Gdy chłopak wyszedł wraz z Ru, westchnąłem. Musiałem go jakoś udobruchać, bo jak nie przeproszę go od razu to strzeli jeszcze większego focha. Zrobiłem sobie coś do jedzenia i zauważyłem różowy fartuch. Zdziwiłem się, że w domu Alex jest cokolwiek różowego, ale później sobie przypomniałem, że tutaj mieszka też jej matka. Wpadłem na dziwny pomysł, który jednak mógł mu się spodobać. Dokończyłem posiłek i upewniłem się, że wszyscy śpią. Położyłem się na chwilę na kanapie, by odpocząć po podróży. Gdy wyczułem, że Leoś i Ruby są niedaleko, zebrałem się i ruszyłem do łazienki. Rozebrałem się i założyłem fartuch. Spojrzałem na siebie w lustrze i zacząłem się śmiać. Pomyślałem, że dla niego potrafię się poniżyć do reszty. Gdy usłyszałem kroki za drzwiami łazienki a później otwieranie drzwi do sypialni Ru, odczekałem chwilę i wyszedłem. Wiedziałem, że chłopak zszedł do salonu, więc ruszyłem za nim. Leżał na kanapie. Powiedziałem:
- Leosiu, kochanie, rybeńko...
< Leoś? Nie wiem co powstaje w mej łepetynie xD >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz