Spojrzałem na Zevrana, myśląc, że zaraz zwariuję. Nie dokończona pieszczota wgryzała się nieprzyjemnym łaskotaniem w podbrzuszu i w niższych partiach. Poczułem, że ktoś kładzie się na łóżku zaraz koło mnie. Spojrzałem na Zevrana nieprzytomny wzrokiem. Poczułem jego szorstkie dłonie na odkrytym brzuchu, a później zauważyłem jego zbliżającą się twarz mężczyzny. Położyłem dłoń na jego ustach, odpychając go do tyłu. Objąłem Leosia, a Zevran się zdenerwował. Powiedziałem głosem dziewczyny:
- Proszę mi wybaczyć, jednak Leonardo jest mój, a ja jego... Nie chcę pana urazić, ale nie podobają mi się mężczyźni, którzy przypominają mojego ojca lub dziadka.
Rudowłosy patrzył na mnie wściekłym wzrokiem, a ja mocniej wtuliłem się w Leo. Chciałem się odegrać, choć nie było powodu. Może byłem zazdrosny o Leosia, a raczej o to, że tak się uganiał za Zevranem. Przeszkadzała mi jego obecność, zwłaszcza, gdy w pobliżu był mój chłopak. Nie chciałem niszczyć tej zabawy wyjawieniem prawdy Zevranowi. Westchnąłem cicho i pocałowałem trytona w policzek, wieszając ręce na jego szyi. Później nachyliłem się i z niesmakiem w duchu pocałowałem staruszka w policzek. On wstał zrezygnowany i powiedział:
- Nie wiem czy Joe ucieszy się na wiadomości, które ode mnie otrzyma.
Wyszedł z pomieszczenia. Zawiesiłem ręce na szyi niebieskowłosego, przewracając go na plecy. Położyłem się na nim i spojrzałem na niego proszącym wzrokiem. Uśmiechnął się i przewrócił mnie na plecy. Dokończył to co zaczął przed przyjściem nieproszonego gościa, co bardzo mnie ucieszyło. Później bardziej się rozkręciła nasza zabawa...
***
Jakiś czas później, po drzemce wstałem i spojrzałem na swoje odbicie. Wyglądałem zabawnie; moje włosy były roztrzepane na wszystkie strony, błyszczyk był rozmazany reszta makijażu również. Spojrzałem w stronę Leosia, który jeszcze odsypiał. Położyłem się koło niego i pocałowałem go namiętnie. Otworzył po woli oczy, a ja uśmiechnąłem się szeroko. Przytuliłem się do niego, wieszając ręce na szyi chłopaka. Possałem górną część małżowiny usznej Leosia i po chwili szepnąłem uwodzicielskim tonem:
- Kochanie, chciałbyś to kiedyś powtórzyć? Wiem, że ci się spodobało, ty mój podrywaczu.
Pocałowałem go w policzek z głośnym cmoknięciem i wstałem. Idąc w stronę łazienki, zacząłem ściągać sweter. Odwróciłem głowę w stronę Leonardo i rzuciłem mu sweter, mrugając okiem. Wszedłem do łazienki i zmyłem makijaż. Wziąłem kąpiel, chcąc zrelaksować mięśnie...
***
Będąc już odświeżony i ubrany w swoje ubrania, stałem w kuchni, pijąc kawę. Po chwili do pomieszczenia wszedł Leoś, a za nim Zevran. Uśmiechnąłem się do trytona, znad kubka. Po chwili podszedł do mnie Zevran, a ja powstrzymałem śmiech. Robił coś na blacie lub przynajmniej udawał. Powiedział poważnym tonem:
- Joe, mam dla ciebie informacje. Leoś zabawiał się z kimś wczoraj...
- Serio?! - W moim tonie dało się wysłyszeć moje rozbawienie, całe szczęście nie aż tak mocno - To spotka go sroga kara, no jak ja go dorwę...! - Pogroziłem palcem w stronę chłopaka. - A tak w ogóle to dlaczego mi to mówisz? Co, dziewczyna ciebie nie chciała, czy jak?
Zauważyłem złość na twarzy rudego, ale po chwili zamieniło się to na wredny wyraz twarzy.
- A żebyś wiedział, że tak. Ale nie mogłem sobie na to pozwolić...
Mężczyzna sobie poszedł, a ja parsknąłem śmiechem...
< Leoś? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz