W ciszy pozwalałam lekarce zmienić bandarze na moich dłoniach. Ale ona nie miała zamiaru siedzieć cicho.
- Kochasz go, czyż nie? - zerknęła na mnie, po czym zaczęła śmiać się przez moją reakcję. Byłam czerwona na całej twarzy, a i pewnie na szyi i ramionach. Speszona spojrzałam w bok.
- To widać gołym okiem, on pewnie też już to wie. - pokręciła głową. Byłam prawie pewna, że będzie miała coś przeciwko temu. Jednak...
- Niedługo będą twoje 20 urodziny. Najwyższy czas, byś sobie kogoś znalazła. A ja się postaram o to, by wszystko wyszło dobrze. - zarechotała. Spojrzałam na nią z przerażeniem. To mogło źle się skończyć. Błagałam ją wzrokiem, by tego nie robiła. Zignorowała to.
- Wyjaśnię mu wszystko. Znam cie odkąd się urodziłaś, wiem, że skoro raz się zakochałaś, to już na nikogo innego nie spojrzysz. I ostrzege go, że powinien się tobą dobrze opiekować, a jak nie chce, niech powie to wprost i stąd zniknie. Powiem mu o twojej przeszłości. Niech się zdecyduje.
Zanim zareagowałam wyszła...
< Smile? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz