sobota, 13 lutego 2016

Od Smile'a CD Nemidith

Wyciągnąłem dłoń w stronę drzwi, ale po chwili dostałem w nią gazetą. Schowałem ją pod kołdrę i spojrzałem na kobietę. Rzuciła w moją stronę gniewny wzrok i powiedziała, kładąc swoją torbę na stole:
- Nie pogrywaj sobie z jej uczuciami, Will.
Spojrzałem na nią zdziwiony, skąd może znać moje imię, ale ona tego nie zauważyła, bo była odwrócona do mnie plecami. Powiedziałem pewnie:
- Nie mam na imię Will, jestem Smile.
- Will, znam twoich rodziców i twojego lekarza, widywałam ciebie jak byłeś mały.
- Nie nazywam się Will. Już nim nie jestem.
- Twoi rodzice... - Zaczęła, ale jej przerwałem.
- Walą mnie "rodzice", gdyby nimi byli to by się odezwali, a nie siedzą w swoim pieprzonym domku, bo to co robi "ich synek" jest takie brudne i bezwstydne. Nie chcę mieć z nimi nic wspólnego, wyparłem wszystko co związane z tamtą rodziną...
- Zaprosiłam ich.
Gdy to usłyszałem, zerwałem się z łóżka i ruszyłem w stronę drzwi. Kobieta szybko zareagowała i powiedziała:
- Nigdzie nie idziesz...
- A właśnie, że idę! Nie chcę ich widzieć na oczy. Wolę umrzeć niż ich zobaczyć. Albo ich odwołasz, albo wychodzę.
Otworzyłem drzwi i zobaczyłem Nemi. Spojrzałem na nią i uśmiechnąłem się lekko, udając, że nic się nie stało. Lekarka zapytała:
- Co tutaj robisz? Mówiłam byś poczekała w kuchni...
- Jakaś para się zjawiła.
Odwróciłem się w stronę kobiety i spojrzałem na nią gniewnie. Powiedziałem:
- Jeśli to oni, masz im powiedzieć, że wyjechałem albo, że umarłem na zapalenie płuc i już mnie pochowano.
Spojrzałem na dziewczynę i po chwili zobaczyłem moich rodziców. Zrobiłem krok w tył i zamarłem. Moja matka uśmiechnęła się przez łzy, a ojciec uśmiechnął się. Eveline powiedziała cicho, łamliwym głosem:
- Will...
- Nie. Nie nabierzecie mnie na wasze gadki i sztuczki z emocjami. Nienawidzę was, a raczej tego, że daliście mi nadzieję, a później pozwoliliście ją od tak odebrać, pozwalając zabrać mnie do domu tej lafiryndy. Nie będę wam opowiadał co się działo, bo to cholera nic nie zmieni. Nie chcę was widzieć.
Przeszedłem koło moich opiekunów z dzieciństwa, powstrzymując się przed przytuleniem ich, co oznaczałoby porażkę. Eveline złapała mnie za dłonie i desperacko zacisnęła na nich dłonie, przyciągając mnie do siebie. Wyrwałem dłonie, powstrzymując emocje. Złapałem Nemi za dłoń i pociągnąłem w stronę wyjścia. Przez emocje praktycznie nie czułem objawów choroby...

< Nemik? >

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tłumacz