No, nie zabawiłem w tej gospodzie zbyt długo. Mimo zmęczenia nie mogłem usnąć.
Ponownie udałem się na miasto w poszukiwaniu jakiejś rozrywki. Udało mi się coś znaleźć. Takie "coś" nazywane Piwniczną Areną Pojedynków. Mogła być zabawa.
Poszedłem wymeldować się z gospody. Trochę szkoda, bo zapłaciłem z góry za trzy dni, a zwrocie raczej nie było mowy. Jakie było moje zdziwienie, gdy w drzwiach prawie wpadłem na dziewczynę spotkaną wcześniej. Po kilku słowach dowiedziałem się, że szuka noclegu. Sam wiedziałem, że wszędzie jest pełno. No, ale...
- Ej, przepisz mój pokój na tą panienkę, panie Miły. - zawołałem do właściciela budynku. Ten przytaknął i zaczął pisać coś w wielkiej księdze leżącej na ladzie.
Dziewczyna spojrzała na mnie pytająco.
- No co? Zamiast płacić za nic, niech ktoś to wykorzysta, ja jednak się tu nie będe zatrzymywał. - wyszczerzyłem zęby, pomachałem jej i zanim zdążyła cokolwiek powiedzieć, skierowałem się do miejsca nielegalnych walk.
Jakieś pół godziny później siedziałem w tak zwanym pokoju dla zawodników. W krótkim czasie pokonałem już dwójkę, udało mi się też zarobić sporą sumkę, nawet niebyt się męcząc.
Rozległ się dzwon. Czas na kolejną bitwę...
< Morgana? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz