Przez kilka chwil wpatrywałam się w drzwi. Łzy płynęły nieprzerwanym strumieniem.
Wyszedł. Dlaczego to tak musi się dziać? Dlaczego wszyscy, na których mi zależy, odchodzą?
Minęła niepełna minuta. Słyszałam bicie własnego serce, które odmierzało jakby sekundy. To bolało.
W mojej głowie pojawił się jakby przebłysk światła. Coś jakby wizja, lecz dużo wyraźniejsze, i wprawiające moje ciało w ruch. Poderwałam się, zachwiałam, ale biegłam dalej. Wiedziałam podświadomie, gdzie jest.
Znalazłam go. Szedł z pochyloną głową.
Brakowało mi powietrza.
Rzuciłam się na niego. Jak najmocniej go objęłam.
- Idioto! Nie waż się odchodzić! - pisnęłam.
Bolało mnie w piersi...
- Jeśli odejdziesz, ja.... Ja... - zaczęły uciekać ze mnie siły. - Nie przeżyje bez ciebie! Kocham cię, głupkowaty ty... - opadłam na kolana. Oparłam się o jego nogi. - Błagam cię, nie zostawiaj mnie... - załkałam.
Kolejny oddech był tak bolesny, że straciłam przytomność...
< Smile? Spróbuj odejść, koń czeka w mroku, to cie zamymla na śmierć :3 >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz