Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea Argo Ikariot. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Andrea Argo Ikariot. Pokaż wszystkie posty

poniedziałek, 26 września 2016

Od Andrei CD Kate

- Do stu piorunów, wariatko jedna, to moja szpada

Posłała mi przesycone słodyczą spojrzenie i dodała nie miej cukierkowym głosem. 

- Naprawdę? nie zauważyłam

Zacisnęłam dłonie w pięści, aż mi kłykcie zbielały, gotowa jej przyłożyć. Jak kubeł zimnej wody spadła jednak na mnie świadomość że jeśli chodzi o sojuszników to nie mam zbyt szerokiego wyboru. Przełknęłam ślinę, a wraz z nią urazę oraz parę ostrych epitetów jakimi miałam ochotę obdarzyć dziewczynę i sięgnęłam po swoją harfę. Smok oczywiście błyskawicznie obrócił się w stronę nacierającego przeciwnika zapominając o mnie. Kate przetoczyła się pod nim i chwyciła w rękę MOJĄ szpadę. W ramach rekompensaty za urażony honor postanowiłam obrócić swój gniew w stronę bestii. Zacisnęłam dłoń na rzeźbionym instrumencie i z całej siły uderzyłam nim w smoczy ogon. Zwierzak ryknął i obrócił się w moją stronę. Cofnęłam się i wtedy dostrzegłam zgromadzoną w skalnej szczelinie wodę. Powyżej tryskało małe źródełko. Wyszarpnęłam z za paska różdżkę i zasłaniając się harfą skierowałam magiczny patyczek w stronę cieku wypowiadając zaklęcie i modląc się do wszystkich bogów, żeby zadziałało. Udało się i tuż przede mną zmaterializował się mój duch opiekuńczy pod postacią wodnego węża.

- Angus, jak ja się cieszę, że cię widzę!

- Niestety bez wzajemności... jak tym razem się to wpakowałaś

Machnęłam ręką, by dać mu jakieś zajęcie, ale znów coś pomyliłam i zamiast uderzyć na smoka zatoczył koło ochronne.

- Może być i to - i znów dałam znak i duch wzleciał pod strop rozpryskując się delikatną mżawką, co wyglądało pięknie, ale nie za wiele pomogło. Odskoczyłam w ostatniej chwili, by nie dostać łapą od nadal stojącego nade mną smoka, któremu znudziły się te zabawy. Spróbowałam jakoś pozbierać mojego obrońcę, a potem nakazałam mu sunąć dość szybko po podłodze. Co prawda nie Zrobił nikomu tym krzywdy, ale przynajmniej rozproszył ich i niektórych poprzewracał. Wstrętny mag był sprytniejszy i uniósł się nieco nad ziemię więc moja magia na niego nie zadziałała. Przedarłam się do Kate.

- Walka ze smokiem nie ma sensu... nie pokonasz go ogniem, a po za tym jest nie do końca materialny

- Te zęby jakoś mi całkiem realnie wyglądają

- No bo może nas zabić, tylko my jego nie bardzo... Możemy go co najwyżej poobijać w końcu to same kości

- Co więc proponujesz? - zapytała unikając kolejnego ciosu pazurami.

- Musimy jakoś unieszkodliwić maga, bo to on go utrzymuje swoim zaklęciem, choć nie wiem jak przedrzeć się przez osłonę jaką wokół siebie wytworzył



<Kate? Też nie jestem zadowolona ze swojego> 

wtorek, 20 września 2016

Od Andrei

Dziś rano dobiliśmy do brzegów da Vergen. Chłopcy poszli po zapasy i trochę się zabawić, a ja zostałam pilnować naszej łajby. Jakoś nie miałam dziś ochoty odrzucać zalotów nachalnych, zapijaczonych typów, którzy będą się ekscytować elfim kształtem moich uszu. Wyszłam na pokład wdychając chłodne morskie powietrze pachnące solą i wodorostami. Liny, które trzymały okręt w miejscu zwisały spokojnie, a dziób tkwił głęboko zaryty w piasku. Tyle razy mówię im, żeby delikatniej wpływali w zatokę, ale to w końcu nie moja sprawa oni będą pchać, ewentualnie wyjęczą, żebym przywołała węża. Postąpiłam kilka kroków po lśniącym pokładzie.Nie czując niemal wcale uderzeń fal obijających się o burty było mi nieco nieswojo. Przeszłam na rufę wpatrując się w swoje trzewiki i słuchając ich miarowego stukotu. Specjalnie nosiłam ciężkie buty, żeby wydawać się bardziej niezdarną, a przy okazji nie zdradzać nie do końca ludzkiego pochodzenia. Weszłam na podwyższenie wywołując popłoch u chłopaka siedzącego za sterem.
- Janez !? Dlaczego nie jesteś z innymi?

- Pani Argo - Zerwał się gwałtownie i zasalutował. W roztargnieniu rozsypał wszystko co trzymał do tej pory na kolanach. Na deski posypała się kaskada kartek i ołówków. - Ja... ja, przepraszam

Uśmiechnęłam się pogodnie.

- Za co mnie przepraszasz?

- Bo, może pani... no chciała zostać sama, ale ja będę naprawdę cichutko, jak myszka... bo, no mam słabą głowę i powiedziałem, że popilnuje statku

- Nie ufasz mi - podeszłam blisko podpierając się pod boki - sądzisz, że nie poradzę sobie sama i potrzebuję twojej pomocy

Musiał czuć już na szyi mój gorący oddech. Głośno przełknął ślinę. Klepnęłam go mocno w ramię, tak że aż się za krztusił.

- Na razie to tobie marnie idzie - zerknęłam na porozrzucane przedmioty - ale nie mam ci tego za złe, ale na przyszłość staraj się wymyślać bardziej przekonywujące i mniej kłopotliwe kłamstwa

- Tak jest kapitanie! - zawołał salutując. Uśmiechnęłam się i zeszłam do siebie, żeby go dalej nie peszyć... w końcu i tak poczerwieniał jak piec hutniczy. Opadłam na fotel i zapatrzyłam się na wody zatoczki. Co jakiś czas z rozchwianej tafli wyskakiwały delfiny rozsypując wokół siebie roziskrzone krople. Słońce przeświecało teraz pięknie sponad gór i ciepły blask wlewał się do mojego apartamentu. Mogłam go czuć na swojej twarzy. Zmrużyłam oczy z zadowoleniem i chwyciłam harfę, by trochę na niej pobrzdąkać. Nie wiem jak długo trwało nim z zewnątrz dobiegły mnie podniesione głosy mojej kompani. Drzwi do mojego apartamentu trzasnęły i od razu zorientowałam się, że jako pierwszy wkroczył Basza. Tylko on lubił takie mocne wejścia. Nie odwróciłam się szukając właściwych słów by zbesztać go za takie zachowanie. Za nim z rozmysłem wszedł Smile. Odgadłam też, że dalej weszli Remik i Lupus. Wreszcie do pokoju wcisnął się też Janez. Słyszałam za sobą ich ciężkie oddechy.

- O co chodzi?! - mruknęłam nadal siedząc tyłem, a sobą usłyszałam donośne plaśnięcie i coś ciężkiego opadło na pokład.

- Uważaj, trochę - wrzasnął upuszczony na ziemię ładunek.

- Co ja mówiłem o odzywaniu się niepytanym... wytnę ci ten jęzor jak nim będziesz kłapał bez potrzeby - wtrącił się Smile.

- No - mruknął Basza, jak zawsze rozmowny. 

- Chłopcy! Dlaczego mi nie mówicie, że mamy gości... - odwróciłam się na krześle starając się przybrać, jak najbardziej obojętny wyraz twarzy. - Czyli albo będziemy mieć przydatne informacje, albo rekiny będą miały wyżerkę

Uśmiechnęłam się. Nadal bardzo słabo widziałam pojmanego, bo leżał gdzieś za moim biurkiem.

- A skąd go macie?! 

- Bo... bo... - zaczął Janez - Ja... ja... pilnowałem i... znaczy okrętu... nie żebym nie ufał 

- Czy może mi ktoś odpowiedzieć krótko i rzeczowo? - zawołałam wstając i mocno opierając się o blat.

- Kręcił się koło statku

- No, to pięknie... zechcesz nam się przedstawić miły gościu... dobrze, by było wiedzieć, co kazać w razie czego wyryć ci na nagrobku



<Ktoś?>

poniedziałek, 5 września 2016

Od Andrei CD Kate

Miałam nieodparte wrażenie, że dziewczyna nie zdaje sobie sprawy w co się pakuje. Latająca halabarda to był dopiero nieśmiały wstęp do naszych kłopotów. Niemal od razu rozpoznałam medaliony wiszące na szyjach naszych wrogów, jeśli tak ich w ogóle można było nazwać i moje obserwacje wcale mnie nie zachwycały. Zawinęłam włosy i schowałam pod kaptur, który nasunęłam na oczy, a twarz wysmarowałam ciemnym pyłem ze ściany skalnej. Lisica widząc mnie w tym stanie z trudem stłumiła śmiech.

- Byłaś górnikiem w poprzednim wcieleniu - szepnęła rozbawiona.

- Nie, tylko w tym wcieleniu narobiłam sobie za wielu wrogów, ale tobie też polecam jakoś się zamaskować chyba że cierpisz na brak wrażeń... mnie tam jakoś nie spieszy się do kolejnego wcielenia

Uśmiechnęła się nieznacznie.

- Mówiłam, że lubię ryzyko

- Panienko! jeśli sądzisz, że uda ci się omamić ich urodą, albo wciągnąć w rozmowę to mylisz się... jeśli On im każe zabiją cię bez mrugnięcia okiem
-  Piątego dnia wraca jedna z nich, lecz nie jest już sobą - zanuciła

Pokręciłam głową.

- Krasnoludy są odporne na jad smoka, nie wiem czy to on zniszczył wioskę, ale na pewno nie zmienił ich...

- Zmienił w co? 

- Psyt... - uciszyłam ją - dość już narobiłyśmy hałasu.

Powoli zaczęłyśmy się przesuwać pod ścianami. W ciemnościach nie mogłam zobaczyć jej obrażonej miny i jakoś nie specjalnie mi to przeszkadzało. Postąpiłam jeszcze krok i cofnęłam się gwałtownie omal się nie przewracając, ale na szczęście towarzyszka w porę chwyciła mnie za rękę. Kolejne drzwi, które zręcznie rozbrojono. Nie zdążyłam tym razem niczym ich zablokować. Podeszłam do układanki. Potrafiłam dość szybko zapamiętywać wzory jeśli coś przedstawiały czy fragmenty pieśni, ale to mnie chyba trochę przerastało. Nagle dziewczyna wepchnęła się przede mnie i zaczęła zręcznie przesuwać kawałeczki, aż ułożyła misterny wzór.

- Jak ty to? - wyjąkałam. 

Zadowolona z siebie wzruszyła ramionami.

- A jakoś tak

Cieszyłam się, że rozwiązała tą zagadkę za mnie. Nie musiałam się ujawniać, a zawsze lepiej uchodzić za głupca niż od razu wykładać wszystkie karty na stół. Oczywiście jak zawsze mój plan nie wypadł tak jak było w założeniu.

- Nieźle sobie radzisz... właściwie czemu nie pływasz nadal na statku ojca? wyrzucili cie bo domalowałaś komuś wąsiki

Uśmiechnęłam się przyjaźnie, by skłonić ją do odpowiedzi.

- Dlaczego sądzisz, że wyrzuciliby córkę kapitana?

Na jej twarzy malowało się zaskoczenie, a ja nie wiedziałam co zrobić, więc wzruszyłam tylko ramionami.

- Takie rzeczy się zdarzają - szepnęłam co zabrzmiało bardziej dwuznacznie niż zamierzałam. Przycisnęłam odpowiednią część układanki i drzwi otworzyły się. Sklepienie korytarza odbijało dźwięki naszych kroków więc nie było okazji by ciągnąć tą niewygodną rozmowę. Powoli weszłyśmy do góry i wsnułyśmy się do groty. Tajemnicza grupa wojowników stała dookoła smoczego szkieletu, a mag czynił nad nim jakieś dziwaczne znaki, podczas gdy inni śpiewali.

- Nie podoba mi się to - szepnęła. 

- Raczej nie zależy im na twoim uznaniu - odparłam.

Do góry pofrunęła chmura pyłu, z której wyłonił się potężny smok. A w zasadzie jego szkielet porośnięty gdzie, nie gdzie tkanką. 

- Czy to... czy to nie było martwe? - zapytała moja towarzyszka.

- Słusznie zauważyłaś było... - odszepnęłam.

Niestety cichnące pieśni nie dość dobrze tłumiły nasze głosy i już po chwili złociste ślepia smoka skierowały się wprost na nas.


<Kate? Czy ktoś zamawiał smoka?>

niedziela, 4 września 2016

Od Andrei CD Kate

Parsknęłam zduszonym śmiechem opierając się dłonią o mokrą zimną ścianę korytarza i wlepiając w dziewczynę pytające rozbawione spojrzenie i unosząc lekko brwi stwierdziłam spoglądając na jej twarz, na której malowało się oczekiwanie:

- Jeśli zawsze tak doskonale wybierasz moment na pytania tego typu to wcale mnie nie dziwi, że nikt nie odpowiada

- Taki sam moment jak każdy inny - odparła wzruszając ramionami

Teraz już naprawdę nie mogłam się powstrzymać i zanosząc się od śmiechu tak że aż łzy mi pociekły zaczęłam jej przytaczać wymyśloną przez siebie scenę

- Już to sobie wyobrażam... dyndasz sobie na lianie z przystojnym młodzieńcem nad przepaścią i nagle mu mówisz "wiesz muszę cię o coś zapytać", a on ci szepcze "Tak?" i wtedy pytasz go "Lubisz fretki?" 

Teraz ona także wybuchnęła śmiechem. Musiałam niestety przyznać że całkiem odpowiada mi jej towarzystwo i czułam coraz silniejsza pokusę by powiedzieć o sobie coś więcej niż powinnam i niż nakazywałby zdrowy rozsądek. Gdy wreszcie opanowałyśmy się zapadła na chwilę krępująca cisza, którą poczułam się zobowiązana przerwać:

- Muszę ci coś powiedzieć - zaczęłam poważnie

- Tak?

- Lubię fretki - uśmiechnęłam się złośliwie - choć zawsze pakują wszędzie noc ciekawie i istnieje ogromne ryzyko że ktoś go im przytrzaśnie

- Lepiej jednak żeby pamiętał że fretki mają ostre ząbki

Płynnie i bez przeszkód dyskusja zaczęła zupełnie schodzić z tematu gryzoni na obszary zdecydowanie bardziej w tym momencie nas zaprzątające. Wreszcie stanęłyśmy znów przed gołą ścianą. Sięgnęłam po różdżkę spodziewając się odkryć jakiś napis. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek zrobić lisica już zdążyła coś nacisnąć i na całe szczęście udało nam się jakimś cudem wydostać. Nie miałyśmy jednak czasu na radość do jaskini w której się znalazłyśmy wkroczyła grupa zbrojnych i w ostatniej chwili zdążyłyśmy schować się za skałami. Grupka składała się z pięciu kobiet i tyluż samo mężczyzn. Nosili zbroje z ciemnego metalu jakby nadpalonego miejscami, czerwone płaszcza i czarne koszule oraz spodnie w tym samym kolorze. Kobiety w zasadzie zamiast płaszczy miały coś jakby spódnice z krótszym przodem i dłuższym tyłem. Wszyscy nosili sporej wielkości medaliony, które wyglądały na wybrakowane. Przewodzący im mag w czarnym stroju wskazał wejście. Mężczyzna odszedł i zaczął przesuwać kawałki czegoś jakby układanki. Wreszcie machnął ręką i wzór zaświecił na czerwono-złoto, a drzwi się otworzyły i wszyscy wkroczyli do wnętrza. W ostatniej chwili rzuciłam kamień zapobiegając zupełnemu zamknięciu drzwi.

- No dobra - powiedziałam do towarzyszki - możesz stąd zmykać

Spojrzała na mnie pytająco.

- Ja zostaje, muszę dowiedzieć się co tu się stało... możesz iść, chyba że zamierzasz wpakować się w jeszcze gorsze kłopoty



<Kate? Andrea ma cichą nadzieję że będziesz jej towarzyszyć ;) Mi też dobrze się z tobą pisze>  

sobota, 3 września 2016

Od Andrei CD Kate

- No właśnie - prychnęłam rozczesując włosy palcami i splatając w ścisły warkocz - zawsze pakujesz brudne łapska gdzie nie trzebaDotknij mnie jeszcze raz, a tak ci uszy ponaciągam, że sama będziesz wyglądała na elfa.

Zerknęła z politowaniem na mnie a potem na swoje lisie uszy. Rzeczywiście mógłby być problem ze spełnieniem mojej prośby.

- No to najwyżej zrobię z ciebie królika - dodałam w odpowiedzi uśmiechając się wrednie. bez większego kłopotu uniosłam ją ponad głowę. Szarpała się, ale nie miała dość siły, by się wyrwać. Podrzuciłam ją a następnie chwyciłam za kołnierz. Miała szczęście że tym razem ta sztuczka mi się udała. Wpatrzyłam się w jej złociste tęczówki. Spróbowała mnie kopnąć, ale uchyliłam się bez trudu.

- No więc? Jak się nazywał ten twój ojciec-pirat?

- Nie twoja sprawa, elfko - ostatnie słowo zawierało w sobie nutkę tryumfu i zostało wypowiedziane z przesadnym naciskiem 

- Dobrze, więc dziecko lasu, proponuje więc umowę: jesteśmy przypadkowymi przechodniami na ulicy ty nic nie wiesz o mnie, a ja o tobie

- czekaj, czekaj. Masz u mnie dług. W końcu uratowałam ci życie.

- Chodź tu, pomogę ci z tym obrazem nędzy i rozpaczy - sugestywnie otaksowałam ją spojrzeniem domyślając się sporej liczby obrażeń - i będziemy kwita, po za tym nie wyglądało jakbyś miała ochotę na spotkanie z tym pieskiem

- Dałabym sobie radę!

- Na pewno obsypując jego, a przy okazji nas proszkiem usypiającym... w takiej szczelinie to nie miało szans powodzenia,choć ci skrytobójcy pewnie byliby ci wdzięczni, może nawet darowali, by ci życie - mówiłam moralizatorskim niemal tonem z mocno wyczuwalną ironią - chyba ze za sprawą twego pochodzenia i związanym z tym zdolności już wyznaczono nagrodę za twoją głowę

Wzruszyła ramionami, a ja pociągnęłam ją do siebie i przyłożyłam wilgotną dłoń do zadrapań na rękach. Rany zniknęły tak jak i moje. Otworzyła szerzej oczy oglądając moje dzieło, ale zaraz przybrała zwykły obojętny wyraz i ton.

- Co to za magia?

- Bo ja wiem? - skłamałam - może to ta woda? Może tylko zamaskowała twoje piękne rany bojowe, a potem one się otworzą i wykrwawisz się na śmierć... pożyjemy zobaczymy - z trudem ukryłam figlarny uśmieszek błądzący po moich wargach.

- Zawsze jesteś taka dowcipna - rzuciła groźnie

- Nie, to specjalnie dla ciebie

Podeszłam do ściany w poszukiwaniu drugiego wyjścia. Oczywiście nie raczyło się samo pokazać.

- Co ty tam robisz? - zapytała dziewczyna.

- Podziwiam widoki... pomożesz mi szukać wyjścia czy zamierzasz tu zamieszkać?

- W sumie, to by nie było takie złe...

- Jeśli stąd nie wyję, uwierz, zamienię twoje życie w piekło

Nie wyglądała na przerażoną. Zupełnie jakby wiedziała że nie zamierzam jej zrobić krzywdy. Delikatne zaczęłam opukiwać ścianę, gdy nagle coś drgnęło i przed nami ukazało się przejście. Było ciasne i ciemne, ale na oko całkiem bezpieczne. Zerknęłam na towarzyszkę z lekkim potępieniem w oczach.

- Czy ja ci nie mówiłam nie dotykaj niczego?

< Kate? twoje opko było super i mam nadzieje, że moja odpiska też nie zawiedzie twoich oczekiwań >

środa, 31 sierpnia 2016

Od Andrei CD Kate

Czułam że straciłam sporo krwi, a mokry opatrunek nią przesiąknięty, ciążył jej i ziębił nieprzyjemnie skórę. Kręciło mi się w głowie i mdliło mnie przy każdym kolejnym stopniu pokonywanym przez niosącą mnie dziewczynę i jedynym co mogło mnie pocieszyć było to że jej jest jeszcze ciężej więc nie mam powodów do narzekań. Wiedziałam że długo nie wytrzyma tym bardziej że pościg musiał już ruszyć. Nagle moich uszu dobiegł szum wody.
- Skręcaj! sapnęłam do nieznajomej tonem nie znoszącym sprzeciwu. Zatoczyła się i tylko szczęśliwym zrządzeniem losu nie wylądowałyśmy na ziemi. Lisica głośno zaczerpnęła powietrza. 
- Zwariowałaś?! Tam nic nie ma!
- Musi być! - miałam ochotę dodać że jako elf mam zdecydowanie lepszy słuch i jeśli mówię, że coś tam jest to powinna mi wierzyć, ale w porę ugryzłam się w język. - mam przeczucie
- Jeśli takie samo jak wtedy, kiedy rzuciłaś się na tych żołnierzy to ja ci serdecznie dziękuję
Zerknęłam na ścianę, ale zdawała się zupełnie gładka. Wyjęłam z za pasa różdżkę i jeszcze raz dokładnie zbadałam zimny twardy materiał. I nagle pod dotykiem srebrnej końcówki kamienie zalśniły ukazując napis. Oczywiście runy. 
- "Tak słaba że przelewa się przez palce tak silna, że łamie skały" odczytała moja towarzyszka.
- Nic mi to nie mówi po za tym że tak określa się wodę. 
Wytężyłam wzrok badając podłoże w nikłym blasku napisu. Chciałam sprawdzić czy niema jakiegoś okopu lub ile schodów mamy w dół. Zresztą moja uwagę zwróciło dziwne wibrowanie podłoża. Dopiero teraz dostrzegłam wyryte na ziemi znaki. 
- A to przeczytasz?
Pokręciła głową.
- To pojedyncze litery zupełnie bez sensu.
- Da się z nich ułożyć wyraz woda?
Wzruszyła ramionami i zaczęła po kolei wskazywać litery. Próbowałam wciskać je po kolei ale nic się nie działo. Tym czasem w korytarzu odbijać się zaczęło szczekanie i kroki. 
- Naciśnijmy wszystkie na raz - zaproponowałam. Stanęłyśmy na wszystkich literach co stanowiło dość niewygodną pozycję i nagle usłyszałyśmy szczęk przestarzałej maszynerii po czym w skale ukazał się spory prześwit. Bez zastanowienia wskoczyłyśmy do środka, a nasza jedyna droga ucieczki zamknęła się zanim zdążyłyśmy zdać sobie sprawę, że być może znalazłyśmy się w pułapce. W pomieszczeniu, którego uciekłyśmy usłyszałyśmy odgłosy naszych prześladowców. Rozejrzałam się po pomieszczeniu. Była to sala pełna minerałów świecących własnym blaskiem, pomiędzy którymi płynęło moje wybawienie. Wyczerpana drogą i walką rzuciłam się w jego ożywczy prąd czując jak rany się goją a ja odzyskuję siły.
- Masz jakieś obrażenia? - zapytałam mojej wybawczyni.




<Kate? tak trochę nudnawe to moje opko, ale może uda ci się coś z tego wykrzesać>

Od Andrei CD Kate

- Uważaj! - warknęłam do koto podobnej istoty stojącej przede mną. Chyba nie do końca mogła mnie dostrzec, jako ze świecące zza moich pleców słońce zmuszało ją do zmrużenia powiek. Początkowo zaskoczona moim nagłym pojawieniem się dziewczyna teraz uśmiechnęła się pod nosem kpiąco i znów pochyliła się zbierając z ziemi porozrzucane złote przedmioty ze zręcznością pirata.
- Nie radzę ci tego robić - powiedziałam szukając dłonią rękojeści szpady.
- A kto mi zabroni? Ty? - wykrzywiła wargi w geście zupełnej pogardy.
Uśmiechnęłam się uprzejmie przeżuwając piękną wiązankę, jaką miałam ochotę ją obdarować, która choć oczywiście pozbawiona wulgaryzmów raczej nie należała do pochlebnych. Może bym dała sobie spokój, może bym odeszła, ale chyba dość już trupów miałam na dziś i nie miałam najmniejszej ochoty, by nieznajoma dołączyła do ich grona. Przejechałam palcem po zimnym metalu upewniając się, że ma jakąś asekurację. Chwilę jeszcze przyglądałam się złodziejce, aż wreszcie przygniotłam nogą jej rękę, którą zamierzał chwycić złotą bransoletę z rubinami zmuszając do podniesienia wzroku.
- Sądzę, że nawet istota tak pozbawiona obycia, jak ty, słyszała co nieco o smokach... nie wiesz, że na skarbie smoka ciąży klątwa?
- Cóż jednego paszczura tu widzę, ale to chyba nie smok, ewentualnie jakiś wypalony.
Znów ukryłam się za maską bezbrzeżnej cierpliwości, choć wewnątrz mnie właśnie wybuchał wulkan.
- Może smocze klątwy cię nie obchodzą...
- Smok odleciał pewnie zabrał swoje czary ze sobą - wtrąciła
Zaśmiałam się rozbawiona naiwnością tego tłumaczenia i beztroską w jakiej odczytywałam podobieństwo do mnie samej, kiedy jeszcze nie wiedziałam jaką cenę ma życie, co nie oznaczało bym teraz tak bardzo od tego ideału odeszła.
- A co powiesz o magii, która zabiła tego smoka - wskazałam palcem truchło pod ścianą. Z gospodarza uroczej jaskini postał tylko wysuszony szkielet i sterta łusek w niektórych krajach służących za ceniony materiał piśmienniczy. Odczekałam chwilę by podnieść napięcie i dokończyłam - a co sądzisz o magii która zabiła te krasnoludy?
Poczułam jak samej mi robi się nie dobrze. Nie wiedziałam kto właściwie był odpowiedzialny za rzeź, ale nie był to na pewno smok. Dziewczyna zamarła na chwilę, ale zaraz potem odzyskując dawny animusz podparła się pod boki i zerknęła na mnie wyzywająco:
- A jaką mam gwarancję, że kiedy sobie pójdę nie zabierzesz tego wszystkiego dla siebie
- Żadnej, a może raczej równą temu że nie będzie to twój ostatni skok w życiu… choć może się kaoś dogadamy. Sądzę, że to robota bandy antydekretowej, albo sprawnego maga, ale jeśli uda nam się udowodnić to pierwsze możesz bez obaw zabrać sobie skarb i zmienić się w smoka… bo takie jest podobno działanie gadziego złota
- Nie wierze w bajki
- A ja w umowy, ale wyjątek potwierdza regułę. To jak będzie?
Nie zdążyła odpowiedzieć, bo przy wejściu rozległy się przyciszone głosy sugerujące, że ktoś jednak oprócz nas wie o tym miejscu i prawdopodobnie sam był jego autorem. Pociągnęłam lisią pannę za sobą wciskając w skalną wnękę.
- Mam nadzieję ze nie masz klaustrofobii – szepnęłam i wsunęłam się za nią.
Mężczyźni weszli do wnętrza i zaczęli przyglądać się rozkopanemu stosikowi, jakby czuli, że coś nie gra. Był z nimi też pies, który w niepokojący sposób zaczął węszyć w powietrzu. Lis… wyczuł lisa. Wysunęłam się z jamy i zaczęłam powoli podchodzić do niego. Zwierzak warknął i natychmiast oczy czterech mężczyzn zwróciły się na mnie.
- Spokojnie – powiedziałam uśmiechając się rozbrajająco – ja tylko tak sobie zwiedzam.
Najwyraźniej wątpiąc w moje dobre intencje rzuci li się na mnie razem z tym zapchlonym kundlem. Mimo wszystko miałam sentyment do psiaków i miałam ochotę puścić go wolno więc tylko odskakiwałam co jakiś czas by uniknąć jego kłów. Wreszcie przybiłam nożem wyszarpniętym jednemu z gwardzistów smycz do twardego podłoża. Dobry nóż – przemknęło mi przez myśl – nadto dobry. I dopiero zrozumiałam kim są moi przeciwnicy. Nie przyszli tu przypadkiem, ani nie byli odpowiedzialni za zabójstwa. Przyszli tu za mną, a ja oszołomiona ogromem zniszczeń i misją zbadania całej sprawy zapomniałam skontrolować czy nie mam za sobą ogona. Gdy dotarła do mnie ta prawda stanęły przede mną dwie możliwości poddać się i ocalić lisice lub walczyć dalej i tylko postarać się ja ocalić. Pierwsza opcja nie dawała stuprocentowej pewności więc od razu wolałam ją sobie darować. Ogar już ja zwęszył. Dobyłam szpady i z jej pomocą szybko rozbroiłam jednego z napastników. Za nim jednak obróciłam się dostałam mocne cięcie w bok. Zgięłam się w pół, ale nie zamierzałam się poddać. Odskoczyłam i kucając na ziemi wykręciłam młynka przewracając żołnierzy po czy dwóch z nich wyprawiłam na tamten świat, zaś trzeciego przygniotłam do skały z pytaniem:
- Kto cię przysłał ?
Zamiast odpowiedzi otrzymałam bolesny cios nożem w stopę, aż upadłam.
- Nigdy się nie dowiesz Ikario…
Zamachną się mieczem, a ja zdołałam się w ostatniej chwili odtoczyć. Zastanawiałam się czy nowa znajoma będzie łaskawa zareagować, ale jednocześnie nie specjalnie się łudziłam. Zrobiłabym tak samo. Po co narażać się dla obcego. Z drugiej strony czy to nie właśnie to sprowokowało mnie do opuszczenia kryjówki. W przerwach między jedna a drugą myślą odpierałam ataki. Szybko zrozumiałam, że rycerz nie tyle ma ochotę mnie zabić co raczej pojmać, a uderza tylko po to by mnie zmęczyć, co przy takiej utracie krwi nie było trudne. Przed oczami zaczynały mi tańczyć wielobarwne plamki, ale starałam się to ignorować. Tarzałam się w złocie, ale w tym momencie to woda byłaby dla mnie na jego wagę.  Spróbowałam się podnieść, ale zaraz upadłam. Odczołgiwanie w celu oddalenia od ostrza także nie przynosiło odpowiednich rezultatów. Obsypaną drobnym zarostem twarz mężczyzny wykrzywił złośliwy uśmiech zwiastujący już moją porażkę. W zasadzie mogłam ją przewidzieć już wtedy gdy podniósł przyłbicę. Nie przewidywał by musiał powtarzać akcje, stąd ukrywanie twarzy nie miało sensu. Przynajmniej mogę spojrzeć śmierci w twarz – przemknęło mi przez myśl – albo i nie. Przypomniała mi się egzekucja ojca. Kat w czarnym kapturze zasłaniającym cała głowę i on naprzeciwko. Pamiętałam jak na pożegnanie zasalutował. A ja wiedziałam ze to znak dla mnie, że mam podjąć jego dzieło. Dlaczego nie byłam mężczyzną, tak jak marzył.  Wojownik ciął mnie dość głęboko w ramię. Z trudem powstrzymałam się, by nie wypuścić szpady. Spróbowałam ostatkiem sił sięgnąć jego nóg, by utopić w nich mordercze ostrze, ale on bez trudu go unikną zanosząc się demonicznym śmiechem.
- Tyle czasu grałaś nam na nosie
- Komu?
- Uwierz wielu zależy na twojej śmierci i równie wielu skłonnych jest dobrze za to zapłacić
Prychnęłam pogardliwie starając się do końca zachować dobry humor:
- Nie sądziłam ze jestem, aż tyle warta
- Żeby ryzykować życie?
- Cóż twoje akurat chyba nie jest, aż tak cenne
- Zabiłbym cię za to, ale oni obiecali więcej jeśli dostarczę cię żywą. 




<Kate? Długie jest piękne i mam nadzieję ze warto było czekać>

Nowa Postać - Andrea Argo Ikariot

Wo­da spływająca po mo­jej twarzy ma mdły, me­taliczny smak. Wkrótce będę wie­działa, czy jest to smak wol­ności, czy osamotnienia. 

Imię i nazwisko: Andrea Argo Ikariot
Pseudonim: Andzia, choć nie radzę jej tak nazywać, komuś kto nie jest stuprocentowo pewien jej sympatii i dobrego humoru. Większość nazywa ją po prostu Argo lub Ikaria od nazwiska ojca.
Płeć: Kobieta
Wiek: 20 lat
Rasa: Półelf
Charakter: Argo jest równie zaskakująca co ocean, który ją wychował. Z wyglądem naiwnej blondyneczki i zdolnościami aktorskimi udaje jej się wślizgnąć wszędzie. Kto podaje jej rękę powinien dobrze później sprawdzić, czy wszystkie palce ma na miejscu, w końcu nie daleko pada jabłko od jabłoni. Za  uprzejmym uśmiechem nie raz kryje słowa, których rozmówca wolałby nie słyszeć. Mówią, że jest twarda w końcu nie może zawieść ojca. Pod skorupą najprzeróżniejszych masek kryje wrażliwą dusze przesiąkniętą idealizmem, choć w trochę innym wydaniu niż możnaby sobie wyobrażać. Oszczędna w słowach mimo skłonności do gadulstwa, zwykle ogranicza się do złośliwych docinków. Nie boi się niczego (a przynajmniej się do tego nie przyznaje) i trzyma naprawdę nie wielu zasad (ogranicza ją tylko jak sama to określa złodziejski honor).  Nigdy niczego nie planuje, ale ma na tyle szczęścia, by wykaraskać się z każdej opresji, w która z radością się wpakowała. Wierna przyjaciołom… i to jedyna rzecz w której zachowuje konsekwencję, bo z reguły jest do bólu nieprzewidywalna. Zachowuje się, jak prawdziwa chłopczyca (w końcu imię zobowiązuje). Generalnie większość uważa, że jest nie do wytrzymania… Ciekawe dlaczego…
Zainteresowania: trenowanie walki i magii z pomocą ulubionej różdżki o srebrnym zakończeniu z uporem maniaka, choć to drugie ciągle idzie jej jak po grudzie i jest niebezpieczne dla niej i wszystkiego wokoło. Skrycie kocha też stare opowieści i grę na harfie. 
Motto: „Życie cię zmiażdży jeśli nie zachowasz odpowiedniego dystansu. Nie traktuj go zbyt poważnie, a pożyjesz dłużej.”
Lęki: Boi się tłumu, lekarzy (szczególnie tych wyposażonych w ostre igły). Nie znosi owadów i pijaków.
Orientacja: Hetero 
Partner: obecnie brak
Aparycja: Andzia jest osóbką, drobną: szczupła i niewysoką (165 cm), nawet jak na człowieka. Ma jasne, proste, gęste włosy sięgające po pas zazwyczaj zgrabnie upięte za pomocą imitujących aksamit wstążeczek, chyba że akurat stara się ukryć sterczące uszy. Na czoło opada jej prosto obcięta grzywka, a zza uszu na ramiona spływają dwa luźne kosmyki. Wyróżniają ją lśniące lazurem oczy i medalion w tym samym kolorze z którym nigdy się nie rozstaje. Zazwyczaj ubiera się na szaro, do boku przytroczoną ma szpadę, a przez ramię przewieszona pięknie rzeźbioną harfę.
Głos: https://youtu.be/3ialPtQuMMg
Umiejętności: w zasadzie większość z nich jest raczej dyskusyjna.
  • Potrafi przywołać magiczną zjawę węża stworzonego z wody, który broni ją i atakuje wrogów, teoretycznie może go też zmniejszyć i użyć jako szpiega. Zwierzak posiada własną osobowość, ale w czasie walki w zupełności steruje nim jego podopieczna. Oczywiście nie jest z tego zadowolony.
  • Może oddychać pod wodą, a zanurzenie się w tej cieczy pozwala jej odzyskać siły i uleczyć rany swoje jak i innej osoby
  • Gra na harfie i udało jej się nawet opanować pieśń pozwalającą wywołać mgłę
  • Zdolna jest podnosić ciecze i rzucać wodnymi kulami
  • Jako elf jest wyjątkowo zręczna i porusza się bezszelestnie, a żmudne ćwiczenia uczyniły z niej mistrzynię szpady, dlatego preferuje walkę na krótkim dystansie. (Jej wstydliwym sekretem jest to że nie potrafi jak większość jej rasy posługiwać się łukiem)  

Broń: Szpada, Różdżka i Harfa (świetnie sprawdza się jako tarcza i broń grzmocąca) 
Miejsce Zamieszkania: Pochodzi z Ilrydionu i ma sentyment do tego miejsca, ale generalnie szwenda się to tu to tam.
Historia: Pewnego słonecznego wiosennego poranka na wyspie Ilrydion zacumował statek. W celu sprawdzenia zamiarów załogi wysłano młoda zwiadowczynię elfkę wysokiego rody Estrellę. Kobieta zorientowawszy się ze ma do czynienia z piratami podjęła walkę i dopiero kapitan statku, jak się okazało sam Hermes zdołał ją pokonać. Później długo siedział z nią w kajucie, coś jej tłumacząc, podczas gdy załoga leczyła otrzymane w starciu guzy. Cokolwiek jej powiedział przekonało to ją do niego na tyle, że poczuła dla niego cóż więcej niż sympatię. Spotykali się kilka lat pod osłona nocy na wybrzeżu. Najpierw przed paktem, a potem po jego zawarciu, kiedy to rozgoryczone elfy odwróciły się od władzy i zaczęli traktować piratów jak sprzymierzeńców, ale nie na tyle, by się z nimi łączyć w pary. Mimo wszystko kapitan i zwiadowczyni pobrali się potajemnie i mieli córkę, która niemal od razu przeszła pod opiekę ojca mimo protestów załogi. Na statku pozostawała do 16 roku życia, czyli do śmierci ojca który został zastrzelony na jej oczach w publicznej egzekucji. Uciekła i odnalazła jeden ze statków małej trójokrętowej floty ojca. Załoga jednak mówiąc, że baba na pokładzie to gotowe nieszczęście wyrzuciła ją za burtę. Ledwie żywą na plaży znalazł ją bezwzględny łowca niewolników.  Jakiś czas przebywała wśród handlarzy, aż wreszcie ktoś ją wykupił, ale imienia nie zdradził i powierzył jej pewną misję. Tak została szpiegiem niedobitków dawnej Straży z ogromną dozą swobody.      
Rodzina: Ojciec jeden z najbardziej znanych piratów Hermes Ikariot, matka elfka wysokiego rodu Estrella Lionell – ojciec nie żyje, z matką nie ma kontaktu.
Inne Informacje: brak
Inne Zdjęcia: brak


Autor: fantazjalonka@gmail.com

Tłumacz