Po chwili z pomieszczenia wyszła lekarka i spojrzała na mnie. Powiedziała dość chłodnym tonem:
- Mam nadzieję, że jej nie zranisz. Jest dla ciebie za dobra... Muszę ci opowiedzieć co się działo w jej życiu...
- Na wszystko co pani powiedziała mam jedną odpowiedź, czyli "wiem"- Wyciągnąłem z kieszeni notes ojca Nemidith, a wtedy usłyszałem jakiś łomot w pokoju dziewczyny. Wbiegłem do środka i zobaczyłem jak ona próbuje niezdarnie podnieść się z ziemi. Podbiegłem do niej i złapałem ją ostrożnie w ramiona i położyłem na łóżku. Nemi jednak uparła się, by siedzieć. Była czerwona z zawstydzenia, ale zapytała pewna siebie:
- Co to jest? - Patrzyła w stronę notesu, który leżał na ziemi.
Zbyłem jej pytanie i powiedziałem:
- Dobrze wiesz, że nie masz teraz siły, by wstawać, koch...
- Odpowiedz na pytanie. - Powiedziała twardo, patrząc w moje oczy.
Westchnąłem tylko i pokręciłem głową, mówiąc:
- Nie mogę ci powiedzieć, bo znienawidzisz mnie albo jeszcze bardziej siebie. Nie pozwolę na drugą wersję, pierwszą jakoś przetrwam, ale będzie krucho - Uśmiechnąłem się łagodnie. - Kiedyś ci powiem, ale to dopiero, gdy mi zaufasz. Wiem, że teraz tak nie jest, ale będę czekał! Aż do skutku!
Uśmiechnąłem się szeroko i pocałowałem ją w czoło. Przez cały czas czułem wzrok na plecach, jednakże Nemidith była ważniejsza, była ważniejsza od wszystkiego. Walnąłem się w czoło, gdy o tym pomyślałem, a czerwonowłosa spojrzała na mnie pytająco. Odparłem:
- Wybijam głupotę z mózgu, choć to raczej się nie uda, zbyt ogarnęła mocno ogarnęła ten narząd. Drugi niżej działa bez problemu.
Uśmiechnąłem się wrednie do niej, spoglądając jednoznacznie na swoje spodnie, wywołując tym agresywną czerwień na twarzy dziewczyny. Przez to sformułowanie zostałem wyrzucony na dwór, gdzie padał deszcz. Westchnąłem i zaciągnął kaptur na głowę. Odszedłem budynek na około i po chwili znalazłem się pod oknem pomieszczenia, w którym przebywała poszkodowana. Niestety widok zasłaniała mi gruba zasłona. Za to rozmowę słyszałem bardzo dobrze. Starsza kobieta zapytała:
- Powiesz mu to kiedyś?... Powiesz mu, że go kochasz?
Serce uderzyło mocnej, jednak prychnąłem cicho pod nosem. Uważałem, że to nie miłość, tylko przyzwyczajenie, zrozumienie oraz chęć spędzania z nią czasu. Nie byłem z tych co szybko się zakochują, jak już to uznawałem zauroczenie. Może przerażała mnie wizja takiego wielkiego uczucia, które jest tak doskonale opisywane w wierszach, zwłaszcza, że przestałem wierzyć w miłość już dawno. Mimo mojego zdania i moich rozterek byłem ciekawy odpowiedzi. Nie oczekiwałem twierdzącej. Nemidith zapewne uważała mnie za zboczonego faceta, który napada na kobiety i chce je wykorzystać, może nawet za pedofila. Wolałem nie wnikać w jej myśli, a raczej w moje pomysły na jej myśli, które były bardzo prawdopodobne...
< Nemik? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz