Był piękny, słoneczny dzień. Już od samego rana nie można było wytrzymać upału, którego dostarczało nam słońce. Postanowiłam przeczekać te najgorsze chwile w wodzie, więc udałam się na plażę. Na miejscu okazało się, że nie tylko ja postanowiłam to zrobić. Na piasku nie było ani jednego wolnego miejsca. Powoli przeszłam do wody, do której po chwili wbiegłam. Gdy byłam już w swoim naturalnym środowisku poczułam się znacznie lepiej. Pływałam blisko plaży, by obserwować ludzi się na niej znajdujących. Po kilku godzinach, gdy większość osób się rozeszła, postanowiłam poszukać jakiegoś miejsca dla siebie. Na plaży znajdował się spory stos skał, który ciągnął się aż to wody. Podpłynęłam do niego i wdrapałam się na jeden kamień, pozostawiając ogon w wodzie. Teraz oglądałam rybki przy nim pływające. Mój spokoju został przerwany w momencie, w którym zostałam czymś uderzona. Na wskutek tego wpadłam do wody z głośnym pluskiem.
-Nic ci nie jest!?- usłyszałam krzyk.
W moją stronę biegł chłopak o brązowych włosach. Wysoki, dobrze zbudowany. Po prostu ideał. Momentalnie ni się spodobał.
-Raczej nie- odpowiedziałam, gdy mężczyzna wskakiwał na kamień, z którego spadłam.
<Joe?>
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz