Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Cadavere. Pokaż wszystkie posty
Pokazywanie postów oznaczonych etykietą Victoria Cadavere. Pokaż wszystkie posty

sobota, 23 stycznia 2016

Od Victorii CD Shu

- Jeśli to możliwe, chciałabym by ślub odbył się jeszcze w tym miesiącu - powiedziałam poważnym głosem i lekko zmrużonymi oczami. - Do tego czasu pozostanę w domu rodziców.
Tata kiwnął głową, a Shu patrzył na mnie uważnie.
- W kwesti potomka - zaczęła moja matka.
- To zależy od Shu - powiedziam patrząc wampirowi w oczy. - To z resztą nie powinno być, dla was rodzce, sprawą pierwszorzędną. Macie juź czworo wnucząt i piate w drodze.
Matka zmieżyła mnie spojrzeniem, a potem odwróciła wzrok.
Uśmiechnęłam się lekko w stronę wampira.

Shu?

Od Victorii CD Shu

- Szczerze mówiąc to wątpię by w moim wypadkuu na to nalegali... mogą jedynie zasugerować. Moja siostra na dwóch synów i córkę. Mnie osobiście przeraża fakt by nosić w sobie życie. Shu, czuję do ciebie przyjaźń, teraz przy obecnym naszym stanie nawet nie wyobrażam sobie byśmy poszli do łóżka w celu poznawania naszych nagich ciał.
Patrzył na mnie co jakiś czas popijając herbatę.
- Jesteś dziewicą? - zapytał.
- Tak - odparłam.
Nie odzywał się przez jakiś czas. Upiłam łyk herbaty i odstawiłam pustą filiżankę.
-Shu... - zaczęłam. Spojrzał na mnie. - Mój powóz zajechał. Będę już wracax do domu - uśmiechnęłam się lekko.
Wstałam i on wstał.
- Miłej nocy, Shu - powiedziałam i wychodząc, a następnie wsiadając do powozu.

***

List przyszedł z opuźnieniem dwóch dni, a listonosz przepraszał długo mojego ojca i tłumaczył się problemami na poczcie.
-Victoria - ojciec spojrzał na mnie, zaraz po tym jak weszłam do salonu.- Hrabia prosi o rękę.
Uniosłam brew w zdzieieniu.
- Jaki hrabia? - zapytałam.
- Shu - odparła matka. - Jak widać przemyślał to i owo... Victorio zamknij usta, proszę.
Chyba dobrze udało mi się zagrać ów zdziwienie.
- Lucas! Chodź tu z papierem i piórem. Trzeba odpisać hrabii.
- To nie będzie konieczne - powiedziała mama. - Jak zwykle nic nie doczytujesz. Hrabia zjawi siè osobiście... dzisiaj? Victoria! Idź się przebrać. Ech... jak a nienawidzę gdy przysyłają listy z opuźnieniem - westchnęła.
Poszłam się przebrać i zeszłam na dół.

Shu?

poniedziałek, 18 stycznia 2016

Od Victorii CD Shu

- Nic, co by cię interesowało - odparłam. - Z resztą pewnie wiesz. Miałam przez to piekło w domu... Zaczniemy trening?

***
Po treningu.

- Nadal masz ten sam wyraz twarzy i marszczysz brwi - powiedział.
- Rodzice zaczynają przebierać w dorosłych magach i tych starszych... - powiedziałam, siedząc na podłodze po kolejnym męczącym treningu.
Nie patrzylam Shu w oczy.
-Mam tego dosyć - powiedziałam, zerkając na niego. -Pieprze zakochanie, miłosć i inne pierdoly... 
- Victoria...
-Przepraszam, daję się ponieść emocjom. Planowałam uciec z domu na pólnoc albo na zachód... jednak nie mogę. Nie dałabym teraz rady.
Patrzył na mnie a mi przyszedł dziwny pomysł do głowy.
-Shu... ufam ci i lubię, uważam cię za przyjaciela.
- Do czego zmieżasz?
- Proszę... pobieżmy się dla świetego spokoju. Nie będę ci zawadzać,,ani wstrącać się w twoje sprawy. Bym tylko tu była... mógłbyś mnie dalej trenować - uśmiechnęłam się lekko.

Shu? XD

niedziela, 17 stycznia 2016

Od Victorii CD Shu

Trening z Shu stały się moją rutyną. Przyjeżdżałam do niego około 17, a do domu wracałam o ok. 20...21. Dzięki magi uzdrowicielakiej nie miałam zakwasów.
Ćwiczyłam na użądzeniach albo z Shu. Po treningu brałam prysznic, potem szłam do salonu i spędzałam wieczórz wampirem. Piliśmy herbatę, czasem zagrałam coś na fortepianie albo zdarzyło się kilka razy, że wyszliśmy na spacer po jego ogrodzie. Co niedziele przychodziłam szybcieć i oczyszczałam jego ogród i las z pułapek. Było ich coraz mniej. Bariera rosła w siłę.

Nim się obejrzałam minął miesiąc. 

Rozłożyłam się jak długa w sali treningowej.
- Victoria? Żyjesz? - zażartował, ale jak zwykle nie można było tego wyczuć w jego głosie 
Spojrzałam na niego. Byłam zabardzo wymęczona by coś powiedzieć, jednak po chwili powiedziałam cicho.
- Ta... maszyna to... zło.
Przekręciłam się by leżeć na plecach, a on stał nademną.
- Chcesz już skończyć na dzisiaj? - zapytał.
- Tak - podniosłam się i poszłam do łazienki.

Pachnąca różami poszłam do salonu.
Shu siedział w fotelu.
- Ładny wieczór - powiedział.
- Tak - uśmiechnęłam się lekko.
Wstał.
- Chodźmy się przejść... chyba, że...
- Zregenerowałam siły pod prysznicem - powiedziałam. - Chodźmy - złapałam jego przedramię.

- Coś cię martwi? - zapytał.
Spojrzałamnna niego, a potem przed siebie.
- Wychodzę za mąż - powiedziałam cicho. - To już postanowione... 
- Zakochałaś się? - Shu zatrzymał się
- Nie. Rodzice rozpętali mi piekło... będą żoną nonszalanckiego, zboczonego dupka. Jest synem brata Mistrza Gildii do której należę - poczułam pieczenie w oczach. - Nienawidzę go. Nie chcę się mu oddawać. Nie chcę by kładł na mnie łapy - po moich policzkach zaczęły spływać łzy. 
Przytuliłam się do Shu.
- Gdzie on mieszka...? - usłyszałam głos wampira.
- W błękitnym domu niedaleko gildii na przeciw posągu Maga w mieście... obrzeźa. Czemu pytasz? - spojrzałam na niego, nie potrafiąc zapanować nad łzami.

Shu? Kill kill!

piątek, 15 stycznia 2016

Od Victorii CD Shu

Nie wiedziałam jak mam zareagować. Po prostu stałam, patrząc na okna.
Chciałam uzyskać tylko odpowiedzi na moje pytanie, które pojawiło się nagle w mojej głowie w tamtej sekundzie.
Podszedł do mnie mój lokaj.
- Powinniśmy już wracać.
- Tak... 
Rodzice kazali mi wrócić przed dwudziectą trzecią Miałam przed sobą pół godziny drogi. Była dwudziesta druga. Czas, który tu spędziłam przeznaczyłam na rozmowy i tańce. Nie czuję bym zmarnowała wieczór.
- Pożegnam się z Shu - odparłam.
Podeszłam do wampira.
- Victorio... - chciał coś powiedzieć, ale przerwałam mu to.
- Zobaczymy się za dwa dni, po weekendzie, na treningu. Dobrze? - zapytałam
Skinął głową.
- Wracam do domu - oznajmiłam. - Dziękuję za taniec. Dobranoc - uśmiechnęłam się słabo i z moim lokajem udałam się do wyjścia szybkim krokiem. Potem do powozu.
Niespełna pół godziny potem dotarłam pod mój dom. Rodzice zapytali jak było.
- Safir mnie zostawił i poszedł tańczyć z inną kobietą. Obściskiwali się - skłamałam, byłam w tym bardzo dobra. - Nie byłby dobrym mężem.
Matka westchnęła i kazała mi iść spać.
Nie znosiłam tego. Ich opiekuńczości i rozkazów.

Shu?

środa, 13 stycznia 2016

Od Victorii CD Shu

- Czemu miałam tu przyjść? - zapytałam.
Clark mi wyjaśnił. Spojrzałam na niego jak na debila.
- Nie musiał, naprawdę - powiedziałam. - Mogę medytować na dywanie... no i jestem wyspana - odparłam, wychodząc z pokoju, trzymając jedną ze swoich ksiąg.
Wyszłam na dwór.
-Słonie - mruknęłam.
Mimo, że nie byłam wampirem, nie przepadałam za słońcem i słonecznymi dniami. Wolałam jak jest ciemno, lub pochmurno. Z resztą moja skóra miała w sobie mało melaniny i nie opalałam się. Zawsze byłam blada.
Usłyszałam rżenie, a po chwili wylądował przede mną pegaz.
Poszłyśmy razem pod drzewo, które dawało dużo cienia.
Otworzyłam księgę magiczną, na rozdziale który ostatnio przerabiałam. Rośliny lecznicze - wywary.
- Opium... wybierzemy się na przejażdżkę?

***

Wybrałyśmy się do lasu, który był dalej na północ, kilkadziesiąt kilometrów za wioską. Podróż trwała prawie dwie godziny.
Spędziłam w nim godzinę... potem kolejne dwie w drodze powrotnej.
Było południe, gdy znów byłam pod rezydencją.
- Gdzie panienka była? - zapytał Clark, nalewając mi herbaty na zacienionym tarasie - altance.
- Odrabiałam pracę domową - odparłam, kładąc księgę na stoliku, wraz z saszetkami z liśćmi, korzeniami, łodygami roślin...
- Mogłaby panienka odespać... Shu obudzi się wieczorem, może chciałby spędzić z panienką kilka godzin nocnych.
Westchnęłam.
- Jeśli będę zmęczona podaj mi sok z granatu, dobrze?
- Jak sobie życzysz - odparł i odszedł.
Opium wypiła mi herbatę, której i tak nie zamierzałam pić.



Shu?

Od Victorii CD Shu

Wróciłam do pokoju, wyrwałam się o świcie.
Zobaczyłam nad sobą lokaja Shu.
- Śpi panienka na dywanie? - zapytał.
- Medytacja - odparłam, wstając. - Łóżko jest niewygodne. Jakby nigdy nikt na nim nie leżał.
Uśmiechnął się tylko... o ile to miał być uśmiech.
Wyszedł, a ja napiłam się soku ,który zostawił na szafce nocnej. Sok z granatu, dziwacznego owocu, który działał pobudzająco no magów i regenerował moc magiczną - kawka maga.
Wyszłam z pokoju i skierowałam się pod pokój Shu... a przynajmniej mi się tak wydawało, że to jego pokoju. Właśnie za tymi drzwiami zniknął lokaj z filiżanką czerwonej cieczy... pewnie kawki dla wampirka.
Przez pół sekundy widziałam Shu. Miał głowę na papierach.
Uniósł się nieco, był nieco roztrzepany, ale wątpię by spał... bardziej dał odpocząć oczom... spojrzał na Clarka, a potem na mnie. W tedy drzwi się zamknęły.
- Dzięki bogom - powiedziałam bezgłośnie.


Shu? :'3

Od Victorii CD Shu

- Znasz techniki walk, których nigdy nawet nie widziałam. Bardzo przydadzą mi się twoje lekcje Shu - uśmiechnęłam się. - No i spędzimy trochę czasu razem.
Wzięłam ciastko.
- Jeśli chcesz... mogę postawić barierę na twoim terenie, która nie przepuści tych ludzi - wargi drgnęły mi w obrzydzeniu.
Ugryzłam ciastko. Było dobre i czerwone.
***

Była noc i rzekomo powinnam spać. Nawet nie przebrałam się w piżamę. Zwiedzałam rezydencję, kierując się za zapachem pergaminu
Doszłam do biblioteki.
Była duża... ale nie taka jak u nas w domu, która zawierała dodatkowo pełno ksiąg magicznych, astrologicznych i kilkadziesiąt moich ulubionych fantasy.
Wzięłam jedną ksiąg do ręki. Botanika. Odłożyłam ją na miejsce.
- Czemu za mną szedłeś? - zapytałam nie odwracając się. - Przyszłam tylko poczuć zapach starych ksiąg. Nie chce mi się spać - zerknęłam na niego... w sumie to i tak nie spałam... bardziej to podchodziło pod medytacje.



Shu?

Od Victorii CD Shu

Zamyśliłam się, a po chwili Shu pociągnął mnie do tyłu.
Spojrzałam na niego zdziwiona.
- Shu... przyjmę twoją propozycję - odparłam w pełni powagi, patrząc ziomno błękitnymi oczami w jego czerwone...
Nie chciałam mu mówić, że byłam dobrym wojownikiem, a teraz wolałabym kształcić się w medycynie. Jednak patrząc na to z innej perspektywy dawno nie ruszałam się z mieczem w dłoni.
- Marszczysz brwi... masz wątpliwości?
- Nie, Shu. Wiem, że będziesz świetnym nauczycielem, a ja nie jestem żółtodziobem - uśmiechnęłam się lekko, przeczesując, włosy palcami.
Shu złapał moją dłoń.
Spojrzałam na niego z uniesioną brwią.
- Czy damie przystoi posiadanie tatuażu? - zapytał. - Tatuaże noszą barbarzyńcy, ale plemiona.
Uśmiechnęłam się lekko.
- Jestem magiem, nie damą... tatuujemy sobie symbole gildii - odparłam. - Jesteś wampirem, który pewnie żyje od pięciuset lat - przewróciłam oczami - powinieneś znać takie fakty...
- Pięćset lat? - uniósł brew.
- Byłam blisko? - przekrzywiłam głowę.
- Powiedzmy - odparł.
Opium zamachała skrzydłami, paradującym krokiem zmierzając ku nam.
- Czy każdy mag ma jakieś magiczne zwierze? - mruknął Shu.
- Nie - mruknęłam.
Pegaz stanął przed Shu i zatrzepotał uszami, wąchając jego twarz. Położyła uszy po sobie, tupiąc przednimi kopytami.
- O co chodzi twojemu koniowi? - zapytał.
- O to, że jesteś martwy - odparłam.
Klacz odgalopowała w kierunku stajni.
Shu patrzył na mnie przez chwilę, a ja na niego kątem oka.
- Odnośnie twojej propozycji - zaczęłam. - Chcesz bym ci dawała z siebie krwi? - zapytałam. - Oczywiście nie stanowi to dla mnie problemu. Mam szybszą regeneracje od innych magów jako uzdrowiciel - uśmiechnęłam się lekko i dotknęłam szyi. Dwa nakłucia całkowicie się zagoiły, nie zostawiając blizn.



Shu? Krwi? :'3

Od Victorii CD Shu

Następnego dnia, około południa przyjechał po mnie powóz.
Był pochmurny dzień. Lokaj Shu przyprowadził mojego konia, którym zajął się lokaj i instruktor jazdy.
Zauważyłam Shu w oknie. Uśmiechnęłam się i pomachałam mu, wsiadając do powozu. Shiki i mój lokaj jechali za nami.

- Jak się pani bawiła u hrabi Shu? - zapytał mój własny lokaj i opiekun. Był stary, ale miał ciepłe spojrzenie... pamiętam, że kiedyś nazywałam go ''dziadzio''.
- Ciekawy z niego mężczyzna - odparłam, poważniejąc jak tylko weszłam do powozu.
- Żałuje panienka, że nie chciał ślubu...? - zapytał Ceron.
- Nie wiem... Znasz mnie dobrze, wiesz, że chce się zakochać z odwzajemnieniem i w tedy wyjść za mąż.
- Wiem... i rozumiem cię doskonale, panienko - odparł.
- Kiedy rodzice gdzieś wyjeżdżają? - zapytałam.
- Za tydzień - odparł. - Nie będzie ich trzy dni... planujesz uciec z domu?
- Tylko na te dwie noce, gdy ich nie będzie, o ile hrabia nie będzie miał nic przeciwko.

***Tydzień później, gdy rodzice wyjechali***
Na list do hrabii, odnośnie odwiedzić odpisał mi jego lokaj... pisząc, że hrabia chce się ze mną widzieć. Nie wierzyłam temu, wydawało mi się, że lokaj chce zrobić niespodziankę hrabi.
No cóż... spakowałam kilka swoich ubrań i rzeczy.
- Ceronie?
- Powozem - odpowiedział, zanim zadałam pytanie. - Twój koń sam do ciebie przybiegnie.
- Opium.
- Wypuszczę ją, by sama galopowała za powozem - powiedział.
- Dobrze... - weszłam do powozu, kładąc torbę na siedzenie obok siebie.
Po chwili zobaczyłam stęsknioną klacz. Każdy Mag ma swojego towarzysza, albo dwóch, którzy wiernie będą towarzyszyć mu do końca życia. Ja miałam Opium, od zawsze.


***

Lokaj Harabi otworzył mi drzwi. Mimo, że była 17 słońce jaśniało w pełni swojej mocy.
- Hrabia odpoczywa - odparł.
- Oh...
- Proszę wejdź, napijesz się herbaty? - zapytał.
- Dziękuję - uśmiechnęłam się.

***

Siedziałam na zewnątrz, w cieniu.
- Hrabia wie, że tu jestem? - zapytałam, gdy wyczułam za sobą lokaja.
- Zapewne, już panienkę wyczuł - postawił przede mną herbatę i poszedł.
Opium pasła się blisko mnie.
Upiłam łyk herbaty, a w tedy ona podeszła i powąchała filiżankę.
- Oparzysz język - pogładziłam ją po chrapkach.
Pegaz zarżał krótko, a niebo stopniowo ciemniało.
- Victoria - usłyszałam za sobą głos mężczyzny.
- Witaj, Shu - powiedziałam. - Wiesz, że nawet troszkę tęskniłam za tobą? - uśmiechnęłam się.



Shu? Może spacerek po ogrodzie? :3 Vikuś lubi róże

Od Victorii CD Shu

Rozejrzałam się.
- Shu... trenujesz codziennie? - zapytałam.
- To zależy - odparł. - Od tego czy jakiś facet zaprasza mnie na obiad, bym wyszedł za jego còrkę.
Wydawało mi się, że zażartował tym. Uśmiechnęłam się słabo, stojąc w bezpiecznej odległości od niego.
- To ty mnie ugryzłeś prawda? - zapytałam.
Przestał uderzać w manekin i spojrzał na mnie.
- Oczywiście nie mam ci tego za złe... jednak mogłeś nie zostawiać mojego ciała na tej trawie - mruknęłam. - Jakiś robak po niej chodził - wzdrygnęłam się, pamiętając jak po tym byłam ledwo przytomna. Uśmiechnęłam się lekko do Shu



Shu?

Od Victorii CD Shu

Kiwnęłam głową i wymyśliłam cokolwiek... z trudem, ale udało mu się to odeprzeć.
- Nie wspomagasz się magią? - zapytał.
- Teraz walczę czysto - odparłam. - Ale gdybym miała być nie fair w stosunku do ciebie to bym z kiwnięciem palca pozbawiła cię broni i unieruchomiła.
- Jesteś pewna siebie.
Uśmiechnęłam się., a nasze ostrza tańczyły i brzdękały.
Po chwili nie wiem jak... ale na pewni nie z pomocą magii wytrąciłam mu z dłoni miecz.
- Stoczyłam kilka prawdziwych walk, gdzie chodziło o moje życie... hrabio - zmrużyłam oczy. - Jednak to byli zwykli ludzie... magowie albo.. wilkołak. Nigdy z kimś takim jak ty.
- Kimś takim jak ja?
- Jesteś bardzo dobry w walce- odparłam opuszczając broń. - Proszę... mów mi Victoria, Shu... - uśmiechnęłam się.



Shu?

Od Victorii CD Shu

- Nie uprzejmie bym się zachowała, gdybym odmówiła - odparłam.

***

Po kolacji, dalej siedzieliśmy w salonie.
- Nie nudzisz się, będąc sam w rezydencji?
- Nie jestem sam - odparł. - Mam służbę i konie... Czemu pytasz?
- Chciałabym żebyśmy zostali przyjaciółmi - uśmiechnęłam się. - Osobiście nie mam przyjaciół. Uczyłam się w domu... i nie znam nikogo innego prócz rodziców i dalszej rodziny. Nie uczestniczę w życiu społecznym... za decyzją rodziców. I jeszcze mieszkamy na takim zadupiu - mruknęłam.
Mężczyzna się nie odzywał.
- Moglibyśmy wspólnie jeździć konno... strzelać z łuku albo walczyć na miecze...
- Interesujesz się walką? - zapytał, ale nadal miał rozmyślający wyraz twarzy.
- Wiem, że to dziwne dla panienki z szlacheckiego rodu... bardziej takie rzeczy kręcą mężczyzn. Każdy mag ma jedną lub dwie specjalizacje, oprócz podstawowych i rozszerzonych umiejętności. Ja mam frakcję wojownika i uzdrowiciela... - dodałam nieco ciszej.



Shu? :3

Od Victorii CD Shu

Shu zaprowadził mnie do salonu. Jego lokaj był całkiem przyjazny. Hrabia gdzieś poszedł ,a ja spojrzałam na okno. Podeszłam do parapetu, obserwując burzę. Drzewa uginały się od wiatru. Westchnęłam i usiadłam przy fortepianie.
- Że też los połączył nasze żywoty - powiedziałam cicho, myśląc o nim. - Szkoda, że to taki zimny sztywniak.
Moje palce same zaczęły tańczyć po fortepianie.
Grałam to, co wcześniej dał mi Shu... Zombie.
Spodobało mi się to, ale przerwałam, gdy zobaczyłam obok siebie Shu.



Shu?

Od Victorii CD Shu

- Kiedyś chyba słyszałam tę piosenkę - powiedziałam. - Śpiew w kit, ale grana na fortepianie jest cudowna.

Nie patrzyłam na mężczyznę, ale zapewne miał ten sam wyraz twarzy... poważny, chłodny... pozbawiony uczuć.
Dotknęłam opuszkami palców klawiszy instrumentu i zagrałam swoją ulubioną piosenkę Demons - Imagine dragons.



Z trudem powstrzymywałam się od śpiewania. Mimo, że nie fałszowałam i miałam w miare rozbudowaną skalę nie lubiłam swojego głosu.



Shu?

środa, 30 grudnia 2015

Od Victorii CD Shu

Obserwowałam Shu, a potem zauważyłam fortepian pod ścianą. Skupiłam wolę i zaczęłam ruszać palcami jakbym grała. Klawisze fortepianu za sprawą mojej magii zaczęły wydawać dźwięki. Zagrałam fragment sonaty, który nauczyła mnie babcia. Shu spojrzał na fortepian. Wygladało to jakby na instrumencie grała niewidzialna postać. Hrabia zauważył złotą mgięłkę poruszającą się przy moich palcach, grających w powietrzu.
Shu patrzył chwilę na mnie.
- Wybacz... - powiedziałam,,gdy skończyłam. - Rozsiewasz większą aurę mroku niż ja... i zacząleś milczeć. Poczułam się niezręcznie.


Shu?

wtorek, 29 grudnia 2015

Od Victorii CD Shu

- Nie mów do mnie na ''ty'' - powiedziałam, nie patrząc na niego i zanim się odezwał mówiłam dalej: - Cieszę się, że nie chciałeś się ze mną ożenić, Shu.
- Czemu cię to cieszy? - zapytał.
- Nie chcę wychodzić za mąż z przymusu - powiedziałam. - Chciałabym się zakochać, poznać przyszłego męża... a rodzice tego nie rozumieją. 

Shu?

poniedziałek, 28 grudnia 2015

Od Victorii CD Shu

Byłam daleko od domu, nawet Sonea znudziła się i wróciła sama do posiadłości.
Zaczął padać deszcz, mżawka, a ja nie myślałam o powrocie.
Prawie wpadł na nas jakiś koń. Shiki zrażała, ale powstrzymałam ją od stanięcia dębem. Zaczęła tupać i rżeć, przerażona. Próbowałam ją uspokoić, w tym samym czasie co jakiś mężczyzna uspokajał własnego wierzchowca.

Patrzyłam chłodno na hrabię, a potem dogoniłam go kłusem. Zsiadłam z Shiki.
- Przepraszam, że spłoszyłyśmy ci konia - powiedziałam. - Za bardzo oddaliłam się od domu.



Shu?

Od Victorii CD Shu

Rodzice zaczęli się kłócić, a ja zadowolona ruszyłam na górę. Przebrałam się do jazdy konnej i wyszłam na zewnątrz.



Moja pięcioletnia klacz rżała w boksie, na mój widok. Czysty fryzyjski, którego dostałam trzy lata temu na urodziny.
- Hej, Shiki - pogładziłam jej chrapki, po czym oporządziłam ją...

***

Wsiadłam na konia i wraz Soneą ruszyłyśmy w las galopem.
Potem stępem. Shiki nie miała kondycji po zimnie i roztopach.
Oddalałyśmy się od domu. Z dala od kłótni rodziców, z dala od ''wyjdziesz za mąż...''.



Shu? Mogą się przypadkiem spotkać

niedziela, 27 grudnia 2015

Od Victorii CD Shu

- Ubierz jakąś ładną suknię - powiedziała matka, wchodząc do mojej garderoby. 
Rozczesałam włosy i nieco psiknęłam się perfumem różanym.
- Nie chcę wychodzić za mąż - powiedziałam.
- Ale to zrobisz - powiedziała matka.
- O ile mu się spodoba, nasz córeczka - powiedział ojciec, wchodząc do mojego pokoju.
- Nie rozumiecie, że chcę się zakochać z odwzajemnieniem?
- Za dużo książek, córko - powiedziała matka, wyciągając jakąś fioletową suknię. 
- ktoś mi kiedyś powiedział, że magowie dziwnie się ubierają.
- Łączymy staromodny styl z niezwykłością - uśmiechnęła się mama.

***

Złapałam się za szyję. Nie wiem czemu. Nie wiele pamiętam ze spaceru, ale mężczyzna wydał mi się znajomy.
Mój ojciec uścisnął z nim dłoń, a ja zeszłam po schodach.
- Hrabio Darkown - powiedział mój ojciec. - Moja córka... Victoria - przedstawił mnie, a ja czerwonooki mężczyzna ujął moją dłoń.
- Miło mi poznać - powiedział bez emocjonalnie i ucałował moją dłoń.
- Mi również, hrabio - powiedziałam, patrząc na niego chłodno.

Shu?

Tłumacz