Gdy się obudziłem, nie miałem pojęcia, jaki jest dzień. Co dziwne, dalej chciało mi się spać, ale głośniej niż pragnienie snu darło się w mojej głowie pragnienie jedzenia i pragnienie-pragnienie. Na pół śpiąco zwlokłem się po coś do jedzenia. Po drodze zapytałem kogoś, nie wiem nawet kogo, jaki jest dzień. No, ładnie, na dwa dni mi się odleciało.
Zebrałem jakieś przekąski i znów zamknąłem się u siebie. Wiedziałem, że powinienem zmienić opatrunek, albo coś, ale mi się nie chciało. Znowu rozpłaszczyłem się na łóżku, coś podgryzając. Nagle rozległo się pukanie do drzwi.
- Otwarte. - ziewnąłem.
< Trist? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz