Uśmiechnęłam się do niego, przelotnie gładząc jego policzek.
- Jak tylko będziesz chciał. Na razie zdro... - przerwał mi cios gazetą. Eh, zaczynałam mieć tego dość.
- Czy ty wszędzie ze sobą targasz tą gazetę? - zapytałam grobowym tonem.
- Jak ty się odzywasz, już żeś wyzdrowiała, co? - ponownie mi przyłożyła. - Skoro masz siłę zrzędzić, to idź zajmij się gośćmi, jak przystało na panią na włościach.
Potulnie wyszłam, a gdy drzwi się zamknęły, wymruczałam:
- I kto tu zrzędzi, co? - odpowiedziało mi głuche pacnięcie, co znaczyło, że gazeta zaatakowała drzwi.
Zauważyłam, że rodzice Smile'a stoją za mną. Uśmiechnęłam się do nich jak najmilej, po czym zaprowadziłam ich do salonu. Po kilku chwilach przyniesiono nam herbatę i ciastka.
Prowadziliśmy luźną konwersację. W którymś momencie bezpośrednio zapytałam o ich plany co do Smile'a.
Nie wiedziałam, czy im wierzyć. Chciałam to sprawdzić.
- W takim razie... Proszę podać mi dłoń. - poprosiłam jego matkę. Po chwili wahania tak zrobiła. Instynktownie wiedziałam, co zrobić, jak zajrzeć do jej umysłu. Widziałam po jej minie, że ją to wystraszyło.
Zdawało się jednak, że mówiła prawdę. Jeśli nie, to musiała mieć jakieś zdolności zamykania umysłu, jednak w to wątpiłam.
Pozostawało jedynie przygotować spotkanie...
< Smile? >
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz