Lekarka najwidoczniej już zrozumiała, że już nie zmusi mnie do milczenia. Oczekiwała już jedynie odpowiedzi.
- Nie wiem. - zakasłałam. Czułam ból w gardle i w piersi, jednak to zignorowałam. - Ja myślę... Że on mnie wcale nie chce. Że gdy tylko mu powiem, to zniknie i już nigdy go nie zobaczę. W takim razie wolę niczego mu nie mówić. Po prostu odzyskam trochę sił i wszystko powinno się ułożyć, może za kilka dni...
- Nie będzie tak łatwo. - przerwała mi. Spojrzałam na nią pytająco. Jej mina nie wróżyła nic dobrego.
- Czy ty myślisz, że twoja słabość jest spowodowana tym pożarem? Czy nigdy wcześniej nie działo się z tobą nic dziwnego?
- Ja...
- Miałam ci tego nie mówić, ale teraz nie mam wyboru. Jemu też nie mówiłam. Twoje ciało jest bardzo osłabione przez wychudzenie, braki witamin i to, że o siebie nie dbasz. Zanim odzyskasz siły, musisz zacząć o siebie dbać. Musisz też bardzo uważać. Także twoje serce jest bardzo słabe. Rozumiem że nie chcesz siedzieć tu bezczynnie, ale wolno ci wychodzić z tego pokoju tylko gdy ktoś jest z tobą.
- Tak właściwie... Gdzie my jesteśmy?
- Jeszcze się nie zorientowałaś? To miejska rezydencja twojej rodziny.
Chyba już nic nie było w stanie mnie zaskoczyć. Jej wcześniejsze słowa wyjawiły mi, że mogę umrzeć, nawet jeśli nie powiedziała tego wprost. Miejsce pobytu było teraz jedynie faktem...
< Smile? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz