Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artur Nathaniel Vigro. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Artur Nathaniel Vigro. Pokaż wszystkie posty

sobota, 20 sierpnia 2016

Od Arthura CD Ruki

Arthur zamyślił się, przerywając swoją porcję.
— Obrzydliwe uczucie to zrzucanie skóry — odparł cicho.
— Co? — zapytał zamyślony Ruki.
Alfie otrząsnął się z zamyślenia, początkowo nie wiedząc, o co pyta jego towarzysz.
— Jak zrzuca się wężową skórę jest taka wrażliwa, łaskocze i swędzi...
Blondyn pokiwał głową. Ciemnowłosy powiedział, powstrzymując się od ponownego dotknięcia uszu towarzysza:
— Ja uważam, że fajnie jest być kotem. Takie miękkie futerko, uszy i mruczenie...
Zamyślił się w swoich skomplikowanych tworach, które u większości nazywają się myślami, lecz u niego raczej były to kłaki umysłowe. Nie należało ich analizować i rozdrabniać na części pierwsze, bo nigdy by się ich nie rozplątało. Taki stały punkt w przestrzeni. Komicznie wyglądało gładzenie pustki przez Alfiego. W tamtym momencie pragnął przytulić kota, nawet, jeśli będzie musiał ryzykować zadrapania na twarzy. Położył momentalnie dłoń na blondyna ramieniu. Powiedział pełen entuzjazmu i dziecięcej ciekawości:
— Czy wiesz, gdzie w pobliżu znajdują się milusińskie kociaki? Z miękkim futerkiem i uszkami... Przy tobie nie chciałbym ryzykować utraty ręki lub głowy...


< Ruki? Kompletny brak pomysłu. Bardzo przepraszam. >

środa, 10 sierpnia 2016

Od Arthura CD Ruki

Ciemnowłosy zatrzymał się i postawił na ziemi jasnowłosego chłopaka. Uśmiechnął się promienie z zachwytu, ukazując zęby. Powiedział cicho, wyciągając dłoń w stronę jego uszu:
- Kotek... Jak uroczo... - dżinn zmienił swój ton głosu - Zatem, kotek, idziemy coś zjeść, tak? 
Zaczął gładzić uszy chłopaka, a ten odtrącił jego rękę. Czarnowłosy uśmiechnął się i pocałował go w policzek. W myślach stwierdził, że może być ciekawie. Poczochrał jego włosy i złapał materiał jego rękawa, ruszając swym co dziennym, szybkim krokiem. Blondyn próbował się wyrwać, ale Arthur nie odpuszczał. Przechodzili z tej biedniejszej, lecz mającej bliżej do średniej dzielnicy niż do tej, do której zmierzali. W końcu, mijając kilkoro żebrzących ludzi, skierowali się do nierzucających się w oczy drzwi. Ukazała się im naprawdę mała restauracyjka, która zawsze stała pusta, jednakże zyski zawsze były. Brunet posadził blondyna na drewnianej ławie i skierował się do kobiety. Kobieta była przy sobie, miała krótkie kręcone włosy. Uśmiechnęła się i zapytała:
- Kolejny? 
Uśmiechnął się bez zobowiązań, jednocześnie opierając się o blat. Zamówił tosty z serem i boczkiem razy dwa i nachylił się nad blatem, całując kobietę w czoło. 
Czerwonooki zeskoczył na ziemię i ruszył nonszalanckim krokiem do stolika kotowatego. Usiadł, położył nogi na blacie stolika i uśmiechnął się. Momentalnie chował nogi pod blat, opierając o krawędź ręce. Rzucił:
- Koteczku, chciałbym poznać twe imię... Mam propozycję. Podasz mi swe imię, a będziesz mógł zapytać o cokolwiek zechcesz - jeden kącik jego ust powędrował do góry. 
- Dlaczego chcesz je poznać? 
- Pytasz dlaczego? - dopytał Alfie. 
Blondyn kiwnął głową, niepewnie co prawda. 
Alfik momentalnie siedział koło niego i kładąc dłoń na jego karku, szepnął mu na ucho:
- Żebym miał o czym myśleć w nocy, koteczku... 
Odsunął się od niego i poruszył jednoznacznie brwiami. Prychnął rozbawiony miną chłopaka i zabrał się za nowo przybyłe jedzenie...




< Ruki? Trochę się zepsuło, bo miał być już wcześniej taki kiczowaty zwrot "Moje imię to Arthur, mówię, żebyś wiedział, co krzyczeć w nocy", taki stary pomysł mojej znajomej na tekst na podryw xD Ale jeszcze nie stracone! Jeszcze będzie szansa wykorzystania tego, powiadam ja >

wtorek, 2 sierpnia 2016

Od Arthura CD Ruki

Ciemnowłosy kiwnął lekko głową i usiadł na barowym krześle, opierając jedną piętę na poprzecznej belce siedziska, a drugą zostawiając na ziemi. Spojrzał na przeciętny i krwawiący policzek dziwacznego przybysza, jednak nie zrobiło to na nim większego wrażenia. Jedynie kącik ust powędrował w górę przez jego dziwaczne i spaczone myśli związane z biczem. Wyciągnął po woli dłoń w stronę barmana, kiwając dwa razy palcami; wskazującym i środkowym. Rzucił, odwracając się ostrożnie i schylając głowę, aby uniknąć zderzenia z przypadkowym krzesłem:
- Proszę whisky... I woreczek z lodem - odparł, spoglądając na opierającego się o stolik blondyna. - I kieliszek wódki...
Po chwili poczuł, jak coś gładkiego i odrobinę śliskiego wspina się po jego plecach. Arthura przeszły lekkie dreszcze, co za każdym razem się zdarzało, gdy Fatamorgana pojawiała się na jego plecach. Uśmiechnął się szerzej, od pewnego czasu przyglądając się kocim ruchom nowo poznanego chłopaka, chociaż w porównaniu do jego wieku nie był nawet embrionem. Podrapał delikatnie głowę białego węża, mówiąc cicho z lekkim akcentem flirtu:
- Witaj, skarbie.
Poruszyła delikatnie koniuszkiem ogona znajdującym się na jego brzuchu.
- Kolejna nieszczęsna ofiara...?
- A od razu nieszczęsna... Nie jestem aż tak podły...
- No no nie wiem - odparła. Prychnął.
Owinęła się wokół jego szyi i ześlizgnęła, bo nie można tego inaczej określić, po jego ręce na blat. Zapytał teatralnym tonem, łapiąc za naczynie z wódką i wstając:
- Kiedy okażesz mi ten zaszczyt i zjawisz się w mym życiu, Fatamorgano, życie ty moje?
- Jak mi się znudzi wykańczanie psychiczne księcia... Do zobaczenia, Alfie - odparła rozbawiona, chociaż jak zwykle chciała to ukryć.
Alfie kiwnął głową na pożegnanie i złapał jasnowłosego za ramię, wręczając mu spirytus.
Powiedział:
- Siadaj, skarbie. Odbijamy - zabrał pobliski kapelusz i ukłonił się, wyciągając rękę w dłoń.
Wskoczył na blat i uśmiechnął się. Przeskoczył na barki szerokiego mężczyzny i zakrył mu oczy dłońmi. Z ust dżinna wydobył się chichot, gdy zaczął kierować ciało wielkiego bufona, lekko go przyduszając nogami. Musiał jeszcze unikać ciężkich ciosów zmierzających na jego głowę, ale nie miał z tym problemu. Bawił się w slalom między stolikami, ale po jakimś czasie mu się to znudziło i przeskoczył na blat baru. Stali goście o przygarbionej, smętnej posturze nie zareagowali w żadnym stopniu na bójkę, nawet barmana to nie zainteresowało. Arthur Nathaniel Vigro ruszył między szklanymi pułapkami porozstawianymi na barze. Poczuł na swojej skórze nadchodzące widmo rzucanej broni i uchylił się, łapiąc ciężkie cholerstwo w dłoń. Było na tyle ciężkie iż pociągnęło go na podłogę za barem albo chciał sprawiać takie wrażenie. Wychylił odrobinę głowę i rozejrzał się. Uniósł w górę żelazną odrobinę barbarzyńską siekierę i rzucił nią w wielkiego mężczyznę wcześniej przez niego ujeżdżanego. Wbiła się w jego klatkę piersiową. Barczysty mężczyzna spojrzał w dół i dopiero wtedy padł na twarz, jeszcze głębiej wbijając w swoje byłe ciało ostrze. Alfik wspiął się na blat i usiadł. Wziął whisky i wyszczerzył gały, kręcąc w boki głową. Usłyszał pędzącego w jego stronę drugiego mężczyznę, który, jak się okazało, zajęty był przez jego wężową towarzyszkę - Morganę. Rzucił w niego opróżnioną przed chwilą szklanką. Zmienił się w swoją wężową formę i wyskoczył w namierzony przez niego punkt - tętnicę szyjną. Wbił się w jednym momencie, wpuszczając silną truciznę w krwiobieg białowłosego mężczyzny. Złapał go w ręce, zmieniwszy formę na ludzką. Położył na ziemi, która w jednej chwili przyjęła czerwony kolor. I wtedy, ci mający do tamtej pory wszystko gdzieś, się obruszyli. Wskoczył jednym susem na bar i zaczął się kłaniać w stronę wygwizdujących w jego stronę w większości ludzi. Powiedział z udawanym wzruszeniem:
- Oh, ah, takiej widowni każdy mi zapewne zazdrości! Tak się angażowaliście, że aż odebrało mi tchu! Ah, jakże dziękuję i jestem wdzięczny.
-... Ty skurkowańcu! Ukradłeś mi rozróbę tygodnia...
- Obiecuję, że jeszcze kiedyś wpadnę, niestety muszę już się pożegnać z tym dogonym towarzystwem...
-... I już tego nie pobiję! I nie o mnie będą opowiadać plotki - rzucił naburmuszony głos.
Ciemnowłosy zeskoczył z blatu i skierował się do blondyna.
- No to co? - przewiesił go przez ramię. - Idziesz ze mną, nie? 
I wyszedł, niosąc na plecach nowo poznanego chłopaka o nieznanym dla niego imieniu.
- Zatem, jasnowłosy, czy natura była łaskawa i nadała ci jakieś zacne imię?
Przemierzał ulice pokryte już szarawą poświatą, gdy sobie przypomniał.
- Zapomniałem lodu! Eh, nie wracamy...


< Ruki? Tak trochę "Pokemonie! Wybieram ciebie" pod koniec xD >


niedziela, 31 lipca 2016

Od Arthura Do Rukiego

Arthur przechadzał się po okolicy, a wokół niego wyczuwalna była aura desperackiego znudzenia. Przez większą część dnia przechadzał się po krawężnikach, czasami po dachach nieznanych właścicieli, lecz zamieszkanych głównie przez ranne koty lub przez przerośnięte stworzenia o ośmiu odnóżach po obu stronach i z wielkimi oczętami. W końcu dżinn zrezygnował i osiadł na markizie sklepu z mięsem powiązanego z szemranymi interesami nieumarłych. Obserwował mieszkańców miasta o nieznanej dla niego nazwie.
Zacisnął mocno powieki, stukając opuszkiem palca o skroń oraz próbując przypomnieć sobie jego nazwę. Niestety, był na tyle nieuważny, że, nawet jeśli usłyszał nazwę tegoż miasta, to dawno wybiegła w popłochu z jego spaczonego mózgu. Westchnął, stwierdzając, że trudno. Przyglądał się przechodniom w poszukiwaniu kogoś na tyle ciekawego, żeby mógł się nim zainteresować i spotykać co jakiś czas. W międzyczasie słońce zaczęło zachodzić za jeden z księżyców, ziewając lekko różową chmurą, skłaniał się niechętnie w stronę horyzontu.
W końcu, zrezygnowany, zaczął się zbierać z markizy, gdy zobaczył jakiegoś młodzieńca o blond włosach.
Eh, prychnął, chyba się nada.
Zeskoczył na ziemię, dla równowagi rozkładając ręce na boki. Zaczesał ciemne włosy i ruszył niczym kot drapieżny za zwierzyną, mijając sprawnie i bez szelestu humanoidalne kreatury przed nim. Jasnowłosy chłopak wszedł z odrobiną impetu do jakiegoś budynku. Alfie złapał za klamkę i już miał wchodzić do środka, gdy stwierdził, że może zobaczy, gdzie też wchodzi. Przechylił się w tył i przeczytał napis głoszący "Karczma Pod Żelaznym Kłakiem". Rozbawiło go to lekko. Stwierdził; jakież ludzie idiotyczne wymyślają nazwy, aż to niepojęte. Pociągnął klamkę w dół i wszedł, zamykając za sobą nie skrzypiące, lecz jęczące, jak latawica na haku (niekoniecznie chodziło mu o kobietę lekkich obyczajów, raczej o istotę, podobno demona, który zazwyczaj wisi na płaczącej wierzbie - żeński odpowiednik wisielca). Czerwonooki rozejrzał się; w rogu, niby "żeby nie rzucać się w oczy" siedziała grupa licząca cztery osoby - wysoką kobietę o długich brązowych, falowanych włosach, wojowniczka prawdopodobnie dowódca, później długowłosego blondyna o elfich uszach i rysach twarzy, łucznik. Później chudą, ale o wydatnych kształtach kobietę w kusym ubraniu, mag oraz kobietę o krótkich rudych włosach, łotrzyk - ukradła sakiewkę przechodzącemu... Temu czemuś. Prychnął rozbawiony.
Czyżby jakaś grupa, która "potajemnie" ratuje kraj, nie, może i cały świat! - pomyślał - Idiotyzm.
Później zwrócił uwagę na nieokreśloną liczbę typowych dla tego miejsca i w każdym mieście takich samych ludzi zwanych pijakami. Miał teorię, że są to te same osoby, co w poprzednich lokalach, a powodem, dla którego są w każdym tym miejscu było to iż chcieli zaliczyć i sprawdzić każdą spelunę.
Dalej poszukiwał wzrokiem wypatrzonego po całym dniu chłopaka. Arthur Nathaniel Vigro uśmiechnął się - blondyn stał przy barze. Ruszył po woli w jego stronę, pod koniec nabierając odrobinę większą prędkość. Skoczył i przylepił się do niego niczym rzep do psiego ogona, oplatając nogami jego pas, a rękami wokół jego szyi. Niższy o parę centymetrów, jak się okazało, chłopak mimowolnie, pod siłą i energią przekazaną przez Alfika, opadł na blat baru. Nikt za bardzo nie zwrócił uwagi, padły tylko jakieś ciche drwiny. Chłopak z biczem przy pasku, fuknął wyraźnie wkurzony i zaskoczony pod nosem. Oparł się z trudem na rękach, a czarnowłosy mocniej go ścisnął, ciesząc się z jego wkurzenia. Taak, lubił, gdy ktoś przez niego był zbulwersowany. Blondyn rzucił przez zęby, lekko przechylając wzrok w jego stronę:
- Chyba się pomyliłeś, palancie.
- Nie sądzę - rzucił nonszalancko, trochę ignorując jego słowa. - Witam, jestem Alfie, czasami nazywany Arthurem.


< Ruki? Prawdopodobnie nie jest ci miło poznać Alfiego A.K.A. Arthura, ale... Niestety, nie odpuści :> >

sobota, 30 lipca 2016

Nowa Postać - Artur Nathaniel Vigro


I tried to be normal... Worst five minutes of my life

Imię i nazwisko: Artur Nathaniel Vigro 
Pseudonim: Alfie, Alfik - jest bardziej rozpoznawalne niż jego imię, tak też się przedstawia. - Czasami nazywany Demonem Paktowym lub po prostu Demonem
Płeć: Mężczyzna, ale chyba tylko z anatomii... 
Wiek: 800 lat
Rasa: Dżin 
Charakter: Alfie jest osobą pewną siebie i bezpardonową. Bije od niego nonszalancja, czego nie da się zauważyć. Wiele osób twierdzi, że jest czarujący i charyzmatyczny... Czy jest coś czarującego, charyzmatycznego i romantycznego w przylepie, która w prost, czasami bez ogłady, mówi, że ją pociągasz? Kto, co woli...
Jest bezpośredni i szczery. Szczerość w jego przypadku to mówienie prawie wszystkiego, co myśli o danej osobie - oczywiście, jeśli nie zepsuje to czegoś, na czym mu zależy. Uwielbia uwodzić ludzi, jest to tak jakby jego hobby. Jest uparty, możliwe, że bardziej niż osioł. Nie potrafi powiedzieć przepraszam, przyznać się do błędu, zwykle rzuci coś w stylu "No wiesz... To twoja wina, nie trzeba było...". Przez ludzi, którzy go znają jest uważany za niedojrzałego oraz zbyt okazującego swoje uczucia (czyt. za bardzo przytulającego się i dotykającego ludzi). Nie twierdzi, że przytulanie innych to coś złego, tak samo, jak głaskanie, całowanie i wieszanie się na nich.
Z lepszych cech jest w miarę lojalny (nie licząc mnóstwa ludzi, które wystawił do wiatru). Cieszy się chwilą, starając się przy tym nie martwić oraz nie ranić ludzi, ale zazwyczaj mu nie wychodzi to nie ranienie osób. Jeżeli ktoś wiele razy (tak gdzieś około dziesięciu) da mu do zrozumienia, że ma spadać to się wycofa i da spokój. 
Zainteresowania: Od czterystu lat zbiera różnorakie lampy oraz pozytywki, interesuje się również psychiką osoby, z którą podpisuje pakt
MottoWhy I cannot hug people!? There, on this world is soo much sadness and pain, so I must to do something! If it's only hug or kiss, that will be okay to everyone and me. 
Lęki: Przeraża go życie wieczne, na które, niestety jest skazany. Boi się os, pszczół, szerszeni. Boi się niektórych kobiet, ogólnie przy prawowitych . Boi się również ubrudzić dłonie (ma manię mycia dłoni) 
Orientacja: Całkowicie mu to obojętne... Co się nawinie... Kleił się nawet do trolla...
Partner: Co jakiś, krótki czas nowy, ale jednak nic szczególnego i 
Aparycja: Arthur mierzy 177 centymetry wzrostu, a chuda i wąska postura sprawia, że wydaje się jeszcze wyższy. Ma bardzo jasną, wręcz białą skórę, na której doskonale widać każde rumieńce, rany i znamiona, czego nie lubi. Czasami bez powodu jest zaczerwieniony, a przy wysokich temperaturach przypomina dojrzałą malinę. Włosy są barwy ciemno brązowej, chociaż bliżej im barwą do czarnego, jednakże pod światło są ciemno brązowe. Sięgają za ramię oraz część zaczesana jest na prawo, wyglądają jakby nigdy nie zostały ruszone szczotką lub grzebieniem, co nie jest prawdą. Od czasu do czasu robi wysokiego kucyka lub jedynie na czubku głowy albo kilka pasemek przy twarzy. Oczy barwy rubinu są okalane bardzo długimi i gęstymi rzęsami. Na węzłach chłonnych na szyi po lewej stronie ma wytatuowaną czarną wdowę, a na nadgarstku wytatuowany jest czarny wąż, którego głowa kładzie się w wnętrzu dłoni. Palce ma długie i chude. 
GłosI'm Not a Vampire - Falling in Reverse (Ronnie Radke)
Umiejętności
  • Spełnianie życzeń (w legendzie jest, że trzech, ale on dawno porzucił ten zabobon: jest w stanie spełnić trzy duże życzenia [na przykład wskrzeszenie kogoś], lecz mniejszych może bardzo wiele.
  • Zmienianie formy w zwierze - czarny wąż
  • Hipnoza 
  • Ingerowanie w sny i we wspomnienia 
  • Podróżowanie między światem ludzi a Pustki.

Broń: Czary i ozdobna szpilka do włosów. 
Miejsce Zamieszkania: Tam, gdzie osoba, której spełnia życzenia. 
Historia: Pewnego razu został stworzony przez władcę Pustki. Nie był jego ulubieńcem, tak jak większość istot stworzonych przez niego. Szkolił się w swoim fachu, wysłuchując uwag swojego nauczyciela - Quira. Po pewnym czasie przypałętał się do niego wąż - Fatamorgana -, który przez większość czasu się nie odzywał tylko przyglądał się jego osobie. Quir opowiadał Alfiemu o świecie ludzi - szybko sprawdzenie tych informacji stało się marzeniem Arthura. Godzinami rozmyślał o tym, co wyczuł i Demon Pustki i Quir. Pewnego dnia Demon wezwał do siebie chłopaka i zadał mu kilka podchwytliwych pytań dla istoty, która nigdy nie widziała świata zewnętrznego, lecz proste (oczywiście w teorii) dla istot ze świata ludzi. W międzyczasie rozmowy wężowy, małomówny towarzysz ciemnowłosego wkradł się przez jego nogawkę do rękawa. Demon Pustki zadowolony jego odpowiedziami wysłał go od razu do świata ludzi bez możliwości pożegnania się z dżinnem-opiekunem. Później chłopak przez wiele lat podróżował. Przez parę setek lat było to satysfakcjonujące, lecz później się znudziło. Teraz pożera go monotonia życia... 
Rodzina: Dawno, dawno temu, za zamierzchłych czasów... Nie, nikogo nie było, tylko pewien starszy dżinn, który postanowił się nim zająć.

  • Rodzice: Brak (jeśli chodź o to, kto go stworzył to Demon Pustki, który oficjalnie nie posiada swojego imienia. Jest Demonem Pustki)
  • Rodzeństwo: z przyczyn oczywistych brak, chociaż można uważać, że wszystkie istoty Pustki to jego bracia, siostry i... Po prostu rodzeństwo
  • Opiekun: Dżin, Quir 
Inne Informacje
  • Ma zmiennokształtną towarzyszkę Fatamorganę (Morgi, Morgana) - biały wąż.
  • Paznokcie zawsze pomalowane są na czarno - taki jego kaprys. 
  • Kiedyś, przez nudę, został zabawką na pokaz pewnej kobiety. 
Inne Zdjęcia







Anything that is beautiful people want to break and you are beautiful, I'm afraid




Autor: Pechowy, czarny lamorożec pecha (czyt. zastrzeżony nick)

Tłumacz