Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kate Fox. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Kate Fox. Pokaż wszystkie posty

niedziela, 25 września 2016

Od Kate CD Adrea

Uchyliłam lekko usta, wpatrując się w oczy gadziny. Nie mogłam zaprzeczyć, że moje nogi stały się twarde jak skała, jednak smok mnie fascynował. Zupełnie, jak ogień hipnotyzował ćmy, aby spaliły się w nim. Gdyby nie to, że dziewczyna pociągnęła mnie z ogromną siłą w stronę półki skalnej, zostałabym strawiona przez żrącą substancję. Strawiona dosłownie — jeden z zawieruszonych minionów poczuł to na własnej skórze, zostawiając po sobie tylko glutowatą maź na ziemi. Usłyszałam zirytowany głos mojej jasnowłosej towarzyszki:
— Zwariowałaś do reszty?!
Spojrzałam na nią, nie wiedząc, co się wydarzyło. Przewróciła oczami.
Po chwili wróciłam z przytomnością.
Usłyszałyśmy pieśń bojową magów, a chwilę później jeden z nich rzucił kulę z zaklęciem w naszą stronę, lecz nie trafiła nas. Wychyliłam się nad krawędzią i ujrzałam, jak jeden z magów został uderzony przez drugiego w tył głowy. Łatwo było się domyślić, który z nich spudłował. Pomachałam w ich stronę, krzycząc:
— Wooohoo, skarby. Może się dogadamy?
Jeden z nich się zawahał nad odpowiedzią, ale niestety — postanowili walczyć. Schowałam się ponownie i szepnęłam z lekkim uśmiechem:
— Będziesz mi winna wyjaśnienia tego wszystkiego.
Dotknęłam kciukiem i wskazującym ostrze jej szpady, która się rozgrzała do czerwoności. Rzuciłam, nim wyskoczyłam z ukrycia:
— Radzę ci, nie dotykaj ostrza.
Wyszłam na przeciw nich i zaczęłam poruszać ręką, tworząc wokół mnie osłonę przeciw zaklęciom.


< Adrea? Przepraszam, że odpis tak długo trwał, jednak zaatakował mnie szkolny brak weny. Jestem baaardzo nie zadowolona z tego opowiadania... >

niedziela, 4 września 2016

Od Kate CD Adrea

Prychnęłam rozbawiona słowami blondynki i rzuciłam, wychylając się za skalnej ściany:
— Jeden kłopot więcej, czy mniej różnicy mi nie robi... A będziesz potrzebowała pomocy, chociażby patrząc na maga.
Westchnęła i ruszyła w stronę przejścia. Złapałam za materiał na jej ramionach, a ona odwróciła się z miną "co ty do cholery wyprawiasz", uśmiechnęłam się przyjaźnie. Odwróciła się ponownie w stronę przejścia, a ja ruszyłam za nią, trzymając się jej ubrania. Zapytałam w szepcie:
— Weźmiesz mnie później na barana?
Znów spojrzała na mnie, tym razem jakby z politowaniem, marszcząc brwi.
— Nie ma mowy — odparła.
— Ale dlaczego? Nogi mnie bolą.
Uciszyła mnie i zajrzała do środka. Oparłam ręce o jej głowę i położyłam swój policzek na nich. Wiedziałam, że prawdopodobnie później się na mnie odegra za to, że jej przeszkadzam, ale ciekawość tego, w jaki sposób się odwinie była bardziej pociągająca niż spokojny sen. Poruszyłam uszami, słysząc kroki zmierzające z większej odległości. Usłyszałam świst powietrza, który zazwyczaj oznaczał przedmiot lecący w powietrzu. Złapałam za głowę dziewczyny, przewracając ją na ziemię. Spojrzałam w górę — nad nami w ścianę wbiła się halabarda. Spojrzałam na osobę, która nią rzuciła. Nie był magiem, raczej zwykłym opryszkiem pilnującym tyłów. Skierowałam swój wzrok w stronę jasnowłosej, niemo pytając co zrobić. Wyciągnęłam z plecaka linę i pobiegłam na czworaka w jego stronę. Wskoczyłam na jego plecy, zatykając mu usta dłonią. Przewróciłam go na ziemię i wsadziłam mu w usta kawałek materiału. Próbował się wyrwać i krzyczeć, ale dzięki pomocy elfki, która przytrzymała jego nogi, nie udało mu się to. Związałam go szybko i stanęłam dumna nad moim dziełem. Ona chciała już tam iść, ale rzuciłam cicho, wyciągając pewną rzecz z bagażu:
— Czekaj.
Tą rzeczą było pióro z czarnym atramentem. Nachyliłam się nad nim i narysowałam zniewolonemu wąsy i kozią bródkę. Wyszczerzyłam się w stronę dziewczyny, a ona cmoknęła niezadowolona, przewracając oczami. Poklepałam jęca po policzku i wstałam, kierując się w jej stronę...



< Adrea? Wąsik musi być :> >

sobota, 3 września 2016

Od Kate CD Adrea

Uniosłam ręce w geście obronnym, a na twarzy miałam lekki, niepewny uśmiech. Powiedziałam:
— Był guzik, mam słabość do guzików, zwłaszcza czerwonych.
— Czerwone guziki rzadko oznaczają coś dobrego — stwierdziła.
— Wiem, ale lubię to uczucie, ryzyko, mogę zginąć albo przeżyć.
— Niezbyt to mądre.
Uśmiechnęłam się miło, przekrzywiając głowę w prawą stronę i chowając dłonie do kieszeni. Odparłam:
— Nic nie poradzę, to siła wyższa. Ciągnie mnie do ryzyka, jak magnez, dlatego tutaj przyszłam, chociaż wielu uciekałoby gdzie zęby pirata.
Spojrzała na mnie pytająco pod  koniec wypowiedzi. Podałam jej dłoń i ruszyłam w stronę wyrwy w ścianie. Zajrzałam do środka i rozejrzałam się, jeśli można tak to nazwać. Rzuciłam:
— Ciemno, jak... — ponownie chciałam rzucić frazą z pokładu mojego ojca, ale się powstrzymałam. — No, bardzo ciemno. Ale trzeba tam wejść, bo innej szansy na wyjście nie ma... — Spojrzałam na jasnowłosą i westchnęłam. — Niestety, nic nie wyjdzie z naszej umowy, że nie wiemy o sobie nic.
Pstryknęłam palcami, a na mojej dłoni pojawił się mały płomień. Uśmiechnęłam się dumna i zajrzałam do drugiego pomieszczenia. Zaciągnęłam się tamtejszym powietrzem, poczułam zapach wilgoci oraz zgnilizny. Zrobiłam krok w tył, stając na jednej nodze. Powiedziałam cicho:
— Tamten tekst o zębach pirata wymyśliłam za dziecka, więc się nie śmiej... — Powiedziałam głośniej — No to idziemy, nie?
Weszłam jako pierwsza, przymrużając powieki i wyostrzając słuch — zawsze miałam złe przeczucia do takich miejsc. Gdzieś w mojej podświadomości wędrowała myśl, że coś tam się chowa i czycha na długo wyczekiwany posiłek. Dziewczyna dołączyła do mnie i ruszyłyśmy przed siebie w ciemność. Po chwili zapytałam:
— Lubisz fretki? Nikt nie dał mi jeszcze odpowiedzi, wszyscy omijają ten temat, a ja nie wiem dlaczego.


< Adrea? Dobrze piszesz, bardzo przyjemnie i ja lubię z tobą pisać :3 >

Od Kate CD Adrea

Potknąłszy się o mokrego i śmierdzącego na całe pomieszczenie szczura, wylądowałam twarzą na ziemi. Podniosłam się, czując szczypiący ból we wnętrzu dłoni. Gryzoń czknąłszy w moją stronę, podrapał się za uchem i pobiegł na krótkich nóżkach w stronę źródełka. Syknęłam cicho i spojrzałam na drobne ranki na skórze. Strzepnęłam kurz, który przyczepił się bezczelnie do moich spodni, kierując swoje kroki w błyszczące kamienie. Rozejrzałam się w poszukiwaniu źródła światła, lecz nie zlokalizowałam go. Nachyliłam się nad obserwowanym przez dłuższy czas fioletowym kryształem i przejechałam po nim palcem. Początkowo czułam przerażający chłód, taki sam, jak przed wejściem do tej podziemnej nory, który, ku zaskoczeniu, po chwili zamienił się w ogromne gorąco. Odskoczyłam momentalnie od niego, prawie przewracając się na podłoże. Włożyłam palec do ust, wciąż czując to ciepło, które stawało się coraz silniejsze. Usłyszałam odchrząknięcie dziewczyny i spojrzałam w jej stronę. Zapytała, gdy usiadłam z hukiem na ziemię:
— Czy ty musisz wszystko dotykać...? — Westchnęłam, przerywając jej.
Przeczesałam włosy za ucho i powiedziałam:
— Taka moja natura, tak zostałam wychowana. Czego oczekujesz od dziecka wychowanego wśród piratów?
Lekkie zaskoczenie przepłynęło przez jej jasną twarz, ale później prawdopodobnie stwierdziła, że "w sumie można było się domyślić" lub coś w podobnym stylu.
— Zapytam kolejny raz; masz jakieś rany, przetarcia? — odezwała się stanowczym tonem.
Mruknęłam twierdząco.
— Podejdź.
Wstałam, czując jakbym na plecach miała dwudziestokilogramowy ciężar. Spojrzałam na nią i wtedy ujrzałam uszy o ostrzejszym zakończeniu niż u ludzi. Rzuciłam się na nią, przewracając ją do wody. Zaczesałam jej włosy do tyłu i przejechałam po małżowinie. Stwierdziłam:
— Jesteś niska, jak na elfa.


< Andrea? Takie rozwinięcie sytuacji może być? >

środa, 31 sierpnia 2016

Od Kate CD Adrea

Obserwowałam całe zajście z ukrycia, ciekawa, jak to się potoczy. Wychyliłam odrobinę głowę z wnęki, co nie spodobało się psu, który zawarczał. Spojrzałam na niego chłodno i wyszłam z ukrycia. Przeczuwając jeszcze większą złość u psowatego, zbadałam szybko sytuację i zastrzygłam uszami, słysząc zgrzytanie metali. Wyciągnęłam z kieszeni sakiewkę z proszkiem usypiającym i rzuciłam go trochę w stronę zwierzaka, który już miał szczeknąć i zdradzić moją pozycję. Zaskomlał, uderzając w ziemię swoim dość sporym cielskiem. Skierowałam swoje szybkie, lecz ciche kroki w stronę mężczyzny i dziewczyny. Ciekawie wyglądała ta walka, taka oświetlona odbijającym się od złota promieniem światła. Zbeształam się w głowie za rozmyślanie o złocie. Stanęłam na palcach i oparłam się o sporych rozmiarów ramię przedstawiciela płci męskiej. Powiedziałam radośnie, swoim trochę dziecięcym tonem:
— No witam. Widzę ciekawe zajęcie, ale chciałabym zaproponować trzecią opcję. Widzi pan tyle złota i miałoby się zmarnować?...
— Nie jestem idiotą, mała. Wiem, że to smocze złoto.
— Już nie jest smocze. Zaklęcie zostało zdjęte.
Zaśmiał się i spojrzał na mnie.
— Nie zrobisz mnie w konia, mała — odparł.
— No trudno. Dobranoc.
Uśmiechając się wysypałam na jego twarz resztę proszku usypiającego. Kichnął głośno i przewrócił się na blondynkę, zasypując ją we złocie. Weszłam na jego plecy i utrzymując równowagę rękoma, szłam w stronę jego głowy, żeby wydostać jasnowłosą. Próbowałam pozbyć się faceta, ciągnąc go za ramię, ale było to bezcelowe. Usiadłam na złotych przedmiotach i zepchnęłam nogami jego nieprzytomne cielsko na puste podłoże. Kobieta wyglądała, jakby zaraz miała stracić przytomność, dlatego wzięłam ją na ręce i położyłam na skrawku podłoża bez drogocennego surowca. Cmoknęłam niezadowolona z tego obrotu sytuacji. Wyciągnęłam z plecaka przypadkową, prawdopodobnie ostatnią koszulkę i oderwałam odpowiedniej wielkości kawałki, które miały posłużyć za prowizoryczny opatrunek. Zgarnęłam włosy ze swojej twarzy i rozejrzałam się, aby sprawdzić ile czasu zostało do wyjścia bez bieganiny. Mało, nawet bardzo mało, zważywszy na to, że pies się po woli wybudzał. Zastanowiłam się czy robić sobie problem i brać tą dziewczynę ze sobą, ale w końcu, prawdopodobnie, chciała mnie wtedy uratować czy coś w tym rodzaju. Wzięłam ją ostrożnie na ręce, wstając z pozycji kucającej. Mało brakowało, a straciłabym równowagę — nie często nosiłam ludzi na rękach. Ruszyłam szybszym krokiem w stronę wagoników, ale okazało się, że obok były również schody. Zdecydowałam się na schody, chociaż była to raczej zła decyzja...


< Adrea? Troszkę mi nie wyszło tak, jak chciałam >

niedziela, 17 lipca 2016

Od Kate

Przez plecy miałam przerzucony wiotki i prawie pusty plecak, a w dłoni trzymałam jabłko. Zaczęłam je gryźć, przechodząc przez spowitą w pomarańczu polanę zboża. Nim to zauważyłam, znalazłam się w lesie. Czułam silny zapach ziemi i wilgoci.
Zastrzygłam uszami, słysząc łamiącą się gałązkę. Sięgnęłam do pochwy sztyletu przy pasie. Rzuciłam wzrok w stronę dźwięku, po chwili z krzaków wybiegła wiewiórka. Uśmiechnęłam się niemrawo i podeszłam do kamienia. Przysiadłam na nim i odłożywszy owoc na bok, ściągnęłam buty. Wcisnęłam wielkie i odrobinę ciężkie wiązane buty do plecaka i ruszyłam dalej, bez większego celu.
Im dalej byłam, tym ciszej było. Żadnych ćwierków ptactwa, żadnych pękających gałązek. Było na tyle cicho, że zaczęło dudnić mi w uszach i zaczęłam czuć dziwny nacisk na głowę.
Zmarszczyłam zniesmaczona brwi i zacisnęłam mocno powieki. Odrzuciłam jabłko w bok i otworzyłam oczy. Ziemia pod moimi nogami była lodowata, aż zaczęły boleć mnie stopy. Spojrzałam w dół, a później rozejrzałam się po bokach. Po prawej stronie nic nie było, jednak po lewej już tak - wielka ciemna dziura w skale, którą chyba nazywało się grotą. Nastawiłam uszy, chcąc usłyszeć, co może tam być.
Usłyszałam pieśń lub wiersz:

Pierwszego dnia zjawia się On,
Drugiego dnia gładzi najwyższe rody, zostawiając z nich dziewki, 
Trzeciego dnia zabiera pięć z nich,
Czwartego dnia staramy się zapomnieć i nie słyszeć ich krzyków, 
Piątego dnia wraca jedna z nich, lecz nie jest już sobą,
Szóstego dnia powraca On i podpala część domów,
Siódmego dnia...
Siódmego dnia...


Ruszyłam wgłąb ciemności, zapalając mały promyk na dłoni. Pieśń zaczynała się cały czas żeńskim głosem, lecz urywała się w tym samym momencie. Po woli zaczynałam dostrzegać w oddali słaby promyk ogniska. Poprawiłam plecak i szłam dalej. Po chwili coś przebiegło mi po stopie, przez co aż podskoczyłam. Skarciłam się w głowie za zbyt mocne odczuwanie panującej tu aury. Ognisko było coraz bliżej, a ja dopiero wtedy ujrzałam zniszczoną bramę miasta. Wyglądała jakby była zniszczona przez coś ogromnego.
Czyżby smok...?
W końcu znalazłam się w wielkim pomieszczeniu, jakby powitalnym dla przybyszów. Obróciłam się na pięcie, przyglądają się pomieszczeniu. Zgasiłam płomyk na dłoni i po chwili byłam przy ogromnym ognisku w centrum metropolii krasnoludów, lecz nie w Arau Delve. Czułam się odrobinę przytłumiona tym, że domy nie były rozmieszone, jak w ludzkich czy elfickich miastach - koło siebie - tylko nad sobą. Budynki ciągnęły się aż po sufit. Ponownie obróciłam się kilkakrotnie na pięcie, dopiero przy trzecim obrocie ujrzałam pod jednym z budynków siedzącą plecami do mnie kobietę. Mimo wszystko, ona, jak na krasnoluda była bardzo wysoka. Miała ciemne włosy.
Znów usłyszałam tą pieśń. Zaczęłam:
- Przepraszam...? - nie odwróciła się w moją stronę, prychnęłam. - Co się stało siódmego dnia?
Wskazała, jakby potrafiąc na pamięć, ścianę. Spojrzałam za siebie i ujrzałam mnóstwo krasnoludów przygwożdżonych do ściany i nabitych na skalne ostrza. Zamarłam, a moje powieki ze zdziwienia rozszerzyły się chyba do maksimum. Zabrakło mi słów w gardle, chociaż miałam jedno pytanie, może i dwa: Kto i dlaczego. Minimalnie zniechęciło mnie to do dalszego zwiedzania tego miejsca, lecz stwierdziłam, że przecież zawsze uwielbiałam kryminalne książki, choć zwykle działy się w wielkich rezydencjach, chyba fetysz autora, oraz zawsze uwielbiałam te "nieprzewidywalne" historie o bohaterze, który pokonał smoka, bo była to jego misja. Choć miałam przeczucie, że w tym przypadku będzie to bez nagrody - zapewne nawet nie dostanę zgniłej ręki córki króla. Westchnęłam i podrapałam się po głowie w zamyśleniu. Co zrobić?
Żeby zyskać czas na zastanowienie, lecz nie w towarzystwie tej kobiety, skierowałam się w stronę budynków. Byłam zaskoczona, że miasto pod ziemią może być aż tak czyste. Weszłam do jakieś knajpy, już odczuwając głód. Było ciemno, lecz nie na tyle, żebym nic nie widziała. Weszłam, bez jakiegoś uczucia wyrzutów sumienia, które wtedy powinno nastąpić. Zajrzałam do chlebaka, odkładając plecak na bok - był twardy, jak skała, gdybym rzuciła nim w orka zapewne by stracił życie, przy chybionym rzucie tylko przytomność. Przejrzałam resztę szafek, jakiś skrytek, nie znalazłam nic oprócz złotych przedmiotów. Kilka zebrałam - przydadzą się. Wyszłam z budynku i zrezygnowana skierowałam się w stronę wielkiej dziury, która okazała się być korytarzem. Ściany były pokryte wizerunkami krasnoludów w ciężkich i zdobnych zbrojach. Przejechałam palcami po skalnej nawierzchni i szłam przed siebie. Ujrzałam jakby salę uhonorowania umarłych krasnoludów. Szłam dalej aż w końcu znalazłam się przy zejściu do kopalni. Wsiadłam do dziwnego urządzenia, którego nigdy wcześniej nie widziałam i pociągnęłam za dźwignię. Wystraszyłam się, gdy zaczęłam gwałtownie jechać w dół i złapałam za metalową ściankę. Szybko sobie przypomniałam, do jakich słów pasowało to wszystko - wagonik i tory. 
Gdy chwila zaskoczenia u mnie minęła zachichotałam i krzyknęłam zachwycona. Przymknęłam oczy i wyciągnęłam ręce do góry. Otworzyłam powieki i ujrzałam skręt w lewo. Złapałam się mocno za wagonik. Przyglądałam się prześwitą pomiędzy skałami. Po chwili ujrzałam w oddali ścianę. Myślałam, że to ustrojstwo samo wyhamuje, jednak nie. Złapałam za jakąś dźwignię w pojeździe, lecz nie zadziała. W końcu ją urwałam i byłam zmuszona wyskoczyć. Poturlałam się po ziemi i wstałam. Odrzuciłam metalowy drążek w bok i poprawiłam swoje ubranie. Fuknęłam pod nosem i spojrzałam przed siebie. 
Uchyliłam usta z zaskoczenia, widząc ogromną jaskinie, której końca nie było widać. Dobry kawałek ode mnie ujrzałam jakieś niskie istoty w czarnych kapturach. Nie wiedziałam, jakie to są istoty, ale wiedziałam, że na pewno nie są to tutejsi mieszkańcy, ponieważ byli za niscy na krasnoludów. Przykucnęłam i chciałam podsłuchać ich rozmowę, ale, niestety, mówiły w dziwacznym i niezrozumiałym dla mnie języku. 
Po około trzydziestu minutach myślałam, że będę zdana na walkę z nimi, lecz usłyszałam niski głos, lecz roznoszący się po jaskini głos, mówiący:
- Miniony, chodźcie tu. 
Stworzenia aż podskoczyły i ruszyły pędem na swoich krótkich nóżkach. Odetchnęłam z ulgą i ruszyłam przed siebie. Pobiegłam za wielki kamień z czarnymi bruzdami na powierzchni i oparłam się o niego. Rozejrzałam się po jaskini, upewniając się, czy nie ma nigdzie smoka i chcąc mieć rozeznanie w terenie. Ujrzałam kupkę złotych przedmiotów. Nawet nie kupkę, wielką kupę, górę złotych rzeczy. Aż rozbolała mnie głowa od odbijającego się od nich ognia. 
Światło raziło mnie po oczach, jednocześnie kusząc do zgarnięcia tego całego złota. 
Niestety po tatusiu miałam słabość do błyszczących, świecących i drogocennych surowców. Nigdzie nie było smoka, jednak ja wciąż czułam się niepewnie. Oczywiście, łatwiej (chyba), nie raczej spokojniej byłoby pozbyć się wielkiego latającego bydlaka, ale nie byłam na tyle cierpliwa, żeby męczyć się z przerośniętą jaszczurką. Skierowałam się cicho w stronę zgromadzenia złotych przedmiotów. Przejechałam palcem po złotym napierśniku i nastawiłam uszy, tak dla pewności, że nic mi nie zagraża. Uśmiechnęłam się lekko i zaczęłam ubierać i zbierać przedmioty, które wyglądały na cenne. Cicho stwierdziłam:
- Jakoś nie było to trudne... 




http://img03.deviantart.net/6d1a/i/2015/113/8/e/avarice_by_kate_fox-d8qs0aa.jpg




< Ktoś? Może ktoś odpisze zbulwersowanym smokiem lub coś w tym rodzaju? xD Ogólnie będę pod wrażeniem jeżeli ktoś przeczyta całe te opowiadanie xD >

sobota, 29 sierpnia 2015

Od Kate CD Nightcore

Usiadłam, opierając się o drzewo i poruszając uszami. Odparłam:
- Uciekam przed przeszłością, która i tak mnie dopadnie.
Złapałam za suchą trawę i zaczęłam się nią bawić. Zamknęłam oczy i wysłuchiwałam się w ciszę. Zastrzygłam uszami, ponieważ poczułam koło siebie wibracje. Otworzyłam oczy i ujrzałam tą dziewczynę. Spojrzałam na nią zdziwiona, odchyliłam się trochę do tyłu i zmrużyłam oczy. Przyjrzałam się jej i wciągnęłam jej zapach. Po chwili, gdy upewniłam, że nie chce mi zrobić krzywdy wyciągnęłam do niej dłoń i powiedziałam:
- Kate.
- Nightcore. Jak już mówiłam...
- Dziwaczne imię. - Odpowiedziałam, lekko ignorując jej wypowiedź.
- Wcale nie! Normalne.
- No właśnie nie, ale dobra... Ja uważam, że fajnie jest mieć takie dziwne imię... Weź się nie przejmuj, ja wszystko potrafię nazwać dziwnym, więc wiesz. - Uszy mi oklapnęły, a ja ułożyłam się pod drzewem. Leżałam chwilę, a później zapytałam:
- Lubisz fretki?

< Nightcore? To lubisz te fretki czy nie? >

niedziela, 23 sierpnia 2015

Od Kate CD Nightcore

Ruszyłam ulicami Ercken, Słońce było wysoko na niebie. Odchyliłam się delikatnie do tyłu, jednak coś nadal tkwiło mi w głowie, ale nie wiedziałam co. Usiadłam na pobliskiej beczce i przyjęłam zamyślony wyraz twarzy starając sobie przypomnieć o czymś ważnym. Jak zwykle poruszałam uszami w prawo i lewo. Położyłam dłoń na beczkę i zaczęłam uderzać o nią paznokciami. Po chwili jakiś facet przegonił mnie. Ruszyłam dalej ulicą, wciąż zamyślona. Co mogło być jednocześnie ważne, ale by wypadło mi z głowy? A już wiem bójka, czy walka. Hmm, ale z kim miałam walczyć i gdzie? Zatrzymałam się przy fontannie, ściągnęłam buty i usiadłam na jej brzegu. Zastrzygłam uszami, gdy w końcu sobie przypomniałam. Pomyślałam, że pójdę, najwyżej powalczę sobie, lub zwieję. Ruszyłam w stronę lasu, przy starym dębie. Rozejrzałam się i stwierdziłam, że wszędzie są stare dęby, wiedziałam, że chodziło mi o jakiś szczególny. Przez to, że wychowałam się wśród piratów przyczyniło się do tego, że nie zachowuję się jak kobieta i dużo rzeczy wypada mi z głowy. Ruszyłam lasem w poszukiwaniu tegoż oto drzewa. Po pewnym, bliżej nieokreślonym czasie wyczułam zapach jakieś dziewczyny. Ruszyłam tym tropem i znalazłam jakąś białowłosą. Zapytałam:
- To z tobą miałam walczyć?
- No.
- A może o tym zapomnimy? Nie mam dzisiaj ochoty na walkę...
- Tchórz...
- A mów sobie co chcesz, Tchórze to fajne zwierzęta, mają takie miękkie futerko. Kiedyś miałam na statku, ale chyba popełniła samobójstwo i skoczyła do wody, albo Smithy ją wyrzucił... Nigdy jej nie lubił... A wracając do tematu, to zapominamy o walce i wychodzimy bez szwanku oraz nie marnujemy na siebie energii, czy walczymy aż pierwsza padnie i każda będzie miała rany?...


< Nightcore? Walka, czy nie walka, oto jest pytanie. >

piątek, 21 sierpnia 2015

Nowa Postać


W jako takiej formie ludzkiej:


Jako lis:

Imię i nazwisko: Kate Iris Fox
Pseudonim: Kathy, Iris, Foxy, Fox, Lisik.
Płeć: Kobieta
Wiek: 18 lat
Rasa: Animag
Charakter: Foxy jest dość specyficzną osobą. Łatwo się denerwuje, ale stara się to opanować, jeśli jednak nie uda się jej utrzymać nerwów na wodzy to lepiej się schować, lub uciec z jej okolicy. Jako tako miła i uprzejma, lecz to zależy od humoru i tego czy jej kiedyś jakoś nie podpadłeś. Przez wychowanie wśród piratów i innych rzezimieszków jest wybuchowa i porywcza. Gdy ma ochotę wywołuje bójki w różnych miejscach. Jest dość honorowa, ale nie ślepo, nie wyzwie nikogo na pojedynek na śmierć i życie za to, że wyzwał ją od najgorszych. Często tylko grozi tym, którzy wymieszali ją z błotem, że się odegra, gdy ma na to okazję zawsze ją wykorzysta. Ciekawość świata i innych jest u niej przeważającą cechą. Przez tą cechę często wpada w kłopoty. Dobrze kłamie, potrafi spojrzeć komuś w oczy i powiedzieć, że wynalazła tlen. Jest dość żwawa, ale też i bardzo leniwa - zarazem chce zrobić wszystko jak najprężniej, lecz najchętniej przeleżałaby cały dzień w cieniu drzewa. 
Zainteresowania: Broń biała i palna, sztuczki magiczne, magia, wynalazki, historie różnych istot, przygody oraz handel. 
Motto: "Fail - [F] First [A] Attempt [I] In [L] Learning" 
Lęki: Boi się samotności i sukni.
Orientacja: Heteroseksualna 
Partner: Brak.
Aparycja: Kate jest dość wysoką dziewczyną, bez lisich uszu mierzy 173 centymetry wzrostu, a z uszami 178 centymetrów. Jest szczupła i wysportowana, co zawdzięcza ciężkiej pracy na statku. Skóra jest dość blada i opala się na czerwono-brązowy kolor. Ma długie, falowane, brązowe włosy przypominające barwą czekoladę. Ubiera się w wygodne ubrania, zwykle męskie, bądź uszyte przez nią. Podczas zmiany w lisa ma ciemno brązowe futro ze złoto-pomarańczowymi elementami, zazwyczaj wokół niej jako lisa pojawiają się płomienie.
Głos: Iris- Hannah Trigwell
Umiejętności: 

  • Moc panowania nad ogniem.
  • Moc zmiany w jedno, określone zwierze.
  • Rzucanie zaklęć.
  • Walka wręcz.
  • Jazda konna 
  • Potrafi mówić (czyt. kaleczyć) język elfów.
  • Odczytuje niektóre runy.
  • Potrafi poruszać się bezszelestnie.
  • Umie kraść.

Broń: 
- Moc zmiany w inne zwierzę - lis.
- Magia ognia.
- Zaklęcia.
- Sztylet.

Miejsce Zamieszkania: Przez większość życia mieszkała na wyspie Da Vergen, teraz jednak podróżuje, najczęściej można ją spotkać w mieście Ercken.
Historia: Wychowywana była przez samotnego ojca, matka zostawiła ich gdy Foxy miała sześć lat. Dziewczyna nie cierpiała jakoś z tego powodu. Przywiązała się jeszcze bardziej do ojca, który był piratem. Podróżowała razem z nim, lecz nie miała żadnych udogodnień podczas podróży. Była zwykłym majtkiem. Pewnego razu ojciec zostawił ją w ich domu, wraz z jej ciotką. Powiedział, że wróci w ten sam dzień następnego roku. Niestety się nie zjawił. Chodziła co roku w to samo miejsce, oczekując na jakiekolwiek informacje. Pewnego razu gdy przechodziła koło brzegu ujrzała statek ojca. Pobiegła sprawdzić, czy wrócił, niestety okazało się, że zginą podczas ataku na ich statek. Postanowiła wyruszyć w podróż, chcąc pozbyć się wspomnień. Popłynęła w rejs z resztą załogi i po pewnym czasie wylądowała w ludzkim mieście...
Inne Informacje: 
Inne Zdjęcia: 








Autor: Hakkiko0, hakkiko0@gmail.com 




Tłumacz