niedziela, 14 lutego 2016

Od Morgany CD Joe

Zarumieniona starałam się patrzeć w każdą inną stronę, byleby nie w tą gdzie są przyjaciele złotookiego. Kątem oka zauważyłam, że Leo zdziwił się na mój widok tak samo jak ja na jego wcześniej. Gdy pierwszy szok minął, tryton podbiegł do trzymającego mnie mężczyzny i sam wziął mnie na ręce. Czułam się trochę jak zabawka dla tych dwóch.
-Nigdy bym nie pomyślał, że to ciebie przyprowadzi Wilczek- zaśmiał się, zaczynając mną kręcić.
Musiał zahaczyć o jakiś kamień, bo po chwili wylądowaliśmy na piasku. 
-Mogłabym powiedzieć to samo- powiedziałam już z mniejszym rumieńcem, uśmiechając się.
Przytuliłam się do przyjaciela, a on krótko mnie pocałował. 
-Nie wita się tak namiętnie przyjaciół, z którymi się nawet nie pożegnało- spojrzałam na chłopaka nieco gniewnie.
-Oj Rudziku- zaśmiał się ponownie i podrapał w tył głowy- Są nie wiedziałem, że tak wyjdzie. 
Nie umiałam się na niego gniewać, więc po prostu znów się do niego przytuliłam.
-Przepraszam- powiedział cicho, również mnie tuląc.
-Co to za pani?- zapytała mała dziewczynka, podchodząc do nas.
-To ciocia Ana- powiedział Leo z uśmiechem.
Spojrzałam zdziwioną najpierw na niego, a później na dziecko. 
-To moja córka- wyjaśnił chłopak.
Znów zaczęłam przyglądać się tej dwójce, starając się znaleźć podobieństwa.
-Wiedziałam, że kiedyś to się stanie...- westchnęłam- Kto jest matką tego maleństwa? 
Stwierdziłam, że to dziecko jest dość duże jak na swój wiek. Wyglądało mi na jakieś 10 lat, jednak wtedy Leo nie mógłby być jego ojcem.

<Joe?>

Brak komentarzy:

Prześlij komentarz

Tłumacz