Remy przyniósł mi moją torbę. Pośpiesznie mnie zbadał, i zorientował się
co jest z moją ręką. Bez słowa pomógł mi iść do łazienki. Jakoś się
opłukałem i przebrałem w zapasowe ubrania.
Teraz musiałem jedynie zająć się ręką.
Najpierw sprawdziłem, do jakiego punktu jest źle. Na taką długość
musiałem przedłużyć protezę. Na szczęście miałem gotowe fragmenty na
wszelki wypadek, wystarczyło je połączyć, co poszło szybko.
Właśnie przygotowywałem nóż, gdy rozległo się wołanie Morgany.
- Taak, niestety. - odpowiedziałem cicho, wsuwając zapaloną zapałkę do specjalnej części do rozgrzewania ostrza.
Po kilku chwilach zacząłem odcinać martwą tkankę, by zapobiec postępowi zniszczenia.
Moja nowa proteza sięgała teraz aż do połowy przedramienia.
Pozostawało złamać i tak kruchą teraz kość.
Przy tym zabiegu przegryzłem sobie wargę.
"Odpady" zawinąłem w starą koszulę. Założyłem mocowanie i ostatecznie
kończynę. Reszte rzeczy zapakowałem do torby. Całość nadawała się do
wyrzucenia.
Wstałem, jako tako pozbyłem się śladów krwi i chwiejnym krokiem wróciłem do pokoju, w którym czekała Ana.
< Ana? >
archiwum
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicholas Salentis. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Nicholas Salentis. Pokaż wszystkie posty
sobota, 26 marca 2016
Od Nicholas'a CD Morgana
- ...Niech nikt tego nie dotyka. - warknąłem. Nie chciałem, by
ktokolwiek majstrował coś przy mojej ręce. - Sam wszystko naprawię. -
spróbowałem usiąść, co spotkało się z gwałtownym protestem Morgany.
- Leż! - próbowała zmusić mnie do położenia się.
- Mam dość... - mój głos zmienił się w ochrypły, bolesny syk. Spojrzałem w dół, w stronę mocowania, które coraz bardziej bolało. Wciąż ciekła krew, brudząc posłanie i moje ubrania. Na ten widok poczułem, że robi mi się słabo...
- Mam dość... Krwi... - wyszeptałem, po raz kolejny zapadając w ciemność.
< Ana? Jak padnie? >
- Leż! - próbowała zmusić mnie do położenia się.
- Mam dość... - mój głos zmienił się w ochrypły, bolesny syk. Spojrzałem w dół, w stronę mocowania, które coraz bardziej bolało. Wciąż ciekła krew, brudząc posłanie i moje ubrania. Na ten widok poczułem, że robi mi się słabo...
- Mam dość... Krwi... - wyszeptałem, po raz kolejny zapadając w ciemność.
< Ana? Jak padnie? >
Od Nicholas'a CD Morgana
- A czy bezpański kundel ma prawo do jakichś planów? - odpowiedziałem
pytaniem, tępo gapiąc się w sufit. Jeszcze zanim skończyłem mówić
poczułem uderzenie w pierś. Morgana spoglądała na mnie wściekle. Jej
matka zmarszczyła brwi.
Odwróciłem się w kierunku stolika.
- Mogę dostać moją rękę?
Po kilku chwilach podała mi ją matka dziewczyny. Próbowałem ją założyć, jednak znalazło się kilka problemów.
Byłem strasznie zmęczony. Już dawno przyzwyczaiłem się do częściowej utraty wzroku, ale teraz ledwo co widziałem. Trochę mi się kręciło w głowie, do tego trzęsły mi się ręce.
Wreszcie udało mi się trafić. Jednak w momencie, gdy miałem docisnąć mechanizm poczułem ból, a spomiędzy mocowania a mojego ramienia pociekła krew.
...Aha. Znowu. Po raz kolejny będę musiał wszystko naprawić... I chyba powiększyć protezę. Wyglądało na to, że kolejny kawalek mojej ręki obumarł.
< Ana? >
Odwróciłem się w kierunku stolika.
- Mogę dostać moją rękę?
Po kilku chwilach podała mi ją matka dziewczyny. Próbowałem ją założyć, jednak znalazło się kilka problemów.
Byłem strasznie zmęczony. Już dawno przyzwyczaiłem się do częściowej utraty wzroku, ale teraz ledwo co widziałem. Trochę mi się kręciło w głowie, do tego trzęsły mi się ręce.
Wreszcie udało mi się trafić. Jednak w momencie, gdy miałem docisnąć mechanizm poczułem ból, a spomiędzy mocowania a mojego ramienia pociekła krew.
...Aha. Znowu. Po raz kolejny będę musiał wszystko naprawić... I chyba powiększyć protezę. Wyglądało na to, że kolejny kawalek mojej ręki obumarł.
< Ana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Ponownie odwróciłem wzrok. Nie wiedziałem co mam jej odpowiedzieć...
- Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo próbujecie przekonać mnie do życia. - szepnąłem. Przez chwilę trwała cisza.
- Bo jesteś chudy jak kościotrup. - oznajmiła po chwili dziewczyna. Spojrzałem na nią krótko.
- Nie. - pokręciłem lekko głową. Wiedziałem że miała rację, ale nie chciałem tego przyznawać.
- A właśnie że tak! Widać i czuć wszystkie twoje kości. - demonstracyjnie położyła dłoń na mojej piersi.
W tej samej chwili drzwi się otworzyły i do pokoju wparował Remy i ojciec dziewczyny.
- No, czas oddać ci rękę... - widząc sytuację, doktorek zamilkł. A ojciec Any...
< Morgana? >
- Nie rozumiem, dlaczego tak bardzo próbujecie przekonać mnie do życia. - szepnąłem. Przez chwilę trwała cisza.
- Bo jesteś chudy jak kościotrup. - oznajmiła po chwili dziewczyna. Spojrzałem na nią krótko.
- Nie. - pokręciłem lekko głową. Wiedziałem że miała rację, ale nie chciałem tego przyznawać.
- A właśnie że tak! Widać i czuć wszystkie twoje kości. - demonstracyjnie położyła dłoń na mojej piersi.
W tej samej chwili drzwi się otworzyły i do pokoju wparował Remy i ojciec dziewczyny.
- No, czas oddać ci rękę... - widząc sytuację, doktorek zamilkł. A ojciec Any...
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Od razu zorientowałem się kto to. To właśnie ten mężczyzna zepchnął mnie z dachu. Czyli jej ojciec, tak?
Nie postarał się. Jeszcze żyję.
- Wiesz, Nicholas, czasem naprawde mam ochotę zostawić cię na śmierć. - Remy wydawał się być zajęty. Widziałem kątem oka, że nie oddał mi ręki. I jak zwykle mówił ci myślał.
Ojciec Any zaczął coś mówić. Nie słuchałem go. Może się dzięki temu wkurzy i mnie dobije? Warto spróbować.
Na moment straciłem kontakt z rzeczywistością. Odzyskałem go, gdy Remy wbił mi igłę w kark. Syknąłem.
- No, młody, słuchaj, jak cię ktoś chrzani! - poklepał mnie własną ręką po ramieniu.
- Zamknij się i weź mnie dobij. - warknąłem.
< Ana? >
Nie postarał się. Jeszcze żyję.
- Wiesz, Nicholas, czasem naprawde mam ochotę zostawić cię na śmierć. - Remy wydawał się być zajęty. Widziałem kątem oka, że nie oddał mi ręki. I jak zwykle mówił ci myślał.
Ojciec Any zaczął coś mówić. Nie słuchałem go. Może się dzięki temu wkurzy i mnie dobije? Warto spróbować.
Na moment straciłem kontakt z rzeczywistością. Odzyskałem go, gdy Remy wbił mi igłę w kark. Syknąłem.
- No, młody, słuchaj, jak cię ktoś chrzani! - poklepał mnie własną ręką po ramieniu.
- Zamknij się i weź mnie dobij. - warknąłem.
< Ana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Nie do końca to pojmowałem.
Przecież mnie zastrzelił. Zabił. A mimo to się obudziłem. Chyba że...
Ah, już wiem. Czuję to. A dokładniej nie czuję. Co za sukinsyn.
Po raz kolejny użył na mnie tego środka. Nie dość, że był to środek nasenny, to jeszcze przez kilka kolejnych godzin działał paraliżująco.
Mogłem ruszyć jedynie głową, a widziałem i słyszałem jak przez mgłę.
...
Szczęście? Nie. Czy przeżycie można nazwać szczęściem, gdy chodzi o kogoś, kto chce umrzeć? Nie.
W pomieszczeniu, którego nie znałem, były oprócz mnie dwie kobiety. Jedną z nich była... Ana. Jej obecności sprawiła, że poczułem ból.
Druga kobieta głaskała mnie po włosach. Przez to prawie czułem, że nie powstrzymam łez.
Powoli odwróciłem głowę.
Ale niestety, łzy wstrzymywane przez rok znalazły ujście.
< Ana? >
Przecież mnie zastrzelił. Zabił. A mimo to się obudziłem. Chyba że...
Ah, już wiem. Czuję to. A dokładniej nie czuję. Co za sukinsyn.
Po raz kolejny użył na mnie tego środka. Nie dość, że był to środek nasenny, to jeszcze przez kilka kolejnych godzin działał paraliżująco.
Mogłem ruszyć jedynie głową, a widziałem i słyszałem jak przez mgłę.
...
Szczęście? Nie. Czy przeżycie można nazwać szczęściem, gdy chodzi o kogoś, kto chce umrzeć? Nie.
W pomieszczeniu, którego nie znałem, były oprócz mnie dwie kobiety. Jedną z nich była... Ana. Jej obecności sprawiła, że poczułem ból.
Druga kobieta głaskała mnie po włosach. Przez to prawie czułem, że nie powstrzymam łez.
Powoli odwróciłem głowę.
Ale niestety, łzy wstrzymywane przez rok znalazły ujście.
< Ana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Byłem wściekły. Na siebie, na cały świat. Ale nie na nią. Nie potrafiłem.
Wlazłem na jakiś dach. Było ciemno, ale tak było najlepiej.
Po raz kolejny zacząłem zastanawiać się po co żyje, dlaczego Remy mnie nie zabił.
Usiadłem na krawędzi. W dół były dwa, trzy piętra.
Poczułem jeszcze gorszą wściekłość, tym razem jedynie w swoim kierunku. Byłem potworem. Kundlem, którego nikt nie chciał. Istotą niezasługującą na życie.
W przypływie gniewu złapałem za swoją mechaniczną dłoń.
Nie miałem za dużo siły. Nie było co się oszukiwać, ten rok krytycznie odbił się na moim ciele. Schudłem, sam byłem w stanie policzyć wszystkie swoje kości. Dzięki dużej ilości wcześniejszych ćwiczeń nie było tego aż tak widać, ale i tak było ze mną źle.
Zagryzłem wargę. Czułem ból, podczas gdy powoli wyrywałem protezę z umocnienia na nadgarstku.
Poruszałem dłonią jedynie dzięki igłom, wychodzącym z ręki, przechodzącym przez umocnienie i wbijającym się w ciało. Przy wyciąganiu zazwyczaj musiałem lekko przekręcić całą część, teraz...
Prostu wyrwałem ją siłą i położyłem obok siebie. Wiedziałem, że zaczęła sączyć się krew...
- Nicholas! - usłyszałem głos Remy'ego. Spojrzałem w dół. Doktor stał na ziemi kilka metrów dalej. Skrzywiłem się i cisnąłem w niego ręką. Złapał ją. Nawet z daleka widziałem, że był zszokowany. Wstałem.
W tym samym momencie poczułem mocne uderzenie.
Zleciałem z dachu. Kątem oka zauważyłem za sobą sporą postać.
Upadłem na plecy. Zabrakło mi tchu, ale po kilku chwilach udało mi się usiąść.
Wtedy zauważyłem, że Remy mierzy do mnie z pistoletu.
"Teraz mnie zabije", pomyślałem i zamknąłem oczy.
Raz.
Raz, dwa, trzy. Razem cztery strzały. I koniec.
Nareszcie.
< Ana? Pistolet na strzałki nasenne, ale on o tym nie wie xD >
Wlazłem na jakiś dach. Było ciemno, ale tak było najlepiej.
Po raz kolejny zacząłem zastanawiać się po co żyje, dlaczego Remy mnie nie zabił.
Usiadłem na krawędzi. W dół były dwa, trzy piętra.
Poczułem jeszcze gorszą wściekłość, tym razem jedynie w swoim kierunku. Byłem potworem. Kundlem, którego nikt nie chciał. Istotą niezasługującą na życie.
W przypływie gniewu złapałem za swoją mechaniczną dłoń.
Nie miałem za dużo siły. Nie było co się oszukiwać, ten rok krytycznie odbił się na moim ciele. Schudłem, sam byłem w stanie policzyć wszystkie swoje kości. Dzięki dużej ilości wcześniejszych ćwiczeń nie było tego aż tak widać, ale i tak było ze mną źle.
Zagryzłem wargę. Czułem ból, podczas gdy powoli wyrywałem protezę z umocnienia na nadgarstku.
Poruszałem dłonią jedynie dzięki igłom, wychodzącym z ręki, przechodzącym przez umocnienie i wbijającym się w ciało. Przy wyciąganiu zazwyczaj musiałem lekko przekręcić całą część, teraz...
Prostu wyrwałem ją siłą i położyłem obok siebie. Wiedziałem, że zaczęła sączyć się krew...
- Nicholas! - usłyszałem głos Remy'ego. Spojrzałem w dół. Doktor stał na ziemi kilka metrów dalej. Skrzywiłem się i cisnąłem w niego ręką. Złapał ją. Nawet z daleka widziałem, że był zszokowany. Wstałem.
W tym samym momencie poczułem mocne uderzenie.
Zleciałem z dachu. Kątem oka zauważyłem za sobą sporą postać.
Upadłem na plecy. Zabrakło mi tchu, ale po kilku chwilach udało mi się usiąść.
Wtedy zauważyłem, że Remy mierzy do mnie z pistoletu.
"Teraz mnie zabije", pomyślałem i zamknąłem oczy.
Raz.
Raz, dwa, trzy. Razem cztery strzały. I koniec.
Nareszcie.
< Ana? Pistolet na strzałki nasenne, ale on o tym nie wie xD >
Od Nicholas'a CD Morgana
...Nie...
To jedno pytanie zniszczyło te resztki spokoju, które udało mi się zebrać.
Gwałtownie się poderwałem, przez co dziewczyna wylądowała obok mnie.
Złapałem ją za ramiona, hamując wściekłość.
- Nie rozumiesz tego?! NIE ROZUMIESZ?! - prawie krzyknąłem. - Ty... TO TY! Nie rozumiesz?! To ciebie kocham!! - trzęsły mi się ręce. Puściłem ją i pośpiesznie opuściłem pokój, a następnie budynek, idąc po prostu gdzieś. Zauważyłem jedynie, że po drodze prawie potrąciłem Remy'ego, który właśnie wchodził do hotelu...
< Morgana? >
To jedno pytanie zniszczyło te resztki spokoju, które udało mi się zebrać.
Gwałtownie się poderwałem, przez co dziewczyna wylądowała obok mnie.
Złapałem ją za ramiona, hamując wściekłość.
- Nie rozumiesz tego?! NIE ROZUMIESZ?! - prawie krzyknąłem. - Ty... TO TY! Nie rozumiesz?! To ciebie kocham!! - trzęsły mi się ręce. Puściłem ją i pośpiesznie opuściłem pokój, a następnie budynek, idąc po prostu gdzieś. Zauważyłem jedynie, że po drodze prawie potrąciłem Remy'ego, który właśnie wchodził do hotelu...
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Co... Ja chciałem wyjaśnić?
Nie wiem.
Sam nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Albo i wiedziałem, ale nie do końca rozumiałem. Po prostu jej widok sprawiał, że czułem ciepło w sercu, ale to ciepło zmieniało się w parzące, bolesne gorąco.
Niepewnie położyłem dłoń na jej plecach.
- Ana... - powtórzyłem ochryple. - ...Chodźmy stąd. Proszę. - widziałem, że niedaleko był hotel. Zaprowadziłem ją tam, wynająłem pokój i poszliśmy na górę...
Gdy tylko usiedliśmy, zaczęła "przesłuchanie".
- Teraz mi wytłumacz! - wpatrywała się we mnie łzawymi oczami.
Przez ból w piersi ledwo mogłem oddychać.
Schyliłem głowę, by moje włosy zakryły moją twarz.
Bezwiednie wsunąłem palec za obrożę.
Tak, nosiłem teraz obrożę. Jako okrutną drwinę z samego siebie.
Nie wiem, czy mnie słyszała, ale zacząłem bardzo cicho.
- Wiesz... Wiesz jakie to uczucie, gdy zakochujesz się po raz pierwszy i zapewne jedyny w życiu, a i tak wiesz, że nigdy tej osoby nie dostaniesz? Wiesz jak to boli, gdy słuchasz zwierzeń tej osoby co do innych? I czy wiesz, jak bardzo niszczy to poczucie własnej wartości, i umysł...?
< Ana? >
Nie wiem.
Sam nie wiedziałem, co się ze mną dzieje. Albo i wiedziałem, ale nie do końca rozumiałem. Po prostu jej widok sprawiał, że czułem ciepło w sercu, ale to ciepło zmieniało się w parzące, bolesne gorąco.
Niepewnie położyłem dłoń na jej plecach.
- Ana... - powtórzyłem ochryple. - ...Chodźmy stąd. Proszę. - widziałem, że niedaleko był hotel. Zaprowadziłem ją tam, wynająłem pokój i poszliśmy na górę...
Gdy tylko usiedliśmy, zaczęła "przesłuchanie".
- Teraz mi wytłumacz! - wpatrywała się we mnie łzawymi oczami.
Przez ból w piersi ledwo mogłem oddychać.
Schyliłem głowę, by moje włosy zakryły moją twarz.
Bezwiednie wsunąłem palec za obrożę.
Tak, nosiłem teraz obrożę. Jako okrutną drwinę z samego siebie.
Nie wiem, czy mnie słyszała, ale zacząłem bardzo cicho.
- Wiesz... Wiesz jakie to uczucie, gdy zakochujesz się po raz pierwszy i zapewne jedyny w życiu, a i tak wiesz, że nigdy tej osoby nie dostaniesz? Wiesz jak to boli, gdy słuchasz zwierzeń tej osoby co do innych? I czy wiesz, jak bardzo niszczy to poczucie własnej wartości, i umysł...?
< Ana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Zamarłem.
Nie. Tak nie może być.
Nie spodziewałem się że ją spotkam. To mogło zniszczyć to, co uparcie zachowywałem przez cały rok.
Udało mi się pozbyć uczuć. Porzuciłem mieszkanie, zabierając tylko potrzebne rzeczy. Wędrowałem po miastach, szukając okazji do zarobku przez walkę. Dostałem przez to nowe "imię"...
Ludzie zaczęli nazywać mnie kundlem. Szwendałem się niczym bezpański pies, rozszarpując przeciwników.
Całkowicie pozbyłem się uczuć. No, prawie. Pozostała zżerająca mnie tęsknota, smutek i pogarda samym sobą.
Po kilku sekundach wyrwałem się z jej uścisku, spoglądając na nią bez wyrazu.
Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w kierunku budynku, przed którym miała odbyć się walka. Zameldowałem swoją obecność organizatorowi i poszedłem do wskazanego mi pokoju.
Wieczorem wszedłem na wybudowany z beczek i lin ring. Nie raz walczyłem na bruku, ale po raz pierwszy legalnie...
Walka sama w sobie była dziwna. Dookoła pełno zwykłych ludzi, nawet dzieci, a ja czekałem aż wprowadzą mojego przeciwnika. Okazał się nim...
Kurdupelowaty dzieciak?
Nie, nie oceniaj książki po okładce.
Zmienił się w wilczopodobne coś. Długi, szeroki pysk, dzikie oczy, i potężne pazury.
Zostawił krwawe pręgi na mojej piersi.
Ja rozerwałem mu pysk. Ostry dźwięk łamanej kości oznajmił, że jego górna szczęka oddzieliła się od dolnej i została w mojej dłoni.
Odebrałem zapłatę i pod osłoną nocy ruszyłem dalej, ale...
Znowu ona. Stanęła przede mną, odcinając mi drogę.
- Nie wiesz, że nie podchodzi się do bezpańskich kundli? - zapytałem drwiąco.
...
Poczułem uderzenie w policzek.
I zobaczyłem jej łzy.
Szeroko otwarłem oczy.
Nie... Nie chcę widzieć jej łez... To... Wszystko zniszczy.... Ja...
Żałuję.
< Ana? >
Nie. Tak nie może być.
Nie spodziewałem się że ją spotkam. To mogło zniszczyć to, co uparcie zachowywałem przez cały rok.
Udało mi się pozbyć uczuć. Porzuciłem mieszkanie, zabierając tylko potrzebne rzeczy. Wędrowałem po miastach, szukając okazji do zarobku przez walkę. Dostałem przez to nowe "imię"...
Ludzie zaczęli nazywać mnie kundlem. Szwendałem się niczym bezpański pies, rozszarpując przeciwników.
Całkowicie pozbyłem się uczuć. No, prawie. Pozostała zżerająca mnie tęsknota, smutek i pogarda samym sobą.
Po kilku sekundach wyrwałem się z jej uścisku, spoglądając na nią bez wyrazu.
Odwróciłem się na pięcie i ruszyłem w kierunku budynku, przed którym miała odbyć się walka. Zameldowałem swoją obecność organizatorowi i poszedłem do wskazanego mi pokoju.
Wieczorem wszedłem na wybudowany z beczek i lin ring. Nie raz walczyłem na bruku, ale po raz pierwszy legalnie...
Walka sama w sobie była dziwna. Dookoła pełno zwykłych ludzi, nawet dzieci, a ja czekałem aż wprowadzą mojego przeciwnika. Okazał się nim...
Kurdupelowaty dzieciak?
Nie, nie oceniaj książki po okładce.
Zmienił się w wilczopodobne coś. Długi, szeroki pysk, dzikie oczy, i potężne pazury.
Zostawił krwawe pręgi na mojej piersi.
Ja rozerwałem mu pysk. Ostry dźwięk łamanej kości oznajmił, że jego górna szczęka oddzieliła się od dolnej i została w mojej dłoni.
Odebrałem zapłatę i pod osłoną nocy ruszyłem dalej, ale...
Znowu ona. Stanęła przede mną, odcinając mi drogę.
- Nie wiesz, że nie podchodzi się do bezpańskich kundli? - zapytałem drwiąco.
...
Poczułem uderzenie w policzek.
I zobaczyłem jej łzy.
Szeroko otwarłem oczy.
Nie... Nie chcę widzieć jej łez... To... Wszystko zniszczy.... Ja...
Żałuję.
< Ana? >
czwartek, 24 marca 2016
Od Nicholas'a CD Morgana
Poczułem ból.
Ukłucie w sercu.
Chciałem coś powiedzieć, jednak zrezygnowałem i obmyśliłem inne słowa.
- Skoro... Tak... - powoli się od niej odsunąłem. Przybrałem kamienny wyraz twarzy, mimo że czułem, jakby coś we mnie zaczęło się rozpadać...
Wróciliśmy do mojego do-...
Nie.
To nie był "dom". To było jedynie mieszkanie. Miejsce, w którym spałem, nie w którym żyłem.
Poprosiłem doktora by odwiózł dziewczynę gdzie chciała.
Gdy wrócił jakiś czas później...
Od progu powitałem go mocnym ciosem w żołądek, od którego aż się zgiął.
- Nie wybaczę ci tego. - powiedziałem chłodno, po czym wypchnąłem go za drzwi.
Od teraz musiałem pozbyć się uczuć.
Całkowicie.
Minął... Rok.
< Morgana? >
Ukłucie w sercu.
Chciałem coś powiedzieć, jednak zrezygnowałem i obmyśliłem inne słowa.
- Skoro... Tak... - powoli się od niej odsunąłem. Przybrałem kamienny wyraz twarzy, mimo że czułem, jakby coś we mnie zaczęło się rozpadać...
Wróciliśmy do mojego do-...
Nie.
To nie był "dom". To było jedynie mieszkanie. Miejsce, w którym spałem, nie w którym żyłem.
Poprosiłem doktora by odwiózł dziewczynę gdzie chciała.
Gdy wrócił jakiś czas później...
Od progu powitałem go mocnym ciosem w żołądek, od którego aż się zgiął.
- Nie wybaczę ci tego. - powiedziałem chłodno, po czym wypchnąłem go za drzwi.
Od teraz musiałem pozbyć się uczuć.
Całkowicie.
Minął... Rok.
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Przez kilka chwil siedziałem w bezruchu, w ciszy. Po prostu pozwalałem
jej gładzić moje włosy i plecy, podczas gdy moja głowa była oparta o jej
ramię.
Po jakimś czasie powoli uniosłem rękę i delikatnie położyłem ją na jej plecach, tak jakby delikatnie odwzajemniając uścisk.
- Wiesz... Są rzeczy, za które niestety nie można się nie gniewać...
< Ana? >
Po jakimś czasie powoli uniosłem rękę i delikatnie położyłem ją na jej plecach, tak jakby delikatnie odwzajemniając uścisk.
- Wiesz... Są rzeczy, za które niestety nie można się nie gniewać...
< Ana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Ukryłem się w jednym z wielu opuszczonych budynków. Byłem wściekły, ale i
jakby zrozpaczony, sam nie wiedziałem z jakiego powodu. Jak jeszcze
nigdy miałem ochotę najpierw zabić Remy'ego, a następnie siebie samego.
Nie mogłem jednak tego zrobić. Nie byłem taki, niestety.
Czasem po prostu chciałem stać się istotą bez serca, uczuć, zahamowań. Jakże łatwo i bezproblemowo mógłbym wtedy załatwić wszystkie niewygodności..
Po dość długim czasie usłyszałem ciche wołanie...
< Ana? >
Nie mogłem jednak tego zrobić. Nie byłem taki, niestety.
Czasem po prostu chciałem stać się istotą bez serca, uczuć, zahamowań. Jakże łatwo i bezproblemowo mógłbym wtedy załatwić wszystkie niewygodności..
Po dość długim czasie usłyszałem ciche wołanie...
< Ana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Obudziłem się. Przez kilka chwil starałem się przypomnieć sobie, co i dlaczego się stało...
Szybko sobie wszystko poukładałem.
Powoli wstałem i ubrałem się. Nie czułem bólu, na szczęście.
W tej samej chwili drzwi się otworzyły...
- Śpicie jeszcze, młodziaki? - zawołał.
Krew się we mnie zagotowała. Szybkim krokiem ruszyłem w jego stronę...
- Ty... - wycharczałem. Widział, że jestem wściekły. Momentalnie wyciągnął zza paska broń...
- Tylko spokojnie, Nicholas...
- Mam być spokojny po tym co zrobiłeś?! - zrobiłem jeszcze krok w jego stone. Broń wymierzona we mnie wydała z siebie kliknięcie... Wystarczyło pociągnąć za spust.
- Wróć do pokoju, Nicholas. - próbował chłodno mnie przekonać.
- Bo co? Strzelisz do mnie? Już nie raz to zrobiłeś. Może tym razem przynajmniej zdechnę!
- Uspokój się, Ni... - nie dokończył. W tym momencie do przedpokoju weszła dziewczyna...
Nie chciałem już ciągnąć tej egzystencji. Złapałem płaszcz, wyminąłem lekarza i wybiegłem.
< Morgana? >
Szybko sobie wszystko poukładałem.
Powoli wstałem i ubrałem się. Nie czułem bólu, na szczęście.
W tej samej chwili drzwi się otworzyły...
- Śpicie jeszcze, młodziaki? - zawołał.
Krew się we mnie zagotowała. Szybkim krokiem ruszyłem w jego stronę...
- Ty... - wycharczałem. Widział, że jestem wściekły. Momentalnie wyciągnął zza paska broń...
- Tylko spokojnie, Nicholas...
- Mam być spokojny po tym co zrobiłeś?! - zrobiłem jeszcze krok w jego stone. Broń wymierzona we mnie wydała z siebie kliknięcie... Wystarczyło pociągnąć za spust.
- Wróć do pokoju, Nicholas. - próbował chłodno mnie przekonać.
- Bo co? Strzelisz do mnie? Już nie raz to zrobiłeś. Może tym razem przynajmniej zdechnę!
- Uspokój się, Ni... - nie dokończył. W tym momencie do przedpokoju weszła dziewczyna...
Nie chciałem już ciągnąć tej egzystencji. Złapałem płaszcz, wyminąłem lekarza i wybiegłem.
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
ie potrafiłem się pohamować. Moje ciało robiło co chciało. Za wszelką
cenę starałem się powstrzymać, ale mózg zasnuła mi mgiełka. Od razu
zrozumiałem, dlaczego się to dzieje.
Remy. Sukinsyn... Musiał wstrzykąć mi jeszcze coś oprócz leków nasennych. Pewnie narkotyki. Czego innego spodziewać się po ćpunie?
Było jednak już za późno na jakiekolwiek choćby myślenie. Poczułem ją na sobie, i jęknąłem. Tak jakby wszystkie tamy puściły.
Wszystko co postrzegałem zmieniło się w mieszanine gorąca, przyjemności i ruchu. Zrozumiałem, czym zachwycali się tak sponsorzy, podsyłając mi kobiety. Byłem jednak zadowolony, że nie skorzystałem z ani jednej ich oferty...
W pewnym momencie moje serce jakby na moment się zatrzymało, by zaraz potem zacząć szalenie tłuc. Prawie zabrakło mi oddechu, stłumiłem jęk wpijając się w osta dziewczyny...
< Morgana? Jam polsat XD >
Remy. Sukinsyn... Musiał wstrzykąć mi jeszcze coś oprócz leków nasennych. Pewnie narkotyki. Czego innego spodziewać się po ćpunie?
Było jednak już za późno na jakiekolwiek choćby myślenie. Poczułem ją na sobie, i jęknąłem. Tak jakby wszystkie tamy puściły.
Wszystko co postrzegałem zmieniło się w mieszanine gorąca, przyjemności i ruchu. Zrozumiałem, czym zachwycali się tak sponsorzy, podsyłając mi kobiety. Byłem jednak zadowolony, że nie skorzystałem z ani jednej ich oferty...
W pewnym momencie moje serce jakby na moment się zatrzymało, by zaraz potem zacząć szalenie tłuc. Prawie zabrakło mi oddechu, stłumiłem jęk wpijając się w osta dziewczyny...
< Morgana? Jam polsat XD >
wtorek, 1 marca 2016
Od Nicholas'a CD Morgana
Po kilku chwilach zdołałem uśmiechnąć sie wymuszenie, z wysiłkiem.
- Cieszę się. Życzę wam szczęścia...
- Życzenia zostaw na później. Wypić mi to, natychmiast. - Remy wcisnął mi do ust słomkę prowadzacą do kubka z czymś paskudnym. Posłusznie wypiłem, hamując odruch wymiotny. Zaraz później coś mi wstrzyknął, zanim zdążyłem zareagować.
- Spać. - nakazał.
- Dopiero się obudziłem. - zaprotestowałem.
- Co mnie to obchodzi? Lulu dzieciak.
Nie mogłem niestety oprzeć się środkowi nasennemu, a do tego dziwne, nieznane uczucie w piersi prawie mnie dławiło. Usłyszałem jeszcze tylko cichy, przeznaczony tylko dla moich uszu pomruk, podczas gdy sprawdzał mój puls i oddech.
- Uważaj, młody... Bo twoje serce tego nie wytrzyma...
< Morgana? >
- Cieszę się. Życzę wam szczęścia...
- Życzenia zostaw na później. Wypić mi to, natychmiast. - Remy wcisnął mi do ust słomkę prowadzacą do kubka z czymś paskudnym. Posłusznie wypiłem, hamując odruch wymiotny. Zaraz później coś mi wstrzyknął, zanim zdążyłem zareagować.
- Spać. - nakazał.
- Dopiero się obudziłem. - zaprotestowałem.
- Co mnie to obchodzi? Lulu dzieciak.
Nie mogłem niestety oprzeć się środkowi nasennemu, a do tego dziwne, nieznane uczucie w piersi prawie mnie dławiło. Usłyszałem jeszcze tylko cichy, przeznaczony tylko dla moich uszu pomruk, podczas gdy sprawdzał mój puls i oddech.
- Uważaj, młody... Bo twoje serce tego nie wytrzyma...
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Przyglądałem się jej podczas gdy spała. Wyglądała uroczo...
Jakoś tak... Chciałem, żeby było tak zawsze. Po prostu zawsze.
Nie zasnąłem. Nie byłem w stanie. Leki przeciwbólowe przestały działać i próby leżenia w bezruchu jeszcze bardziej mnie męczyły i rozbudzały.
Remy przyszedł rano, tak jak mówił. Zanim zdążył otworzyć ten swój dziób kazałem mu się zamknąć. Spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ale, o dziwo, pozostał cicho.
Wstrzyknął mi dużą dawkę środków przeciwbólowych, a dokładniej mówiąc tak mocnych, że prawie odurzających. Jak zwykle rozgościł się w kuchni, a mi udało się wreszcie zasnąć, chociażby na chwilę...
< Morgana? >
Jakoś tak... Chciałem, żeby było tak zawsze. Po prostu zawsze.
Nie zasnąłem. Nie byłem w stanie. Leki przeciwbólowe przestały działać i próby leżenia w bezruchu jeszcze bardziej mnie męczyły i rozbudzały.
Remy przyszedł rano, tak jak mówił. Zanim zdążył otworzyć ten swój dziób kazałem mu się zamknąć. Spojrzał na mnie z dziwnym wyrazem twarzy, ale, o dziwo, pozostał cicho.
Wstrzyknął mi dużą dawkę środków przeciwbólowych, a dokładniej mówiąc tak mocnych, że prawie odurzających. Jak zwykle rozgościł się w kuchni, a mi udało się wreszcie zasnąć, chociażby na chwilę...
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
- Szczerze mówiąc... Wolałbym zdechnąć niż czuć się tak jak teraz
chociażby jeden raz. - westchnąłem, zamykając oczy. Powoli podniosłem
rękę i złapałem ją za dłoń. Przycisnąłem ją do swojego czoła.
- Masz zimne palce. - zamruczałem. Było mi tak dobrze... Póki zimna ścierka nie wylądowała na mojej twarzy.
- Masz gorączke. - stwierdził Remy.
- Zabiję cię. - poinformowałem go, zabierając kawałek materiału z mojej twarzy.
< Morgana? >
- Masz zimne palce. - zamruczałem. Było mi tak dobrze... Póki zimna ścierka nie wylądowała na mojej twarzy.
- Masz gorączke. - stwierdził Remy.
- Zabiję cię. - poinformowałem go, zabierając kawałek materiału z mojej twarzy.
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Moją głowę przeszył ból.
- Nie drzyj się tak. - mruknąłem. - Nie chcę z nikim gadać.
Byłem żałosny. Tak długo nic mi się podczas walk nie działo, a tu jedna głupia myśl sprawiła, że straciłem czujność. Prawie przypłaciłem to życiem. Mimo to, nie przegrałem. Jeszcze udało mi się powalić rywala.
Drogi do domu już jednak nie pamiętałem. Zawieźli mnie do domu i wezwali lekarza. Jak na złość musiał to być Remy...
Na początku nawet powstrzymywał się od złośliwych komentarzy. Gdy trochę odżyłem zaczął mnie jednak męczyć. Szczegółowo wyjaśnił mi, że ostrze minęło moje serce o jakieś dwa centymetry i zatrzymało się o włos od płuca.
Widziałem, że dowiedział się jeszcze czegoś, nie chciał mi jednak o tym powiedzieć...
- A założę się, że z nią będziesz chciał. - podszedł do mnie. Leżałem na kanapie jedynie w spodniach, obwinięty bandażami i pod kocem. Uparcie wpatrywałem się w oparcie mebla, jednak mój oprawca na siłę odwrócił moją głowę.
Gdy zobaczyłem Morganę natychmiast usiadłem, jednak chyba zbyt szybko, skoro w ogóle miałem nie wstawać... Poczułem okropny ból, i musiałem się skulić, przyciskając dłoń do rany. Jednocześnie lekarz walnął mi w łeb i rzucił niewartym powtórzenia wyzwiskiem.
Gorzej było, że rana znów się otworzyła...
Remy zaczął przygotowywać materiały do szycia i dezynfekcji. Ja wciąż spoglądałem na dziewczynę...
< Morgana? >
- Nie drzyj się tak. - mruknąłem. - Nie chcę z nikim gadać.
Byłem żałosny. Tak długo nic mi się podczas walk nie działo, a tu jedna głupia myśl sprawiła, że straciłem czujność. Prawie przypłaciłem to życiem. Mimo to, nie przegrałem. Jeszcze udało mi się powalić rywala.
Drogi do domu już jednak nie pamiętałem. Zawieźli mnie do domu i wezwali lekarza. Jak na złość musiał to być Remy...
Na początku nawet powstrzymywał się od złośliwych komentarzy. Gdy trochę odżyłem zaczął mnie jednak męczyć. Szczegółowo wyjaśnił mi, że ostrze minęło moje serce o jakieś dwa centymetry i zatrzymało się o włos od płuca.
Widziałem, że dowiedział się jeszcze czegoś, nie chciał mi jednak o tym powiedzieć...
- A założę się, że z nią będziesz chciał. - podszedł do mnie. Leżałem na kanapie jedynie w spodniach, obwinięty bandażami i pod kocem. Uparcie wpatrywałem się w oparcie mebla, jednak mój oprawca na siłę odwrócił moją głowę.
Gdy zobaczyłem Morganę natychmiast usiadłem, jednak chyba zbyt szybko, skoro w ogóle miałem nie wstawać... Poczułem okropny ból, i musiałem się skulić, przyciskając dłoń do rany. Jednocześnie lekarz walnął mi w łeb i rzucił niewartym powtórzenia wyzwiskiem.
Gorzej było, że rana znów się otworzyła...
Remy zaczął przygotowywać materiały do szycia i dezynfekcji. Ja wciąż spoglądałem na dziewczynę...
< Morgana? >
Od Nicholas'a CD Morgana
Zatkało mnie...
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, nie patrząc na siebie.
Ale przecież jestem wredną małpą, nie?
Delikatnie popchnałem jej łokieć, przez co umazała lodem całe usta i kawałek brody. Spojrzała na mnie zaskoczona.
W tej samej chwili nachyliłem się ku niej i zrobiłem to samo, co ona.
Następnie wróciłem do swojej przekąski, jakby nigdy nic...
Po ośmiu dniach moje oko pokryło się bielmem. Do tego czasu nauczyłem się normalnie funkcjonować, a po głowie zaczęły chodzić mi pomysły na zrobienie czegoś podobnego jak z ręką....
Morgana wróciła do siebie po 9 dniach. Remy przytargał się do mnie jeszcze tego samego dnia, ale wieczorem. Stwierdził, że z okiem jest wszystko w porzadku, że rany dobrze się goją, a gdy skończył wypieprzyłem go za próg.
Jedna rzecz była dziwna. Czułem dziwną pustkę....
Dla zabicia tego uczucia poszedłem na walki.
Mądry po szkodzie, tak?
Nie, nie ja.
< Morgana? >
Przez chwilę siedzieliśmy w ciszy, nie patrząc na siebie.
Ale przecież jestem wredną małpą, nie?
Delikatnie popchnałem jej łokieć, przez co umazała lodem całe usta i kawałek brody. Spojrzała na mnie zaskoczona.
W tej samej chwili nachyliłem się ku niej i zrobiłem to samo, co ona.
Następnie wróciłem do swojej przekąski, jakby nigdy nic...
Po ośmiu dniach moje oko pokryło się bielmem. Do tego czasu nauczyłem się normalnie funkcjonować, a po głowie zaczęły chodzić mi pomysły na zrobienie czegoś podobnego jak z ręką....
Morgana wróciła do siebie po 9 dniach. Remy przytargał się do mnie jeszcze tego samego dnia, ale wieczorem. Stwierdził, że z okiem jest wszystko w porzadku, że rany dobrze się goją, a gdy skończył wypieprzyłem go za próg.
Jedna rzecz była dziwna. Czułem dziwną pustkę....
Dla zabicia tego uczucia poszedłem na walki.
Mądry po szkodzie, tak?
Nie, nie ja.
< Morgana? >
Subskrybuj:
Posty (Atom)