prośbę i ułożył się koło mnie. Objąłem go delikatnie, zsuwając dłoń bardziej w stronę podbrzusza. Zatopiłem nos w fioletowe włosy i z każdym wdechem czułem jego charakterystyczny zapach. Dzięki jego bliskości, zasnąłem spokojnym snem...
***
Obudziłem się dość późno. Słońce już zeszło z horyzontu i zostało tylko atramentowe niebo z jasnymi przebłyskami gwiazd. Przeciągnąłem się, a później rozejrzałem po pokoju. Nie oczekiwałem, oczywiście, że Leo będzie przy mnie czekał.
Usiadłem na łóżku i ziewając, zaczesałem włosy do tyłu. Zarzuciłem na siebie tylko czystą koszulkę oraz spodnie. Ruszyłem do kuchni, chcąc się napić, jednak powstrzymał mnie widok Leosia, wychodzącego z domu. Zapytałem, opierając się o ścianę:
- Gdzie idziesz, Leo?
Zamarł, czyli musiało być coś na rzeczy. Podszedłem do niego i wciągnąłem go do środka. Zatrzasnąłem drzwi i przyparłem chłopaka do ściany, uniemożliwiając mu ucieczkę. Zapytałem:
- Dokąd zamierzasz wyjść?
Nie otrzymałem odpowiedzi zwrotnej, dlatego złapałem policzki trytona w dłonie i spojrzałem na niego. Spytałem:
- Wiesz, że ciebie kocham?
Po chwili prawdopodobnie namysłu Leonardo kiwnął głową.
- A wiesz, że ja wiem, co się stało? - powiedziałem.
Spojrzał na mnie zdziwiony.
- Wiem, że przespałeś się z Rudym...
Zszokowało go to, co usłyszał. Zapytał:
- Skąd?
- Twoja kłótnia rano, którą skierowałeś do mnie no i oczywiście teraz - uśmiechnąłem się słabo. - Jeśli chcesz... Jeszcze raz czy dwa się z nim przespać, to możesz, ale ostrzegam, że będę oziębłby tak, jak dzisiaj...
Puściłem go i ruszyłem w stronę kuchni. Wyjąłem sok i napiłem się prosto z butelki. Tryton stanął w drzwiach i patrzył na mnie z nieokreślonym typem wzroku. Odłożyłem butelkę i oparłem się o blat, będąc plecami do niego. Powiedziałem:
- Zawsze uważałem Zevrana za rywala, dlatego zazwyczaj byłem wredny i chamski dla niego... Zawsze się obawiałem tej chwili, ale wiedziałem, że to tak będzie wyglądać... Wiesz, - spojrzałem na Leosia. - jeśli ma się wiele partnerów to pewna sekwencja się powtarza. Na przykład zdrada. Zawsze reaguje tak samo, kapituluję. Tym razem jest tak samo.
Podszedłem do Leo i położyłem dłoń na jego policzku, a swoje czoło oparłem o jego czoło.
- Ale nie jestem zły, nawet nie wkurzony, czuję pustkę, co chyba jest gorsze, nie?... Kurde, walnąłem też ten monolog. Masakra. Za długo spałem...
Odsunąłem się od chłopaka i ruszyłem powoli w stronę łazienki...



< Leoś? Skorzystasz z możliwości kolejnej zdrady? >

Od Joe CD Leonardo

Gdy przepuściłem Leonardo, moja krew zaczęła się gotować. Ścisnąłem mocno dłoń Dominicka, dlatego ten spojrzał na mnie pytająco. Spytał łagodnym tonem:
- Wszystko w porządku?
- On mnie zdradzi. Przesadziłem z tą zagrywką, wiesz? Miałem nadzieję, że się wkurzy i mi przywali, a później strzeli focha, ale... Ten rudy to jego miłość przede mną... Zawsze miałem wrażenie, że wolał g...
Ciemnowłosy zakrył mi usta dłonią i zapytał z poważną i współczującą miną:
- Chcesz im przerwać?
Zastanowiłem się i odpowiedź zaskoczyła mnie ogromnie. Odparłem:
- Nie... Nie wytrzymałbym tego widoku. Wiem, dziwna odpowiedź.
- Zmieniłeś się - powiedział po dłuższej chwili.
- Wiem. Jestem beznadziejny teraz.
- Wcale nie... - zarumienił się, dlatego odwrócił wzrok. - Chcesz się przejść?
Kiwnąłem głową i wstałem. Ruszyliśmy w stronę lasu. Gdy byliśmy niedaleko jeziora powiedziałem:
- Wybacz, że ciebie wciągnąłem w całą tą sytuację.
Uśmiechnął się tylko w odpowiedzi, a ja złapałem go za rękę i zacząłem biec w stronę jeziora. Zatrzymałem się na pomście i powiedziałem:
- Wyskakuj z ubrań, Domiś, inaczej wrzucę ciebie w takiej formie w jakiej jesteś teraz.
Chłopak uśmiechając się szeroko, popchnął mnie do wody, ale ja pociągnąłem go za sobą. Zaczęliśmy się śmiać. W końcu położyłem się na wodzie. Później postanowiłem wyjść, gdyż znudziło mi się siedzenie w wodzie. Położyłem się na pomście, tak, że moje nogi zwisały nad wodą. Domin usiadł na pomście i patrzył na taflę jeziora. Spojrzałem na niego i podniosłem się. Zapytałem:
- Nad czym tak ciężko myślisz?
Nie odpowiedział, tylko spojrzał na mnie. W ułamku sekundy poczułem dłoń na policzku, a później delikatny i niepewny pocałunek. Nie wiedziałem, co zrobić, ale ciągnęło mnie do pocałunku. Oddałem pocałunek namiętniej, co zdziwiło chłopaka. Położył dłoń na moim pasie i przyciągnął mnie do siebie mocniej. Odsunęliśmy się od siebie i on powiedział:
- Wybacz.
- To ja przepraszam - odparłem.
Zaczęliśmy rozmawiać o różnych sprawach. Opowiedział mi o swoich byłych. Powiedział, że kilka lat temu zaryzykował z dziewczyną i niestety zaszła w ciążę. Zostawiła mu dzieciaka i ruszyła w drogę - za tydzień znalazł jej ciało. Ja opowiedziałem jej o Ru, co go zszokowało. Przyznał, że nie zakładał iż kiedykolwiek będę odpowiedzialny za kogoś innego. Rozmawialiśmy przez resztę nocy o różnych bzdurach i o ważniejszych rzeczach. Nad ranem odprowadziłem chłopaka do jego domu i pożegnałem się z nim:
- Do zobaczenia, Dominic.
- Do zobaczenia, Joe. Życzę powodzenia.
Pomachałem mu i ruszyłem do domu. Wróciłem do domu Alex i ruszyłem do sypialni mojej i Leo. Nie spał. Powiedziałem zmęczonym tonem:
- Cześć Leo.
Wyciągnąłem z komody prześcieradło, później koc i poduszkę. Podszedłem do Leosia i pocałowałem go w policzek, gładząc po włosach. Ruszyłem w stronę drzwi i wyszedłem z pokoju. Ruszyłem do zapasowej sypialni i pościeliłem łóżko. Walnąłem się na materac i zamknąłem oczy. Nie mogłem zasnąć, ale samo to, że mogłem się położyć było cudowne...



< Leo? Wybaczysz, że zrobiłam z ciebie gnojka? -_- >

niedziela, 10 kwietnia 2016

Od Joe CD Leonardo

Wbiegłem do domu i pierwszą osobą, którą ujrzałem była Alex. Stanąłem przed nią i spytałem, zabierając włosy z oczu:
- Widziałaś Leo?
Wzruszyła ramionami, podnosząc dłonie do góry w oznace niewiedzy. Westchnąłem zrezygnowany i usiadłem w ciemno purpurowym fotelu. Dziewczyna usiadła na kanapie, opierając się o podłokietnik, chociaż raczej wyglądało to, jakby ona leżała. Zobaczyłem na jej twarzy grymas złości - zmarszczony nos i zmarszczona przerwa między brwiami. Zszedłem z wygodnego fotela i przykucnąłem koło niej. Zapytałem zmartwiony:
- Co się stało?
Spojrzała na mnie pytająco. Westchnęłam, gdy nie dałem za wygraną i odparła:
- Tom... A raczej jego foch. Uciekł, znowu...
Westchnąłem i powiedziałem:
- To weź dowiedz się czy się w kimś nie zakochał, że tak zwiewa? Może ucieczki to wymówki, by się spotkać z jakąś szlachcianką czy coś w tym stylu?
- Wątpię, ale byłoby w porządku, gdyby znalazł sobie jakąś dziewczynę. Raczej bym jej nie polubiła, niewiele osób przypada mi do gustu, ale jeżeli jemu, by na niej zależało to w porządku. Jeszcze nie miał dziewczyny, znaczy wiesz, taki przelotny związek w wieku ośmiu lat. Ale to tyle, chyba, że aż tak mnie nie znosi iż nie mówi mi o swoich stosunkach z innymi dziewczynami.
- A co z tobą, Alex? - spytałem.
- W sensie?
- W sensie chodzenie z kimś, baraszkowanie albo chociaż flirt?
Popchnęła mnie na ziemię, ale ujrzałem na jej twarzy bardzo łagodny rumieniec, ale u niej to coś anomalnego.
Czyżby słaby punkt? - zapytałem siebie w myślach.
- Normalnie zawał! - krzyknąłem.
Spojrzała na mnie pytająco, zakrywając twarz włosami.
- Alex się zarumieniła! Święto narodowe!
- Przestań! - syknęła.
- Nie wstydź się, Alex. Każdy ma słaby punkt, przecież wiesz. A ja go mogę wykorzystać...
Spiorunowała mnie wzrokiem, więc przestałem się szczerzyć, jak głupi i zapytałem:
- To co, masz jakieś przeżycia związane z chłopakami albo z dziewczynami?
Patrzyła na mnie przez długi czas, mrużąc oczy i powiedziała:
- Nie twój interes.
- Właśnie, że mój. Chcę wiedzieć, kto jest w twoim typie.
Zamilkła. Położyłem dłoń na jej nodze i spytałem już poważnie:
- Jesteś dziewicą?
Wstała i wyszła z pokoju przez okno. Westchnąłem i ruszyłem na poszukiwania Leo. W międzyczasie zmieniłem wygląd na blondyna - taki kaprys. Przeszukałem okolicę domu, ale go tam nie było. Dom również obejrzałem i ruszyłem do miasta, by poszukać chłopaka. Słońce świeciło dość mocno, jak na tą porę roku, chociaż na niebie zbierały się chmury. Przeszukiwałem po kolei każdy zaułek, każdą szczelinę. Zaglądałem na każdego leżącego na ziemi człowieka, ale niestety nigdzie go nie widziałem. Gdy szedłem główną drogą, poczułem na twarzy drobne krople deszczu. Pytałem ludzi i kupców o trytona o fioletowych włosach, ale nikt go nie widział, a raczej nikt nie zwrócił na niego uwagi. Westchnąłem zrezygnowany i usłyszałem za sobą swoje imię. Odwróciłem się i ujrzałem chłopaka o czarnych włosach i brązowych oczach. Uśmiechał się do mnie perliście, a ja już doskonale wiedziałem, kto to jest. Był to mój były, Dominic. Z Dominickiem byłem najdłużej zaraz po Leosiu. A rozstaliśmy się z nieznanego dla mnie powodu, tak jakoś wyszło. Podszedłem do niego z uśmiechem. Powiedział:
- Miło mi ciebie widzieć, Joe.
- Mi ciebie też... Co tu robisz?
- Przeprowadziłem się... Da Vergen mi się znudziło. Kogoś szukasz?
- Takiego trytona. Nie widziałeś przypadkiem chłopaka o fioletowych, długich włosach?
Pokiwał przecząco.
- Hej, może pójdziemy opić nasze spotkanie, co? Albo chociaż zjeść coś w karczmie.
Rozejrzałem się, nie wiedząc, co zrobić, ale w końcu stwierdziłem, że nic się nie stanie, jeśli pójdę. Po drodze poszukam Leonardo. Ruszyliśmy w stronę wielkiego budynku i po chwili byliśmy w środku. Jak zwykle, było pełno ludzi. Rozejrzałem się po pomieszczeniu w poszukiwaniu wolnego miejsca i zdziwiłem się, gdy ujrzałem Leo, a potem wkurzorzyłem, gdy zobaczyłem jego sąsiada. Postanowiłem udawać iż nie zauważyłem mojego trytona może było to dziecinne, ale jakoś chciałem się zemścić za jego ucieczkę. Spojrzałem na Dominica i uśmiechnąłem się do niego. Wskazałem dłonią wolny stolik, do którego szybko się skierowaliśmy. Usiadłem na przeciwko czarnowłosego i zaczęliśmy rozmawiać. Po chwili przyszła kelnerka o brązowych włosach i zapytała:
- Co podać?
- Butelkę wiśniówki - odparł Domin.
***
Po wypiciu dwóch butelek alkoholu
Jak zwykle przegrałem zakład z Dominickiem o to, kto ma silniejszą głowę. Powiedział, wstając:
- Dobra, Joe, koniec zabawy. Zbieram ciebie do twojego domu. Pamiętasz jeszcze, gdzie mieszkasz?
Kiwnąłem głową. Wziął moją rękę i zawiesił ją na jego szyi. Byłem jeszcze świadomy, tylko moje ciało zachowywało się jak galaretka. Gdy przechodziliśmy koło stolika Leo, zabrałem kończynę z szyi ciemnowłosego i nachyliłem się nad trytonem. Szepnąłem, chcąc, żeby poczuł zazdrość:
- Hej, skarbie. Zezwolisz na mój skok w bok z Dominisiem?
Odsunąłem się i położyłem dłoń na ramieniu mojego byłego chłopaka. Dominic przeprosił Leonardo oraz Zevrana i zabrał mnie z budynku. Na dworze było chłodno, a nawet można stwierdzić, że było cholernie zimno, dlatego dość szybko otrzeźwiałem. Pokierowałem go, którędy ma iść. Po pewnym czasie znaleźliśmy się na ganku domu Alex. Usiadłem na schodach, a Domiś koło mnie. Położył dłoń na moim kolanie, a ja położyłem głowę na jego ramieniu. Spytał:
- Ten fioletowowłosy to twój chłopak, prawda?
- Tak - odparłem.
- Szkoda... Joe, wiesz... - przerwał.
Spojrzałem na niego, a później w miejsce, w które patrzył...


< Leoś? Czyż to ty? >

sobota, 26 marca 2016

Od Joe CD Leonardo

Nachyliłem się nad jego uchem i szepnąłem:
- Wypuszczę cię, gdy powiesz, że jestem twoim panem.
Uśmiechnąłem się zadziornie i usiadłem na ziemi koło niego. Po chwili się położyłem i przymknąłem oczy. Ciekawiło mnie to czy jego duma na to pozwoli, zakładałem, że nie. Po pewnym czasie wstałem i ściągnąłem z siebie bieliznę oraz koszulę, ruszając w stronę jeziora. Rozciągnąłem się nad wodą i zamoczyłem stopę w cieczy, chcąc się dowiedzieć czy aby na pewno nie jest za zimna. Westchnąłem i podszedłem do pomostu. Wskoczyłem do wody i zacząłem pływać...
***
Wróciłem do Leosia i zapytałem:
- I jakie twe zdanie, kochanie?
Fuknął pod nosem i powiedział, odwracając wzrok ze mnie:
- Zachowujesz się jak psychopata.
- Dla ciebie wszystko, rybeńko.
Prychnąłem pod nosem i położyłem się na glebie. Zamknąłem oczy, czując ciepło na klatce piersiowej. Po pewnym czasie zasnąłem...
***
Ocknąłem jakiś czas później, gdy słońce było już znacznie niżej. Spojrzałem na drzewo, lecz nie było na nim Leosia. Wystraszyłem się i zacząłem go wołać. Ubrałem się i pobiegłem najszybciej jak potrafiłem do domu...

< Leoś? Uciekłeś czy ktoś ciebie uwolnił? P.S. Beznadzieja z moim opkiem >

czwartek, 24 marca 2016

Od Joe CD Leonardo

Przez dłuższy czas wpatrywałem się w Leosia z poważna miną, co go prawdopodobnie zdziwiło. Po dłuższej chwili zaczął machać mi ręką przed twarzą, później nachylił się i cmoknął mnie w policzek, licząc na to, że się ocknę. Niespodziewanie, dla niego, objąłem szybko jego ramiona i wyciągnąłem trytona z wody. Wstałem i podreptałem w stronę drzewa, wciąż szczelnie go obejmując. Chłopak zaczął się wyrywać, dlatego jeszcze szczelniej objąłem jego ramiona.


Po chwili przyparłem fioletowowłosego do kory drzewa, spojrzałem na niego i po chwili pocałowałem go dość delikatnie. Przejechałem po jego boku, czując jak go to łaskocze. Przerwałem tak szybko, jak zacząłem, stwierdzając, że nie ma to sensu, gdy jest on w formie trytona. Posadziłem go na ziemi i zacząłem się rozglądać. Ujrzałem przy jeziorze łódkę i mając przeczucie, że mogę znaleźć tam linę, wstałem. Ruszyłem w jej stronę i rozejrzałem się. Uśmiechnąłem się lekko, gdy okazało się, że miałem rację. Wziąłem ją i odwróciłem się w stronę Leo, który czołgał się w stronę wody. Podbiegłem i podniosłem Leosia jedną ręką i przyszpiliłem go do drzewa. Uśmiechając się, powiedziałem:
- Nie ma, skarbie. Mogłeś przystać na propozycję zamiany ról w naszym związku.
Puściłem mu oczko i przywiązałem go do kory. Usiadłem koło niego i przymknąłem oczy czekając aż wyschnie. On jednak nie dał mi spokoju i chlastał po mojej twarzy ogonem. Spojrzałem na niego pytająco, a on powiedział:
- Wypuść mnie. 
Pokręciłem przecząco głową z uśmieszkiem na ustach. Wiedziałem, że szybko wyschnie, bo było ciepło i słonecznie. Po pewnym czasie spojrzałem na niego i okazał się być such. Wstałem i przylgnąłem do niego, całując jego szyję. Zacząłem robić mu malinkę na złączeniu ramienia i szyi. Zapytał, gdy zakończyłem robienie czerwonego śladu:
- Nie odwiążesz mnie?
- Odwiązałbym, ale wiem, że mi zwiejesz, a nie chcę mi się czekać dłużej. 
Przygryzłem wargę, spoglądając na jego klatkę piersiową. Szybko się opamiętałem i zabrałem do pracy... 



< Leoś? *pada na kolana i błaga o wybaczenie* > 

wtorek, 15 marca 2016

Od Joe CD Leonardo

Uśmiechnąłem się szeroko i złapałem Leosia za rękę i pociągnąłem w swoją stronę, tak, że upadł na mnie a ja go mocno objąłem. Szepnąłem, liznąłszy jego ucho:
- Bardzo chętnie zostanę twoim panem, Leoś.
Chłopak próbował się wyrwać, ale uniemożliwiłem mu to, mocno trzymając jego talię. Gdy się w końcu zirytowałem, przygniotłem trytona do ziemi, trzymając jego nadgarstki. Syknął:
- Nie ma mowy!
Przerwałem mu, namiętnie całując jego usta. Odsunąłem się, lecz wciąż będąc blisko jego twarzy powiedziałem:
- Będziemy się zamieniać rolą "Pana i Władcy", dobrze, rybeńko?
Nie dałem mu odpowiedzieć, tylko zatopiłem się w jego ustach. Cieszyłem się jak małe dziecko, tym, że w końcu mogłem go z powrotem dotknąć, pocałować, a nawet pomacać, chociaż zazwyczaj dostawałem po głowie. Odezwałem się w końcu:
- Ale trzeba ustalać kto jest w danym momencie Władcą, bo... To by komicznie wyglądało, gdybyśmy obaj chcieli być Panem.
Zaśmiałem się i usiadłem na jego podbrzuszu przez co jęknął niezadowolony. Zaczesałem włosy do tyłu i spojrzałem na niego. Zapytałem:
- Mogę teraz być "Panem i Władcą"?


< Leoś? :3 >

Od Joe CD Leonardo

Złapałem Leonardo za ramiona i zapytałem:
- Zwariowałeś?! Przecież pójdę za tobą wszędzie, nawet jeśli będziesz mnie nienawidził albo przestaniesz kochać! Będę za tobą leźć, bo jestem idiotą i kocham ciebie na zabój.
Spojrzałem na niego i mocnej ścisnąłem jego ramiona, ale później zabrałem ręce. Powiedziałem mniej entuzjastycznie:
- Znaczy jeśli nie chcesz, to nie pojadę, ale i tak bym ciebie odwiedził.
Uśmiechnąłem się, ale po chwili zrezygnowałem i usiadłem na ziemi...

< Leoś? >

poniedziałek, 14 marca 2016

Od Joe CD Leonardo

Byłem w domu chłopaka od dwóch tygodni, z prób ucieczek zrezygnowałem już jakiś czas temu. Stroniłem od towarzystwa chłopaka, który na początku to rozumiał, ale później zaczął się denerwować. Pewnego dnia nie przyszedł w ogóle, więc wykorzystałem okazję i udało mi się wymknąć na zewnątrz. Padał deszcz, a niebo było czarne, zapowiadające ogromną burzę. Rozejrzałem się i już miałem zacząć biec, gdy ktoś złapał mnie za łokieć. Spojrzałem na niego i dowiedziałem się, że to ten sam chłopak, który mnie przetrzymywał. Powiedziałem:
- Powiedz, jak się nazywasz.
- Nie kochasz mnie, prawda? - zapytał, ignorując moje słowa.
Zaprzeczyłem ruchem głowy, chociaż było to dość trudne dla mnie - nie znosiłem niszczyć uczuć ludzi, ale wolałem go bardziej nie ranić. Ponownie wypowiedziałem swoje słowa:
- Powiedz, jak się nazywasz albo przynajmniej imię.
- Jensen.
Zamarłem. Wtedy zdałem sobie sprawę, kim on był. Gdy byłem dawno temu w Ercken (miałem wtedy dziewiętnaście lat), moi znajomi zaciągnęli mnie do domu jednego z nich. Okazało się, że był on sierotą i opiekował się swoim piętnastoletnim bratem. Tym piętnastoletnim chłopakiem z niedowagą był Jensen. Trudno było mi uwierzyć, że to ta sama osoba, chociaż żadna z wersji nie była lepsza czy gorsza - w każdej był inteligentny, ciekawy, a na dodatek bardzo przystojny. Gdy go wtedy zobaczyłem w domu mojego kolegi, od razu mi się spodobał, ale Victor, jego brat, to zauważył. Zostałem pobity przez starszego brata Jensena, ale wciąż się z nimi spotykałem, chyba dlatego, żeby móc się z nim spotkać.
Westchnąłem zrezygnowany i spuściłem głowę. Podszedłem do niego i pocałowałem go delikatnie w usta. Szepnąłem, uśmiechając się lekko:
- W końcu się doczekałem.
- C-co? - zapytał, nie rozumiejąc mojego czynu ani słów.
- Bardzo mi się podobałeś wtedy, ale twój brat nie chciał bym ciebie wykorzystał i zostawił. On dobrze zrobił, że... Mnie wtedy pobił, bo, by się skończyło na jednej nocy, która nie znaczyłaby dla mnie nic, a ty byś cierpiał...
Urwałem, odsuwając się od niego. Przeczesałem włosy i powiedziałem:
- Niestety, już jest za późno, ale gdyby się wtedy skończyło to inaczej, to wiele osób nie cierpiałoby...
- Chciałbym być na jego miejscu.
- O czym ty mówisz? - zapytałem.
- Chciałbym być na miejscu Leonardo.
- Na pewno dla kogoś będziesz takim Leo, niestety nie dla mnie, już nie.
Kiwnął głową i odparł:
- Wracaj do niego, szkoda tylko, że mój plan nie zadział.
Uśmiechnąłem się i zmieniłem się w wilka...
***
Po pewnym czasie, w środku nocy, znalazłem się w domu Alex. Nie bacząc na to, że mogę kogoś obudzić, ruszyłem do naszej sypialni. Całe szczęście jeszcze go zastałem. Domyślałem się, że chciał wyjechać. Trzęsąc się z nerwów oraz z zimna (byłem całkowicie przemoczony), przykucnąłem koło łóżka. Zacząłem gładzić jego policzek, uśmiechając się szeroko. On wtulił się w moją rękę, obejmując ją dłonią, ale szybko obudził się zdziwiony. Wyglądał jakby zaraz miał dostać zawału. Położyłem dłoń na jego policzku i powiedziałem, nie potrafiąc opanować swojej radości, chociaż wiedziałem, że on raczej chce mnie zabić:
- Cześć Leoś...

< Leoś? Twa reakcja? Stwierdzam fakt, że te opowiadanie jest napisane bezsensu, bez składu, a sama akcja dzieje się zbyt szybko oraz temat nie jest rozwinięty tak bardzo, jak powinien. A prościej mówiąc, jest bezsensu oraz nie jest zrozumiałe i tyle. >

sobota, 27 lutego 2016

Od Joe CD Leonardo

Podniosłem go i przyparłem do ściany, jego stopy nie dotykały podłoża. Powiedziałem:
- Przestań, po prostu przestań... Chcesz wiedzieć to ci powiem. Upiłeś się i zacząłeś wyzywać mnie. Przypiąłeś mnie do łóżka kajdankami, o których istnieniu nie miałem pojęcia. Zakryłeś mi oczy i po prostu... I po prostu zerżnąłeś... - Mój nacisk na jego klatkę piersiową zmniejszył się, a ja zwiesiłem głowę, czując, że do oczu napływają mi łzy. - Nie do końca jestem zły na ciebie, raczej... Raczej czuję pogardę i nienawiść do siebie, że na to pozwoliłem oraz, że moje ciało zareagowało tak, jak zareagowało.
Puściłem go i otarłem rękawem łzy, które już zaczęły ciec po moich policzkach. Widziałem, że Leonardo wyciągnął do mnie rękę i zamierzał coś powiedzieć, lecz ja odbiegłem od niego jak ostatni tchórz. Gdy wbiegłem między drzewa zmieniłem się w wilka. Jakiś czas później przeskoczyłem nad przewróconym konarem, zahaczając łapą o gałęź. Padłem na ziemię, jednak się nie podniosłem. Zmieniłem się w człowieka i podkurczyłem nogi pod brodę. Pierwszy raz od bardzo dawna łzy pojawiły się z takiego powodu. Zaśmiałem się przez łzy, że znowu staję się tym bezbronnym oraz płaczliwym nastolatkiem. Po pewnym czasie zasnąłem na ziemi...
***
Obudziłem się, leżąc na miękkim materacu. Zapytałem siebie czy to był sen. Zacząłem uderzać ręką po materacu, szukając dłonią trytona. Gdy natrafiłem na klatkę piersiową, wtuliłem się w nią, mówiąc:
- Leoś...
Uchyliłem powiekę i niespodzianka jaką zastałem była dziwna. Wtulałem się w klatkę piersiową jakiegoś czarnowłosego mężczyzny. Odsunąłem się od niego i rozejrzałem po pokoju, który okazał się nie być tym, którym powinien być. Zapytałem trochę wkurzony:
- Dlaczego tu jestem?
Mężczyzna podniósł się i położył dłoń na moim policzku, patrząc mi w oczy. Powiedział:
- Słyszałem waszą rozmowę, później znalazłem ciebie nieprzytomnego na ziemi.
- Spałem, kur<a... - Spojrzałem na niego podejrzliwie, lekko się uśmiechając - Zawsze zabierasz do siebie nieprzytomne ciała, hm?
- Przejrzałeś mnie - Zaśmiał się cicho. - Nie, nie, pomyślałem, że może chcesz odpocząć w wygodnym miejscu.
- Nie kłam. Sam powiedziałeś, że na początku myślałeś, że jestem nieprzytomny... Tak w ogóle kim ty jesteś?
- Kimś, kto się o ciebie zatroszczy... Chyba fajniej było się obudzić w takim miejscu niż na zimnym podwórku, prawda? - Uśmiechnął się.
Nie odpowiedziałem, tylko dowiedziałem się, że jestem nagi. Zapytałem, ignorując ten fakt:
- Ogóle to poznaliśmy się już kiedyś? No i jeszcze jedna sprawa, chcesz mnie w jakiś sposób wykorzystać? - Podniosłem brew do góry.
- Tak, poznaliśmy się, ale... Nie byłem dla ciebie wtedy wystarczający. Oczywiście, że chcę.
Nachylił się i pocałował mnie, łapiąc moją brodę. Odepchnąłem go i powiedziałem:
- Nic z tego. Mam już kogoś, bardzo ważnego dla mnie.
- Od którego uciekłeś? - Zapytał, stojąc przy stole z alkoholem. - Naprawdę wolisz osobę, która traktuje ciebie w taki sposób, zamiast osoby, która traktowałaby ciebie jak najcenniejszy skarb?
- Po pierwsze to ja... Mu na to pozwoliłem, a po drugie wiem, że skarbów się tak łatwo nie wypuszcza z rąk.
- On nie powinien tego wykorzystać - Spojrzał na mnie.
Nie odpowiedziałem, lecz po pewnym czasie zapytałem:
- Możemy zakończyć tę farsę? Chcę już wrócić do domu.
Chłopak klęknął na łóżku i powiedział, łapiąc moją brodę w delikatnym uścisku:
- Jesteś w domu, skarbie. Nie wypuszczę ciebie tak łatwo.
Odepchnąłem go, lecz on powalił mnie na łóżko i usiadł na moim podbrzuszu. Odłożył kieliszki i nachylił się. Szepnął mi do ucha:
- Już nigdy ciebie nie wypuszczę, wtedy byłem zbyt słaby, abym mógł w ogóle do ciebie podejść, ale teraz jestem silniejszy.
Zaczął bawić się płatkiem mojego ucha językiem, a ja wykorzystałem ten moment i ugryzłem go w ucho. Odskoczyłem od niego i pobiegłem w stronę drzwi, łapiąc cokolwiek, by się ubrać. Ruszyłem pustymi korytarzami, po pewnym czasie zobaczyłem na końcu korytarza okno. Już byłem blisko, lecz niestety się nie udało. Zostałem powalony na ziemię, chociaż było to zrobione dość delikatnie. Jęknąłem cicho i poczułem dłoń na ramieniu. Spojrzałem na niego, a on uśmiechnął się miło. Powiedział:
- Wypuszczę cię, jest jednak jeden warunek... Wypuszczę ciebie jeśli się nie zakochasz we mnie.
- Nigdy się w tobie nie zakocham - Warknąłem.
- Zobaczymy - Uśmiechał się miło i wyciągał rękę w moją stronę, co było tak cholernie irytujące. Powinien się wkurzyć, ale ten, taki uśmiechnięty i radosny. Cały czas miałem wrażenie, że go znam, ale nie potrafiłem pokojarzyć faktów. Położyłem dłoń na jego i po chwili pomógł mi wstać. Zapytałem, patrząc na niego gniewnie:
- Powiedz, jak się nazywasz.
- Wtedy cała zabawa się skończy, Joe...

< Leoś? Nie należy pisać opowiadania po 5 rano jeśli nie spało się całą noc. Powstaje wtedy coś takiego xD Joe staje się uke? Zobaczymy xD >

czwartek, 25 lutego 2016

Od Joe CD Leonardo

Zauważyłem, że Ru ruszyła za Leosiem, ale nie chciałem im przeszkadzać. Ruszyłem do pokoju Sky'a, który właśnie się pakował. Rzuciłem się na niego i położyłem na nim, gdy opadł na łóżko. Uśmiechnąłem się szeroko, a on powiedział:
- Podobno sobie mnie odpuściłeś.
- A w życiu! Jesteś w razie czego. Gdyby Leo zgodził się na trójkącik to oczywiście, że biorę ciebie!
- Ale mi pocieszenie... - Westchnął zrezygnowany, a ja uśmiechnąłem się i pocałowałem go w policzek. - Możesz zejść? Chyba, że czegoś chcesz...
- Wiesz, że ja zawsze chętnie...
- Nie w tym sensie, idioto!
Dostałem w głowę. Usiadłem na jego miednicy i zapytałem:
- Czy to dobry pomysł, by zemścić się w ten sam sposób, którym zostałem zraniony?
- Najpierw powiedz co to jest za sytuacja, bo to zależy.
- To jest okropne... Leo... Leo wykorzystał mnie, po tym gdy poszliśmy na popijawę.
- Serio? - Wyglądał jakby zaraz miał wybuchnąć śmiechem, więc dostał po głowie. - A tak na poważnie ja bym nie zwalczał ognia ogniem. Weź przeciwieństwo - Spojrzałem na niego pytająco, przechylając głowę w bok. - Ja bym zrobił na twoim miejscu, że robiłbym wszystko, by go podniecić, ale później się sprzeciwiał jego prośbą o spełnienie.
Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Czyli tak jak ty to robiłeś?... Heh, rozumiem. Cwany z ciebie albinos, Sky.
Zostałem zrzucony na ziemię. Białowłosy zaczesał włosy do tyłu i skończył się pakować. Wstałem i wyszedłem z pokoju. Skierowałem się na ganek i usiadłem na podłodze. Po pewnym czasie zobaczyłem jak Leonardo wraca wraz z Ruby. Gdy byli koło mnie, zapytałem Ruby:
- I jak było z Leonardo na pogawędce?
- Fajnie! - Powiedziała uradowana...

< Leoś? >

sobota, 20 lutego 2016

Od Joe CD Leonardo

Spojrzałem na dziewczynkę i podszedłem do łóżka. Usiadłem na materacu i powiedziałem:
- Leoś ukarał mnie za coś co zrobiłem. Według niego to co zrobiłem było bardzo nie dobre, ale już wiem, że nie wolno tak robić.
- A czy mnie tak ukarze? - Zapytała. Zaśmiałem się cicho
- Nie, ciebie nie. Jesteś idealna, więc nie ma powodu, by ciebie karać. - Pocałowałem ją w czoło. - Chcesz jeszcze pospać?
Zaprzeczyła ruchem głowy i wstała. Pobiegła do Leosia i mocno się do niego wtuliła. Ruszyła do łazienki, a ja wstałem i podszedłem do chłopaka. Tryton zapytał:
- Musiałeś zrobić ze mnie potwora?
- Takie mam o tobie mniemanie, kochanie.
Przywarłem do niego i pocałowałem go namiętnie, może trochę brutalnie, wkładając język do jego ust. Odsunąłem się i uśmiechnąłem wrednie...

< Leoś? Nie wiedziałam co pisać dalej xD >

Od Joe CD Leonardo

Po chwili wyszedłem z kabiny i opatuliłem się ręcznikiem. Przykucnąłem koło chłopaka i odgarnąłem jego włosy do tyłu. Mimo tego, że byłem na niego zły to wciąż nie zmieniało to, że go kochałem. Gdy przez chwilę wymioty się uspokoiły, on spojrzał na mnie pytająco, a ja uśmiechnąłem się łagodnie. Gdy wróciły wymioty, powiedziałem:
- To i tak nie znaczy, że nie zemszczę się.
Po dłuższym czasie chłopak się ogarnął i spojrzał na mnie zszokowany. Uśmiechnąłem się i powiedziałem:
- Weź się ogarnij i chodź na śniadanie.
Wyszedłem i ruszyłem do sypialni. Ubrałem się i spojrzałem na łóżko. Westchnąłem zrezygnowany i ściągnąłem wszystko z łóżka, rzucając gdzieś w kąt. Założyłem nowe prześcieradło, na poduszki nowe poszewki. Kołdrę trzeba było wyprać albo wyrzucić, raczej bardziej byłem przy tym drugim. Otworzyłem okno i odetchnąłem świeżym powietrzem. Wziąłem ubrania dla Leo i wszedłem do łazienki. Położyłem je na blacie koło umywalki i po chwili wyszedłem. W kuchni zobaczyłem Tom'a, który siedział przy stole i chował twarz w dłoniach. Krzyknąłem:
- Jak się czujesz Tom!?
- Oh, zamknij się, Joe - Odparł. - Nie krzycz.
Zaśmiałem się i po chwili dostałem szmatą po głowie. Spojrzałem na swojego oprawcę, którym była Alex. Powiedziała:
- Jeśli jeszcze raz weźmiesz go na picie to ciebie zabiję.
Spojrzałem na nią i zauważyłem, że miała bardzo podkrążone oczy, musiała nie spać przez całą noc. Zapytałem:
- Dlaczego nie spałaś, Alex?
- Pilnowałam Tom'a, wymiotował przez całą noc.
- Nawet nie przypominaj - Powiedział cicho Tom.
- Szkoda, że nie miałam aparatu, miałbyś pamiątkę na przyszłość.
Chłopak westchnął. Usłyszałem za sobą kroki, odwróciłem się i zobaczyłem Leonardo. Alex usiadła koło wilkołaka i położyła przed nim kawę. Zapytałem, siadając:
- Gdzie Ru?
- Śpi. Nie potrafiła zasnąć, bo was nie było. Później jeszcze się martwiła o was, o Tom'a. Chciała do was pójść, ale... Chyba wiecie o co chodzi.
- Ja wiem, Leoś nie pamięta - Odparłem, a później wziąłem łyka herbaty.
- Serio? Leo, widać masz słabą głowę - zaśmiała się.
Tryton usiadł koło mnie, czerwieniąc się ze wstydu. Zaczęliśmy jeść. W trakcie Leonardo zapytał:
- Powiesz mi co się stało w nocy?
- Jak nadejdzie odpowiedni czas - Uśmiechnąłem się do niego i wróciłem do posiłku...

< Leoś? >

Od Joe CD Leonardo

Przyglądałem się chłopakom, jak pili. Tom pił dlatego, że nie chciał nic mówić, było widać, że nie cieszy się z tego, że musi pić alkohol. Po pewnym czasie, gdy wlał w siebie dużo procentów zaczął mówić. Zadałem nurtujące mnie pytanie:
- To Tom, powiedz, czujesz coś więcej niż przyjaźń do Alex?
Westchnął i powiedział, kładąc brodę na swoich rękach skrzyżowanych na stole:
- Gdyby ona mnie chciała... - Stracił przytomność albo zasnął. Zaśmiałem się i spojrzałem w stronę Leosia. Wziąłem wilkołaka i przerzuciłem go przez ramię. W miarę przytomnego Leo złapałem za talię i mocno do siebie przytuliłem. Ruszyliśmy w stronę domu Alex...
***
Położyłem Tom'a na jego łóżku i wróciłem do Leonardo. Zaprowadziłem go do sypialni i zacząłem go rozbierać, by przebrać go w piżamę. Ściągnąłem jego koszulkę i zająłem się rozpinaniem jego spodni. Złapał mnie za rękę i przygwoździł do łóżka. Zaczął zachłannie całować moją szyję. Zerwał moją koszulkę i zaczął całować moją klatkę...
***
Gdy skończył od razu położył się spać, zapominając albo ignorując fakt, że jestem przypięty do łóżka kajdankami. Na dodatek miałem zasłonięte oczy i byłem nagi...

< Leoś? Już nigdy nie pijesz xD >

czwartek, 18 lutego 2016

Od Joe CD Leonardo

Ruszyłem pod pokój Alex i zobaczyłem Leo, trzymającego stanik. Powiedziałem, machając w obronie dłońmi i uśmiechając się szeroko:
- Ja nie wnikam w jaki sposób próbowałeś ją pocieszyć, ale pewne jest to, że później ciebie wykorzystam... To jak poszło?
Spojrzał na mnie tak zwanym wzrokiem "are you fucking kidding me?!", a ja zaśmiałem się. Podszedłem do komody i wyciągnąłem białą kartkę i pióro. Napisałem na kartce "Nadal ciebie kochamy, Alex" i wsunąłem to pod drzwiami do pokoju. Po chwili usłyszeliśmy:
- Spadajcie!
Poszedłem do sypialni i po chwili wróciłem z dwoma kocami, kołdrami i poduszkami. Leoś spojrzał na mnie zdziwiony, a ja poklepałem miejsce koło siebie. On jednak nie położył się, tylko chodził trochę zdenerwowany. Złapałem go za rękę i przyciągnąłem do siebie. Upadł na mnie, a ja go mocno przytuliłem. Po chwili usłyszałem kroki w pokoju Alex. Po chwili drzwi się otworzyły i elfka złapała Leonardo za nadgarstek. Wciągnęła go do pokoju i nim drzwi się zamknęły, zobaczyłem jak ona go przytula. Westchnąłem i stwierdziłem, że kobiety są zbyt skomplikowane, zwłaszcza ta. Słyszałem przytłumioną rozmowę między nimi, a raczej próbę trytona. Ona go uciszyła, mówiąc:
- Shhh... Nic nie mów, bo wywalę ciebie z pokoju.
Westchnąłem w tym samym momencie co chłopak, co bardzo mnie rozbawiło, lecz nie wydałem z siebie żadnego dźwięku. Niebieskowłosy powiedział:
- Chcę zadać tylko jedno pytanie.
Czerwonowłosa jęknęła niezadowolona, ale się zgodziła.
- O co poszło z Tom'em?
- Nie powiem nic oprócz tego, że musieliśmy się pokłócić, za dużo się nazbierało przez... Eh, przez czas kiedy go nie było... - Zapadła cisza na pewien czas. Dziewczyna powiedziała zrezygnowana - Dobra powiem... Od jakiegoś roku widywałam go z może siedem razy, nie koniecznie mi to pasowało, w końcu byliśmy nierozłączni od... No od zawsze, znaczy od zawsze dla mnie, w końcu jest starszy o rok... To był szok dla mnie, taki nagły przeskok. Zrobił tak z dnia na dzień. Dzisiaj mnie dobił dwoma zdaniami, które powiedział, których jednak nie mogę powtórzyć. Przepraszam Leo, ale nie mogę. Pewnie rozumiesz, że są rzeczy, których nie powiesz nawet najbliższej osobie. Łatwiej jest to powiedzieć obcej osobie, która w żaden sposób tego nie wykorzysta...
Wstałem i ruszyłem w stronę wyjścia. Zmieniłem się w wilka i pobiegłem po Tom'a. Był już daleko, ale, nie wiedząc dlaczego, wkurzyłem się...
***
Skoczyłem na plecy Tom'a, który był w ludzkiej postaci, a ja w postaci wilka. Szybko zeskoczyłem z niego, zmieniając się w człowieka. Gdy wstał dostał z pięści w twarz. Warknąłem, patrząc na niego gniewnie:
- Nie wiem w jaki sposób kocha ciebie ta dziewczyna, wolę nie wnikać w wasze relacje, ale... Pewne jest to, że ona ciebie kocha. Masz tam wrócić i olać watahę, rozumiesz?
Miałem ochotę walnąć się w twarz, bo od emocji drżały mi ręce. Od bardzo dawna się tak nie zdenerwowałem, co nie umknęło oczom chłopaka.
- Nie mogę. Przyniosę jej więcej problemów...
- Oh, zamknij się! Gadasz jak ona. Dopełnicie się. Oboje naślecie na siebie nowych wrogów i trudno, olać to! Będzie przynajmniej spokój z wami. - Spojrzałem na niego już spokojniej. - To idziesz, czy mam zatachać tam twoje nieprzytomne ciało?
Wróciliśmy do domu Alex. Wszedłem do pokoju, w którym przebywał Leonardo z elfką. Wymieniłem wilkołaka na trytona i zamknąłem drzwi. Zaciągnąłem chłopaka do sypialni i opadłem z nim na łóżko. Wtuliłem się w niego, uniemożliwiając mu wstanie. Powiedziałem z zamkniętymi oczami:
- Dobranoc... Jeśli spróbujesz tam pójść to się zemszczę w taki sposób, że do końca życia tego pożałujesz...

< Leoś? Nope, nie będzie romansów między Alex a Tom'em xD >

wtorek, 16 lutego 2016

Od Joe CD Leonardo

Usłyszałem kroki i niekoniecznie chciałem, by ktoś zastał nas w takiej pozycji, zwłaszcza, że ja byłem tylko w fartuchu. Oplotłem nogami chłopaka i przycisnąłem go do materaca, tak by nie było go widać. Usłyszałem głos Toma:
- Alex stój.
Ktoś, a raczej Alex zatrzymała się, a raczej została zatrzymana przez chłopaka.
- Musisz wszystko psuć, Tom? Naprawdę? - Powiedziała wkurzonym tonem, lecz nie tym, który był wykorzystywany przy Leo.
Po chwili usłyszeliśmy dźwięk uderzenia z liścia w policzek. Po chwili ktoś wyszedł z domu, a ktoś poszedł do kuchni. Leoś spojrzał na mnie pytająco, a ja przyłożyłem palec do swoich ust. Po pewnym czasie ktoś wyszedł z kuchni, podejrzewałem, że to Alex, bo ona chodziła zawsze lekko i cicho. Gdy upewniłem się, że nikogo nie ma oprócz nas, puściłem chłopaka z objęć moich nóg. Usiadłem na kanapie i zapytałem, ponieważ te pytanie nurtowało mnie przez cały ten czas:
- Pomyślałeś sobie, że padło mi na mózg, gdy mnie zobaczyłeś w fartuchu, prawda?
- Serio? O to pytasz? W tym momencie?
Kiwnąłem głową, na co on westchnął. Też kiwnął głową.
- Ty mi padłeś na mózg, wiesz? Staram się ciebie zadowolić, tym razem nie trafiłem. - Zaśmiałem się. Zapytałem po chwili - Wiesz o co z nimi chodziło? - Zaprzeczył. - Czyli mamy problem... To co, idziesz się spytać Alex o co poszło, prawda?
Walnąłem go w plecy i uśmiechnąłem się wrednie. Sięgnąłem po ubrania z torby i założyłem piżamę...

< Leoś? >

Od Joe CD Leonardo

Gdy chłopak wyszedł wraz z Ru, westchnąłem. Musiałem go jakoś udobruchać, bo jak nie przeproszę go od razu to strzeli jeszcze większego focha. Zrobiłem sobie coś do jedzenia i zauważyłem różowy fartuch. Zdziwiłem się, że w domu Alex jest cokolwiek różowego, ale później sobie przypomniałem, że tutaj mieszka też jej matka. Wpadłem na dziwny pomysł, który jednak mógł mu się spodobać. Dokończyłem posiłek i upewniłem się, że wszyscy śpią. Położyłem się na chwilę na kanapie, by odpocząć po podróży. Gdy wyczułem, że Leoś i Ruby są niedaleko, zebrałem się i ruszyłem do łazienki. Rozebrałem się i założyłem fartuch. Spojrzałem na siebie w lustrze i zacząłem się śmiać. Pomyślałem, że dla niego potrafię się poniżyć do reszty. Gdy usłyszałem kroki za drzwiami łazienki a później otwieranie drzwi do sypialni Ru, odczekałem chwilę i wyszedłem. Wiedziałem, że chłopak zszedł do salonu, więc ruszyłem za nim. Leżał na kanapie. Powiedziałem:
- Leosiu, kochanie, rybeńko...

< Leoś? Nie wiem co powstaje w mej łepetynie xD >

Tłumacz