Już myślałam, że w końcu dorobiłeś się własnego dziecka- zaśmiałam się, wspominając swoje wcześniejsze myśli.
-Nie wybaczyłabyś mi tego- stwierdził Leo z uśmiechem.
Kiwnęłam uśmiechnięta głową. Faktem było, że nie wybaczyłabym mu posiadania dziecka przede mną. Ta mała była jego dzieckiem, jednak patrząc na wiek można powiedzieć, że tak bardziej starszym bratem. Mój ogon wreszcie przemienił się na nogi, wiec wreszcie mogłam wstać. Cieszył mnie fakt, że po zmienieniu formy od razu miałam na sobie ubrania. Taki mały bonusik.
-Chodźmy popływać- zaproponowałam i wyciągnęłam ręce do siedzących mężczyzn.
Leo złapał moją rękę i pociągnął do siebie, Gdy upadłam na niego, ten znów mnie przytulił.
-Chętnie, ale Wilczek to nie tryton- powiedział- W żaden sposób nie jest związany z wodą.
-Przecież dam radę- widać było, że Joe zdziwił się na słowa złotookiego- Dobrze o tym wiesz.
-Morgana ma na myśli nieco inne pływanie, niż to, które ja prezentuje- zaśmiał się.
Joe wstał i ruszył w kierunku wody. Z przyjacielem szybko się podnieśliśmy i pobiegliśmy za nim. Gdy ten był już w wodzie, Leo na niego skoczył, wywracając go tym samym. Zaśmiałam się i zanurzyłam. Domyślałam się, że nie będziemy mogli odpływać zbyt daleko.
<Joe?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz