Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu Darkown. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Shu Darkown. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2016

Od Shu CD Victoria 

Victoria przyszła na trening, nic się nie zmieniło. Gdy skończyliśmy, stwierdziłem: 
- Jesteś coraz lepsza, Victorio. Chodź, napijemy się herbaty. 
Po chwili byliśmy w salonie i piliśmy herbatę, jak zwykle patrzyłem na dziewczynę. Po chwili spytałem: 
- Masz już wybraną datę ślubu? Muszę dostosować swój plan... Mam nadzieję, że...
Westchnąłem tylko i nalałem sobie herbaty... 

< Victoria? Wybacz, że takie krótkie ;__; >

Od Shu CD Victoria 

Zjawiłem się w domu Victorii wraz ze swoim lokajem. Rodzice dziewczyny powitali mnie radośnie, wyraźnie zadowoleni obrotem sprawy. Nim zjawiła się brunetka poprosiłem na boku jej rodziców o zgodę i błogosławieństwo. Oczywiście się zgodzili. Po chwili zjawiła się dziewczyna ubrana odświętnie, w żadnym stopniu nie przypominała tamtej dziewczyny z treningów. Uklęknąłem, wciąż wczuwając się w rolę i poprosiłem ją o rękę. Zastanawiała się chwilę, również musiała odegrać swoją rolę. Matka dziewczyny już miała ponaglić Victorię, gdy ta odpowiedziała twierdząco. Wstałem i kiwnąłem głową. Jej rodzice radowali się, ale było odczuwalne, że oczekiwali jakiegoś większego spoufalenia, na przykład pocałunku, przytulenia, albo przynajmniej uśmiechu z mojej strony. Zasiadłem z ojcem Victorii i on zaczął załatwiać sprawy majątkowe. Dla niego to był wielki zaszczyt mieć w rodzinie osobę wyżej ustawioną niż on sam, a dla mnie to nie było nic specjalnego. Zaznaczyłem, że mój majątek, czyli dom i pieniądze zostaną dla służby, jednak Victoria dostanie sporą sumę jakbym "zmarł", lub jakbym znikł. Gdy usłyszał sumę aż zrobiło mu się słabo, założyłem, że to dużo pieniędzy dla niego. Jego żona podeszła zmartwiona do niego, wcześniej omawiała coś z córką. Po pewnym czasie ojciec brunetki zapytał:
- To kiedy ślub? 
- To zależy od Victorii. Jeśli by chciała to może się już przeprowadzić, by się zaaklimatyzować, a później podejmiemy decyzję... 

< Victoria? >

Od Shu CD Victoria 

Spojrzałem na nią chłodno i powiedziałem:
- Mówiłem, że nie chcę się w ogóle żenić. 
Cała jej nadzieja uleciała, przez co zwiesiła głowę. Powiedziała cicho:
- Rozumiem, Shu. 
Przykucnąłem przy niej i położyłem dłoń na jej policzku, pytając:
- Bardzo ci na tym zależy? 
- Tak. 
- Będziesz kiedyś za nimi tęskniła. 
Wstałem, a wtedy poczułem na sobie pytający wzrok dziewczyny. Podszedłem do manekina i złapałem za kij. Powiedziałem, nim zacząłem ćwiczyć: 
- Zgadzam się. 
Spojrzałem na nią kątem oka i zobaczyłem jak bardzo się cieszy, westchnąłem cicho... 
*** 
Po skończonym treningu i po kąpieli, siedzieliśmy w salonie. Jak zwykle wokół była cisza, nie miałem potrzeby, by się odezwać. Popijałem herbatę i patrzyłem przez okno. Odezwałem się po chwili:
- Jutro wyślę list, by poprosić o twoją rękę, później się tam zjawię. Udawaj, że o niczym nie wiedziałaś. - Wtedy Victoria na mnie spojrzała. - Mam jeszcze jeden problem, twoi rodzice będą oczekiwać potomka, czyli nasze dziecko. Niestety go nie będzie.
Czułem na sobie pytający wzrok dziewczyny. Po dłuższym czasie usłyszałem jej głos:
- Nie możesz mieć dzieci? 
W odpowiedzi kiwnąłem głową i spojrzałem na nią... 

< Victoria? Będzie ślub, dość szybko u nich to wyszło xD >

niedziela, 17 stycznia 2016

Od Shu CD Victoria

Po zniknięciu Victorii, zająłem się zabawianiem gości. Rozmawiałem z nimi, czasem żartowałem, choć nie zadowoliłem ich uśmiechem. Po bardzo dłużącym się czasie wszyscy sobie poszli. Ziewnąłem cicho i przeciągnąłem się. Podziękowałem swojej służbie i ruszyłem do łazienki. Wziąłem kąpiel i ruszyłem do sypialni. Położyłem się i przez chwilę patrzyłem przez okno, by później zasnąć w pozycji embrionalnej...
* Dzień treningu*
Gdy obudziłem się gdzieś około 17-stej, przypomniałem sobie, że dzisiaj mam mieć trening z Victorią. Zebrałem się i ruszyłem się ubrać. Po pewnym czasie zjawiła się dziewczyna, wiedziałem to przez zobaczenie jej powozu. Westchnąłem i ruszyłem ubrać się w strój do treningu. Czekałem na nią w pokoju do treningu, rozgrzewając się. Po chwili zjawiła się, a ja powiedziałem, kłaniając się:
- Witaj, Victorio. Jak chcesz ćwiczyć, na urządzeniach, czy jako pojedynek?...

< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Po zniknięciu Victorii, zająłem się zabawianiem gości. Rozmawiałem z nimi, czasem żartowałem, choć nie zadowoliłem ich uśmiechem. Po bardzo dłużącym się czasie wszyscy sobie poszli. Ziewnąłem cicho i przeciągnąłem się. Podziękowałem swojej służbie i ruszyłem do łazienki. Wziąłem kąpiel i ruszyłem do sypialni. Położyłem się i przez chwilę patrzyłem przez okno, by później zasnąć w pozycji embrionalnej...
* Dzień treningu*
Gdy obudziłem się gdzieś około 17-stej, przypomniałem sobie, że dzisiaj mam mieć trening z Victorią. Zebrałem się i ruszyłem się ubrać. Po pewnym czasie zjawiła się dziewczyna, wiedziałem to przez zobaczenie jej powozu. Westchnąłem i ruszyłem ubrać się w strój do treningu. Czekałem na nią w pokoju do treningu, rozgrzewając się. Po chwili zjawiła się, a ja powiedziałem, kłaniając się:
- Witaj, Victorio. Jak chcesz ćwiczyć, na urządzeniach, czy jako pojedynek?...

< Victoria? >

czwartek, 14 stycznia 2016

Od Shu CD Victoria

Niestety, podczas mojego snu obudzono mnie i doręczono nie specjalnie dobre wieści. Musiałem wyjechać i to praktycznie od razu. Westchnąłem i zebrałem się. Ubierałem się, gdy służba pakowała potrzebne mi rzeczy. Spojrzałem w stronę mojego lokaja i powiedziałem, odwracając wzrok:
- Poinformuj panienkę, że muszę wyjechać. Przeproś ją e moim imieniu i wręcz jej zaproszenie na bal. A, i poinformuj, że może tutaj zostać na ile chce.
Westchnąłem. Nienawidziłem organizować, a czym bardziej brać udziału w balach. Ten musiał być maskowy, przynajmniej tak twierdził Clark, że to taki okres dla ludzi, że wszyscy przywdziewają maski. Założyłem płaszcz, kapelusz oraz okulary i wyszedłem z budynku. Ruszyłem prosto do powozu. Żałowałem, że muszę wyjechać, chciałem wręczyć jej to osobiście, tak wypadało. Westchnąłem cicho i oparłem głowę o ściankę. Po chwili usłyszałem głos mojego woźnicy:
- Niech się pan nie martwi. Jak kocha to wytrzyma.
- Co? O czym ty...? - Zapytałem, nie rozumiejąc. Niestety mi przerwał.
- To widać, sir.
- Ale...
- Ciiii...
Westchnąłem zrezygnowany, on tak miał. Posiadał siódemkę dzieciaków, a jego żona również musiała pracować. Gdy kolej opieki padała na niego, zwykle przychodził wykończony, a później te zmęczenie zmieniało się w brednie. Przywykłem do niego...
*Jakiś czas później, dzień balu*
Co chwilę zadawano mi pytania, po pewnym czasie miałem tego serdecznie dość. Zabrałem się za trening, to mnie najbardziej odprężało. Przebrany, wszedłem do pokoju. Zastałem tam sprzątaczkę, zamiatała podłogę. Spojrzała na mnie i ukłoniła się. Zacząłem trenować, a ona zapytała:
- Mogę coś powiedzieć?
- Oczywiście. - Zrobiłem mocny zamach.
- Na pana miejscu, czyli bogatego, przystojnego kawalera, większość facetów odstresowałoby się w inny sposób.
- Nie chcę, by ktoś przeze mnie czuł się jak śmieć. Raczej żadna to przyjemność uprawiać sek# z osobą, która już nie potrafi kochać i zawsze ma ponurą minę.
- Hmm... - Zamyśliła się. - Są takie, którym to się podoba.
- Kto na przykład?
- Znam kogoś takiego, ale nie ucieszyłby się pan.
- Mówże.
- Lara, moja sąsiadka.
- Och, ona. Masz rację, nie ucieszyłbym się.
Zaśmiała się. Moja służba już wiedziała kiedy żartuję. Ukłoniłem się przed dziewczyną i wyszedłem z pokoju. Wziąłem kąpiel i postanowiłem się zdrzemnąć...
***
Obudziłem się idealnie na rozpoczęcie balu. Ubrałem się i ruszyłem na dół. Wypowiedziałem coś mobilizującego do dobrej zabawy i tak dalej. Między ludźmi przechadzali się kelnerzy, a w oddali stał stół z przekąskami. Wszyscy zaczęli tańczyć, a ja ruszyłem w swoje miejsce. Stałem, opierając się o ścianę. Nie widziałem jeszcze Victorii. Stwierdziłem, że pewnie nie miała powodu przychodzić, wątpię by chciała spotykać się z ponurym wampirem. Ludzie tańczyli, a muzyka zmieniała się. Po pewnym czasie zastałem niespodziankę, ujrzałem Victorię. Nie ruszyłem się z miejsca tylko obserwowałem jej poczynania. Dopiero po chwili zobaczyłem jak z nią wchodzi jakiś blondyn. Zaśmiałem się w duchu, założyłem, że rodzice pewnie dalej szukają jej faceta. Stałem niewzruszony, bawiąc się kieliszkiem. Po chwili zaczęli tańczyć, coś mi się nie podobało. Poczułem znajome uczucie, które odczuwałem tak dawno, że zapomniałem co ono oznacza. Blondynowi niby przez przypadek dłoń zjechała na jej biodra. Zacisnąłem mocniej kieliszek, lecz wciąż ich obserwowałem. Coraz bardziej mnie to denerwowało. Odstawiłem szklane naczynie i ruszyłem w ich stronę. Wtedy prowadzący krzyknął "Odbijamy!". Poklepałem chłopaka po ramieniu i powiedziałem:
- Odbijam.
Spojrzałem na niego, a później na nią. Usłyszałem jak ona cicho mówi:
- Shu.
Piosenka zmieniła się na coś wolniejszego, co mnie nawet cieszyło. Ukłoniłem się i położyłem dłoń na jej talii, a drugą złapałem jej dłoń. Zaczęliśmy tańczyć, przez krótki moment nie patrzyłem w jej oczy, ale po chwili spojrzałem na nią i już nie odwróciłem wzroku. Do twarzy było jej w tym odcieniu. Gdy piosenka się kończyła, usłyszeliśmy wszyscy wystrzał. Zaplanowany pokaz fajerwerków. Wszyscy oprócz mnie i Victorii podeszli do okna, aby poobserwować te ciekawe zjawisko. Stałem chwilę, patrząc na dziewczynę. Po chwili położyłem dłoń na jej policzku i dalej patrzyłem ze swoją normalną miną. Nachyliłem się i pocałowałem ją w policzek. Zabrałem dłoń i ruszyłem po woli w stronę okien, gdy usłyszałem ciche pytanie brunetki:
- Dlaczego mnie nie pocałujesz? - Doskonale było słychać, że jej się to wymsknęło. Podszedłem do niej i pocałowałem ją, kładąc jedną dłoń na jej policzku. W tle słyszałem zachwyt i wybuchy. Odsunąłem się po chwili i spojrzałem chwilę w jej oczy. Doskonale wiedziałem, że spora część, by się uśmiechnęła, lecz nie ja. Ruszyłem w stronę okna, by poudawać swój zachwyt...

< Victoria? Ta taaa daaam xD Całkowity zwrot akcji... chyba xD

środa, 13 stycznia 2016

Od Shu CD Victoria

Wziąłem filiżankę od Clarka i kiwnąłem głową. Powiedziałem do niego:
- Odprowadź ją pod jej pokój... Coś jej przeszkadza w jej pokoju?
- Łóżko. Uważa, że jest nie wyleżane w odpowiedni sposób.
Kiwnąłem głową i powiedziałem, wracając do papierów:
- Gdy skończę niech przyjdzie spać tu. Ja przeniosę się do jej pokoju.
Założyłem, że kiwnął głową, ponagliłem go ruchem dłoni do wyjścia...
***

Po pewnym czasie mój lokaj zajrzał do środka, a ja kiwnąłem głową. Ruszył po dziewczynę, a ja wstałem. Schowałem papiery do specjalnego schowka i rozejrzałem się po pokoju. Stawiałem kroki w stronę drzwi, gdy byłem już koło nich, Victoria weszła do pokoju. Powiedziałem:
- Dobranoc, Victorio.
Ruszyłem w stronę sypialni gościnnej i położyłem się na łóżku. Nie było tak wygodne jak te w mojej sypialni, ale nie było też aż tak okropne. Zaśmiałem się w duchu, że deski podłogowe są wygodniejsze niż ta poduszka. Jakoś udało mi się ułożyć i zamknąłem oczy, po woli zasypiając. Za dwadzieścia minut miało świtać...



< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Spojrzałem na nią i powiedziałem chłodno:
- Nie jestem przyzwyczajony do tego by ktoś chodził po moim domu w nocy. - Stanąłem przy stole i przejechałem palcem po skórzanej okładce. Dodałem - Możesz chodzić po pokojach, tylko nie wchodź do mojego. Dobranoc.
Nie miałem spać, ale nie chciałem, by przeszkadzała mi w pracy. wypełniania papierów, ale musiałem. Wróciłem do swojego pokoju i zasiadłem przy biurku. Zacząłem wypełnianie po kolei wszystkich pasujących i opłacalnych dla mojej firmy związków, czyli, że dana firma mogła wykorzystywać produkty firmy. Spojrzałem na zegarek, pracowałem już od półtorej godziny. Przeciągnąłem się...



< Victoria? Zapomniałam wysłać xD >

Od Shu CD Victoria

Spojrzałem na nią i powiedziałem z powagą:
- Nie. - Spojrzała na mnie pytająco. - Mam swoje zapasy świeżej krwi.
Westchnąłem. Szliśmy w kierunku mojego domu, a ja się nie odzywałem. Usiedliśmy w dość dużej altance, którą obrastał bluszcz. Zasiadłem na przeciwko dziewczyny i oparłem ręce o blat stolika. Patrzyłem na Victorię i powiedziałem po chwili:
- Dla jasności, mam nadzieję, że nie pomyślałaś, że uważam iż jesteś beznadziejna w walce, bo wcale tak nie jest. Jak na tak młodą osobę, jesteś bardzo dobrze wyszkolona. Chcę pokazać ci tylko rzeczy, które ułatwiają ci walkę.
W tym momencie przyszedł Clark i dał nam herbatę i ciastka...



< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Gdy Clark oznajmił mi, że zezwolił na wizytę Victorii, zdziwiłem się. Mój lokaj mógł decydować o różnych sprawach, czasem nawet o mój czas wolny. Gdy nadszedł dzień odwiedzin, odbyłem jak zwykle swój trening po prawie całym przespanym dniu. Wyczułem obecność dziewczyny, dopiero była przy drzwiach frontowych. Clark zgodnie z moim poleceniem zaprowadził ją do ogrodu i wskazał odpowiednie miejsce. Moją charakterystyczną cechą było to, że wolałem obserwować niż brać udział w rozmowie. Same ruchy już dużo mówiły mi o osobie. Siedziałem w takim miejscu, że nie raziło mnie słońce, a Victoria nie mogła mnie dostrzec przez rosnące drzewo, za to ja widziałem ją bardzo dobrze. Po pewnym czasie zdecydowałem się zejść. Gdy podszedłem na tyle blisko szatynka wyznała mi coś nietypowego. Kiwnąwszy głową, ukłoniłem się bez słowa. Ustawiłem ramię tak, by mogła przewiesić swoją rękę. Powiedziałem:
- Miło mi ciebie widzieć, Victorio. Pójdziemy na spacer?
Kiwnęła lekko głową i ruszyliśmy przez tunel z drzew. Po chwili powiedziałem:
- Korzystając z dzisiejszej wizyty chciałbym coś ci zaproponować, zakładając, że chcesz być bardzo dobrą wojowniczką. Mogę zaproponować ci codzienne treningi, które będą trwały dwie do trzech godzin. Zwróciłem uwagę, że nie specjalnie ciągnie ciebie do przesiadywania, więc przynajmniej przygotujesz się na przyszłość.
Szedłem koło niej i dobrze, że szybko zareagowałem, bo dziewczyna straciłaby nogę. Złapałem ją w talii i pociągnąłem do tyłu. Wskazałem głową na pułapkę na niedźwiedzie z silną trucizną. Victoria spojrzała na mnie zdziwiona. Wyjaśniłem, odsuwając się:
- Ludzie z miasteczka niespecjalnie za mną przepadają i rozkładają w moim ogrodzie takie pułapki. Uważam, że powinniśmy już wrócić, nie wiem co jeszcze wymyślili.



< Victoria? Spacerek był, róży niestety nie. Za to ciekawa propozycja :3 >

Od Shu CD Victoria

Zapytałem, będąc plecami do dziewczyny:
- Skąd niby wiesz, że to ja? A raczej powinienem zapytać dlaczego tak uważasz. W tym mieście jest mnóstwo wampirów.
Spojrzałem na nią, a po chwili wróciłem do trenowania. Po pewnym czasie powiedziałem:
- Trenuje codziennie, pora zależy od tego czy mam jakieś spotkania. To jest jedno z niewielu moich zainteresowań.
Później zapadła cisza, nie interesowało mnie czy ona ćwiczy czy też nie. Odłożyłem kij i ruszyłem do wyjścia z pokoju. Na ten dzień to był koniec. Czekałem na nią przed wyjściem. Gdy wyszła, zamknąłem drzwi na zamek i powiedziałem:
- Przebierz się w coś do spania. Clark pokaże ci twój pokój. A teraz życzę dobrej nocy, Victorio.
Ukłoniłem się i ruszyłem w stronę garderoby. Będąc tam, przebrałem się w piżamę i ruszyłem do swojego pokoju. Położyłem się do wielkiego łóżka, który niegdyś należał do moich rodziców. Na prawo od łóżka było wielkie okno, a raczej wejście na balkon zajmujące praktycznie całą ścianę. Przez nie wpadało światło księżyca. Patrzyłem na jego tarczę, a po chwili zamknąłem oczy...


< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Spojrzałem na dziewczynę i powiedziałem, podnosząc miecz:
- Dobrze, Victorio... Co do walk to stoczyłem ich wiele, z dużo cięższymi przeciwnikami niż ty. -Przyłożyłem ostrze szpicą do jej brzucha i powiedziałem cicho - Teraz mógłbym łatwo ciebie zabić, wystarczy pchnąć... Pilnuj tego na przyszłość, od tego może na prawdę zależeć twoje życie, moja droga. Bądź zawsze skupiona, nawet podczas tego jeśli uważasz, że walka skończona.
Rzuciłem miecz w stronę ściany, patrząc na Victorię i ruszyłem w stronę manekina. Usłyszałem świst ostrza w powietrzu, zrobiłem półobrót i kopnąłem go w stronę ściany, w to miejsce, gdzie leżał mój. Pokłoniłem się w stronę dziewczyny i podszedłem do manekina. Wziąłem kij i zacząłem uderzać jego końcami o przedstawienie ludzkiego ciała...



< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Powiedziałem:
- Dla większości z rodów szlacheckich wszystko co robi dziecko jest dziwne. Wiem o tym ze swojego doświadczenia... Chodź, pokażę panience coś, ale najpierw musi się panienka przebrać.
Zaprowadziłem ją do drugiej garderoby, a sam poszedłem do swojej. Przebrałem się w strój do ćwiczeń i ruszyłem po dziewczynę. Pokazałem jej pokój do ćwiczeń. Był najmniej ozdobionym pokojem w tym domu, gołe, drewniane ściany i jedna ozdoba, czyli rysunek na jednej z nich. Powiedziałem:
- Proszę wybierać na czym chce panienka trenować.
Odszedłem i wziąłem miecz. Przybrałem pozycję do walki i uderzałem o drewniany manekin. Po chwili poczułem, że ktoś puka ostrzem o moje ramię. Automatycznie wykręciłem dłoń Victorii, a po chwili przyłożyłem ostrze do jej szyi i objąłem ją w talii jedną ręką. Nachyliłem się do jej ucha, stojąc za nią i powiedziałem:
- Nie drażni się krwiopijcy, bo pożałuje się tego. Zwłaszcza jeśli jest wytrenowany.
Zabrałem ostrze z jej szyi i podrzuciłem stopą jej miecz. Przybrałem pozycję do walki i po chwili usłyszalny był brzdęk uderzanych ostrzy. Dziewczyna zamachnęła się, a ja wyminąłem ostrze. Po chwili zapytała:
- To jak będzie z tą przyjaźnią?
- Przyjaźni nie można wyrobić. Ona pojawia się sama. Może coś się zmieni po tej walce.
Dalej miałem swój chłodny wyraz twarzy, ale mniej szorstki. Victoria się zamachnęła, by podciąć mi nogi mieczem, lecz ja podskoczyłem, unikając ostrza. Powiedziałem:
- Spróbuj czegoś nowego, czego nie uczą, bo znam wszystkie ruchy nauczycieli panienki...



< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Powiedziałem, siadając koło niej:
- Wiem, że jestem zimny, ale sztywny nie jestem, potrafię zrobić mostek i szpagat.- Dziewczyna cicho się zaśmiała, lecz chciała to ukryć. Spojrzałem na nią i powiedziałem - To, że nie okazuję uczuć nie oznacza, że ich nienawidzę.
Położyłem palce na klawiszach i zagrałem kilka fragmentów różnych utworów, które zapamiętałem od Ayleen. Wiedziałem, że Victoria na mnie patrzyła. Spojrzałem na chwilę na nią, a wtedy ona złapała się za szyję w miejscu rany. Wstałem i podszedłem do okna. Pobliskie okna zaczęły łamać się na pół, a pojedyncze gałęzie zaczęły lecieć w stronę domu. Ruszyłem po Clarka i przedstawiłem mu sytuację. Zaczęliśmy zamykać okiennice, niestety po to trzeba było wychylić się na dwór. Było dość dużo okien, a reszta służby również starała się za wszelką cenę pozamykać wszystkie okna. Nim spostrzegłem byłem całkowicie przemoczony. Spojrzałem w dół i cmoknąłem cicho z rezygnacji. Ruszyłem do garderoby i szybko się przebrałem i wytarłem włosy. Wróciłem do salonu, gdzie było słychać uderzające gałęzie o drewno. Powiedziałem:
- Przepraszam, że nie zachowałem kultury. - Ukłoniłem się przepraszająco. - Ale nauczyłem się, by nie zostawiać okien bez ochrony...- Spojrzałem na zegarek - Może chce panienka coś zjeść? Większość ludzi o tej porze je kolacje...



< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Patrzyłem na dziewczynę z daleka, opierając dłoń o twarz. Mogłem wyglądać dość ponuro, bo mój ulubiony fotel był w miejscu, gdzie zawsze był cień, a moje oczy były czerwone. Dziewczyna spojrzała na mnie, a ja milczałem. Po dłuższym czasie zapytałem:
- Widzę, że ugryzł cię wampir... Na twoim miejscu chowałbym to przed rodzicami, oni... Zrobią aferę... Chodź, mój lokaj to zamaskuje i pokaże jak to schować samemu.
Nim dziewczyna to spostrzegła stałem koło niej, wyciągając rękę. Nie wzięła jej, tylko wstała. Ruszyłem więc do lokum mojego lokaja. Jego pokój był dość duży i w miarę bogato ozdobiony. Był dla mnie dość ważny tak jakby ojciec, oczywiście bez okazywania sobie uczuć. Po prostu poświęcał mi czas, gdy byłem mały i odkąd wróciłem do tego domu to kazałem mu zostać. Wskazałem jej miejsce gdzie ma zasiąść, a wtedy ruszyłem po Clarka i przedstawiłem co ma zrobić. Wróciłem do dziewczyny, a ona stała, przyglądając się czemuś. Podszedłem i złapałem ją za ramię, prowadząc w stronę krzesła. Posadziłem ją, napierając dłonią na jej bark. Zasiadłem na ozdabianej kanapie i patrzyłem na ich poczynania. Clark zajął się bez słowa kamuflażem tego śladu. Po chwili zaprowadził ją przed lustro, a ja patrzyłem milcząco na ich poczynania. Później mój lokaj wyjaśnił jak co ma robić, aż się nie zagoi. Gdy dziewczyna nie patrzyła, rzucił na mnie oskarżycielskim wzrokiem, a ja kiwnąłem głową. Dla normalnego człowieka to wyglądało jak zwykłe spojrzenie, lecz ja znałem go już długo, że znałem jego spojrzenia. Zaprowadziłem z powrotem Victorię do salonu, a wtedy usłyszałem grzmoty i dźwięk porywistego wiatru za oknem. Westchnąłem cicho i wiedziałem, że ona dzisiaj nie wróci do domu. Musiałem w jakiś sposób poinformować jej rodziców. Przeprosiłem dziewczynę i ruszyłem do swojego lokaja. Powiedziałem:
- Rodzice dziewczyny muszą się dowiedzieć, że ona dzisiaj nie wróci do domu na noc.
- Napisz zatem list.
Napisałem go i podpisałem. Mężczyzna przeniósł list i powiedział:
- Nie atakuj ludzi już więcej, w końcu spotka ciebie kara.
- Wiem.
Kiwnąłem głową i wróciłem do Victorii...


< Victoria? >

Od Shu CD Victoria

Wstałem i podszedłem do dziewczyny. Wyciągnąłem dłoń w jej stronę, chcąc pomóc jej wstać. Victoria położyła dłoń, nie wiedząc o co chodzi na mojej. Ruszyłem w stronę instrumentu i posadziłem ją przy nim. Powiedziałem:
- Graj. Lubię słuchać i patrzeć jak ktoś gra.
Większość osób, by się uśmiechnęła, zachęcając do wykonania tego, lecz ja z poważną miną usiadłem na fotelu trochę dalej. Dziewczyna zaczęła grać jakąś piosenkę, lecz po pewnym czasie wstałem. Podszedłem do szafki i wyciągnąłem nuty. Podszedłem do dziewczyny, a ona przestała grać. Zapytałem:
- Możesz to zagrać?
Victoria przejrzała nuty i kiwnęła głową. Usiadłem na swoim poprzednim miejscu i słuchałem jak dziewczyna gra ulubioną piosenkę mojej zmarłej dziewczyny.



Zrobiłem to po to, by choć trochę poczuć się tak jak kiedyś. Ayleen grała często tą piosenkę, po pewnym czasie znudziła się mi i się wkurzałem jak ona ją grała. Teraz chciałbym słuchać jej bez przerwy. Najwidoczniej się zamyśliłem, bo po chwili usłyszałem swoje imię. Spojrzałem na Victorię i powiedziałem swoim chłodnym tonem:
- Dziękuję...



< Victoria? >

środa, 30 grudnia 2015

Od Shu CD Victoria

Powiedziałem, zamykając oczy:
- Ja w ogóle nie chcę się żenić, ani nie chcę nikogo kochać. 
- Dlaczego? - Zapytała Victoria. 
- Moje serce jest nieczułe na to, choć nie zawsze takie było. 
Zamilkłem szybko i oparłem głowę o fotel. Wypiłem do końca zawartość kubka i podszedłem do okna. Niestety deszcz nie zamierzał się zmniejszyć, a ja nie wiedziałem o czym mam z nią rozmawiać. Najchętniej bym sobie poszedł i ją zostawił w salonie, ale nie pozwala mi na to kultura osobista...



< Victoria? >

wtorek, 29 grudnia 2015

Od Shu CD Victoria

Spojrzałem na dziewczynę i powiedziałem:
- Mogę zaproponować herbatę w swojej posiadłości oraz coś na przebranie.
- Nie pada aż tak...
I wtedy powstała biała ściana deszczu. Westchnąłem cicho i ruszyłem dalej. Deszcz mi jakoś bardzo nie przeszkadzał, choć większość ludzi zareagowałaby ucieczką, ale nie jestem w końcu człowiekiem. Victoria jechała koło mnie, dość wolnym stępem. Nie chciałem się odzywać, jakoś nie czułem bym miał o czym z nią rozmawiać, ale ja czuję to praktycznie zawsze...
***
Po pewnym czasie znaleźliśmy się pod moim domem. Służba przybiegła szybko i zabrała dziewczynę. Rozkazałem jednemu wezwać weterynarza, akurat ja i weterynarz mieliśmy już telefony, więc nie trwałoby to długo. Zaprowadziłem Mordora do boksu i ściągnąłem z niego rzeczy. Pogładziłem go po przodzie łba, a jego czerwone ślepia spojrzały na mnie. Wyszedłem z boksu i służący okrył mnie płachtą, bym już bardziej nie przemókł, lecz nie było już sensu, i tak byłem mokry. Ubranie kleiło się do mnie i zwisało lekko w dół. Wszedłem do środka i ściągnąłem część ubrań. Dałem je temu służącemu i zaczesałem mokre włosy do tyłu. Ruszyłem do garderoby, gdzie już czekały służące. Nie wiem dlaczego one akurat były w garderobie, a nie jacyś mężczyźni. Westchnąłem i wygoniłem je. Rozebrałem się i założyłem bieliznę. Wtedy one z powrotem weszły. Część mnie wysuszyła, a część mnie ubrała. Zszedłem na dół, gdzie czekała dziewczyna. Służba również ją przebrała. Usiadłem i wziąłem filiżankę z herbatą oraz z odrobiną krwi, bym dał radę to wypić. Zapytałem, spoglądając w jej oczy:
- Może chcesz coś zjeść? Coś zostanie przygotowane... Przepraszam, pewnie nie chce panienka, bym mówił do niej na ty, choć ja nie przepadam za zwrotami grzecznościowymi, ale mogę się dostosować... Proszę się nie martwić o swojego konia jest czyszczony w mojej stadninie. Nie chcę, by panienka wracała, gdy ulewa jest taka duża. Jakby coś się stało to pan Cadavere, by mnie obwiniał do końca swojego życia, czyli nie tak długo, lecz nie chcę mieć żadnych problemów w firmie...

< Victoria? >

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Od Shu CD Victoria

Później zrobiło się pochmurno, zapowiadało się na deszcz, więc postanowiłem wybrać na przejażdżkę jednym z moich koni. Wybrałem swojego ulubieńca.


Oporządziłem go nim zdążyła przybyć moja służba. Wsiadłem na konia i ruszyłem galopem. Mordor zarżał głośno, będąc szczęśliwym z przejażdżki. Jechałem przez mokre pola uprawne, a później skręciłem między pagórkami i o mało nie wpadłbym na jakiegoś konia. Mordor zdenerwował się i stanął dęba. Krzyknąłem:
- Cholera jasna! - Z trudem utrzymywałem się na grzbiecie konia. - Mordor uspokój się!
Koń jednak nie reagował, więc wpłynąłem na jego mózg i uspokoiłem go. Rozejrzałem się i zobaczyłem brunetkę, tą samą co na dzisiejszym obiedzie. Odwróciła się w moją stronę, w międzyczasie mignęła mi rana od ugryzienia wampira na jej szyi. Szybko się domyśliłem, że to ta dziewczyna, którą ugryzłem rano. Zapytałem beznamiętnie:
- Wszystko w porządku? Nic wam nie zrobiłem?
Nachyliłem się i spojrzałem czy nic nie stało się mojemu koniowatemu. Podniósł lewe kopyto. Zeskoczyłem, więc z jego grzbietu i złapałem go nad kopytem. Wkurzyłem się, bo miał ciepłe to miejsce. Pogładziłem go po szyi i złapałem za wodzę. Powiedziałem cicho do niego:
- Wybacz, że tak to wyszło.
Zarżał cicho, a wtedy zaczął padać deszcz. Ruszyłem na piechotę, nie chcąc nadwyrężać jego nogi...



< Victoria? >

niedziela, 27 grudnia 2015

Od Shu CD Victoria

Żona mężczyzny powiedziała:
- Dobrze, siadajmy do stołu.
Mężczyzna wziął na stronę swoją żonę, widziałem, że dostała lekkiego szoku po chwili. Zapowiadałoby się na kłótnie, lecz mężczyzna wrócił do nas. Uśmiechnął się i powiedział:
- Mam nadzieję, że hrabiego to nie urazi jeśli zjemy.
- Nie ma problemu. I proszę mówić do mnie Shu. Bez żadnych form grzecznościowych, nie przepadam za nimi.
- Dobrze... Shu. - Uśmiechnął się wymuszenie.
Zasiadłem więc na przeciwko dziewczyny, koło mnie siedział jej ojciec. Po chwili jakieś rozmowy, w którą się nie wczuwałem facet powiedział:
- Hr... Shu, znam ciebie dość długo i uważam, że byłbyś idealnym kandydatem na męża dla mojej córki.
- Tak, wiem dlaczego tak pan uważa. Mam pieniędze, bardzo dobre wykształcenie, pochodzenie, dom i własną służbę. Tylko o to chodzi, to wiem. Tak, znamy się długo, choć dla mnie dziesięć lat to nie aż tak dużo, lecz wszystkie rozmowy to tylko wyraz grzecznościowy, bo "tak wypada". Sam to robię, bardzo często, więc rozumiem.- Wszystko powiedziałem swoim poważnym, co dziennym tonem. Nie zdenerwowało mnie to, naprawdę nie zamartwiałem się czymś takim, lecz wolałem pokazać swoją pozycję do tej sprawy. Dodałem - Chcę tylko jeszcze dodać, że nigdy nie powiedziałem, że chcę się żenić.
- A co będzie z majątkiem? - Zapytała jego żona.
- Już dawno postanowiłem iż oddam ją swojej służbie. - Mężczyzna i kobieta westchnęli zdumieni. - Teraz proszę mi wybaczyć, ale będę już iść. Do widzenia.
Wstałem, zamykając oczy.
Ruszyłem w stronę drzwi, z wieszaka zabrałem swoje rzeczy, nie chciałem czekać na służbę. Wyszedłem z budynku, gdzie czekał na mnie powóz. Woźnica zapytał:
- I jak poszło, sir?
- Jak zwykle, Greg. - Odparłem.
- Clark się nie ucieszy.
- Wiem. - Wsiadłem do środka, a wóz ruszył.
- Mogę o coś spytać? Oczywiście nie chcę pana urazić.
- Mów Greg, najwyżej odgryzę ci ucho...
- Dlaczego pan nie chce się ożenić? No chyba, że panienki panu się nie podobają... Ja tam nic do tego nie mam. - Poruszał w obronie dłońmi.
- Greg... Nie podobają mi się mężczyźni. Po prostu, serce umarło już dawno, kiedy ktoś bliski jemu odszedł. Można to wziąć w przenośni, lub dosłownie.
- Rozumiem. Wybranka serca, tak?
- Tak, Greg. - Westchnąłem, dając do zrozumienia, aby nie zadawał mi już pytań. Po pewnym czasie byliśmy już w domu. Wszedłem do środka i ściągnąłem rękawiczki, obok zjawił się mój lokaj. Zapytał:
- Skończyło się jak zwykle, mam rację?
- Oczywiście.
- Pójdę napisać list z przeprosinami. Zrobić coś jeszcze?
- Nie, Clark. Dziękuję, poradzę sobie sam ze ściągnięciem i odwieszeniem ubrań.
Lokaj ukłonił się i oddalił. Ściągnąłem płaszcz, kapelusz, szal i buty. Założyłem buty do chodzenia i powiesiłem ubrania w garderobie. Wszedłem po schodach i skierowałem się w stronę sypialni, a z sypialni do garderoby. Założyłem ubrania do ćwiczeń. Usiadłem w fotelu i nałożyłem na dłonie bandaże, a końcówki związałem na nadgarstkach. Ruszyłem w stronę pokoju przygotowanym do treningów. Zabrałem się za drewnianą machinę, którą moja matka przywiozła ze swojej ojczyzny. Im dłużej i mocnej się uderzało tym bardziej maszyna się naładowywała i szybciej reagowała...

< Vikuś? Kłótnia rodzinna? >

Tłumacz