niedziela, 24 stycznia 2016

Nowa Postać


Imię i nazwisko: Pandora

Pseudonim: Najczęściej "Suka"

Płeć: Kobieta

Wiek: Nieznany, w każdym razie się nie starzeje (jak dotąd)

Rasa: Wdowie Dziecię

Charakter: Najszybciej można określić ją słowami "Nieprzewidywalna Suka". Potrafi być miła, ale dostała od życia nieźle w kość, więc w jej towarzystwie przeżyje jedynie osoba, która również będzie dla niej miła. Ogólnie jest zmienna niczym kalejdoskop.

Zainteresowania: Wszystko, co się rusza, i nie rusza... Oprócz koloru różowego

Motto: Ból jest dowodem na to, że żyjemy.

Lęki: Nawet jeśli coś jest, nie jest tego świadoma. Żyje w tak jakby swoim własnym świecie, i nie spotkała jeszcze nic, czego by się bała.

Orientacja: Hetero

Partner: Chciałaby, ale uważa, że trudno znaleźć kogoś, kto by wytrzymał...

Aparycja: Miedź we włosach, złoto w oczach, węgiel w myślach oraz onyks i rdza w sercu. Jasna skóra, pełne kształty, długie nogi, szczupłe członki, włosy do pasa, mierzy 170 centymetrów... Ubranie dość skąpe, troszkę porozdzierane.

Głos: The Escapist - Nightwish

Umiejętności:

  • W jakiś sposób potrafi "zrozumieć" zwierzęta, reszta na razie nieodkryta


Broń: Cokolwiek, co jej się nawinie pod ręke

Miejsce Zamieszkania: Aktualnie szuka czegoś na kilka dni bądź dłużej

Historia: Obudziła się na plaży. Pamiętała jedynie, że skoczyła z klifu, ponieważ coś niesamowicie ciągnęło ją do skał i wody poniżej. Od tego czasu szuka sobie miejsca do "życia". W drodze spotkała potężnego, białego tygrysa, który zaczął za nią łazić i stał się jej towarzyszem.

Rodzina: Nikogo nie pamięta

Inne Informacje: Ma swojego tygryska, który raz się pojawia, raz znika...

Inne Zdjęcia:


Autor: Afryka

Od Yukiko CD Jacob

Po tym jak się uspokoiłam, ruszyliśmy w stronę miasta. Po drodze rozmawialiśmy o różnych rzeczach. Zatrzymałam się, słysząc jakiś hałas. Ruszyłam w stronę całego zamieszania. Zobaczyłam jak dwóch, jeden grubszy, drugi chudy jak patyk, próbują zarzucić na Galiusa siatkę, by go sprzedać. Podbiegłam do nich i krzyknęłam:
- Zostawcie go, idioci.
- A co nam zrobisz złotko? Chyba, że chcesz zająć jego miejsce, co? - Powiedział jeden z nich.
- Mogę was zabić. - Zaśmiali się. - Nie słyszeliście o demonach? To takie piekielne istoty, które przybierają ludzką postać. Normalnie to ogromne szkarady. - Znowu zaśmiali się i rzucili na smoka siatkę. Uśmiechnęłam się szeroko i przemieniłam się w jakąś poczwarę, która żyła długo przed nimi.


Spojrzeli na mnie i zamarli z przerażenia. Powiedziałam tylko "Bu", a oni zwiewali w popłochu jak owce przed wilkiem. Później zmieniłam się z powrotem w człowieka i wyplątałam smoka z siatki. Po chwili usłyszałam pytanie, płynące od Jacob'a:
- To jest twoja prawdziwa forma?
- Co? Nieeee. To jest moja prawdziwa forma. - Zmieniłam formę, w której miałam czarne skrzydła, bliznę biegnącą przez moje ciało, byłam znacznie wyższa i miałam całkowicie czarne gałki oczne. Powróciłam do swojej formy ludzkiej, którą wolałam o wiele bardziej od formy demona. Wyplątałam towarzysza chłopaka i powiedziałam- Ta istota, którą postraszyłam tamtych kolesi dawno nie żyje, lub ukrywa się głęboko pod ziemią. Mogę przywdziewać jakieś wyglądy, jeśli tylko zechcę, to jest moja specjalizacja.
Uśmiechnęłam się i sprawdziłam jeszcze raz czy uwolniłam całkiem Galiusa z objęć siatki...


< Jacob? >

sobota, 23 stycznia 2016

Od Leonardo CD Joe

Dłuższą chwilę pozwalałem się dotykać, jednak w końcu stanowczo odepchnąłem ukochanego. Spojrzałem w jego zdziwione oczy swoimi zaszklonymi. Oparłem się o ścianę i spojrzałem w sufit. Po moich policzkach zaczęły płynąć łzy.
-To zawsze jest moja wina...- powiedziałem cicho drżącym głosem- To z mojego powodu zawsze się kłócimy. Z mojego powodu wpadamy w tarapaty. Z mojego powodu musisz się martwić o Ruby. Z mojego...
-Leoś!- krzyknął Joe, po czym dodał spokojniej- Proszę cię... Przestań...
Wilkołak podszedł do mnie w celu przytulenia mnie, ale gdy zobaczył jak jeszcze bardziej pcham się na ścianę zrezygnował.
-Kocham cię- uśmiechnąłem się smutno- Kocham cię, jednak nie wiem czy jestem gotowy na poważny związek. Wszyscy widzą jak się zachowuję.
-Co chcesz przez to powiedzieć?- Wilczek zmarszczył brwi.
-Że nie wiem czy powinniśmy dalej się...
Nie dokończyłem. Joe podleciał do mnie i uderzył mnie z otwartej dłoni w twarz. Chwilę po tym przytulił mnie mocno do siebie.
-Nawet tak nie myśl idioto!- zaczął krzyczeć- Nawet jeśli to co powiedziałeś jest prawdą, to powinieneś dobrze wiedzieć, że wybaczę ci wszystko! W każdym związku są kłótnie i wszyscy sobie z nimi radzą! W tarapaty nie pierwszy raz wpadłem, więc dla mnie to nic! A co do Ruby... Zawsze będę chronił waszą dwójkę.
Nie odpowiedziałem partnerowi. Wtuliłem się w niego, a moje łzy płynęły mocniej niż kiedykolwiek wcześniej. Wilczek cierpliwie czekał, aż się uspokoję.
-Chciałbym cię gdzieś zabrać- powiedziałem bo uspokojeniu się.
-Więc prowadź- uśmiechnął się.
Złapałem wilkołaka za rękę i zacząłem prowadzić do miejsca, gdzie podwodna część zamku łączy się z tą, w której aktualnie jesteśmy. Zeszliśmy do drzwi, które wyglądały jakby prowadziły do piwnicy. Obok nich znajdowała się półka, z której zdjąłem flakonik z zielonym płynem.
-Wypij to. Dzięki temu będziesz mógł oddychać pod wodą przez pewien czas- wyjaśniłem.
Chłopak kiwnął głową i posłusznie wypił zawartość buteleczki. Po chwili otworzyłem drzwi i zaczęliśmy schodzić po schodach w dół. W chwili na chwilę woda coraz wyżej nam sięgała m
-Mogłeś powiedzieć- jęknął Joe- Rozebrałbym się.
Uśmiechnąłem się do chłopaka, po czym wskoczyłem cały do wody. Schody się 
, więc Wilczek musiał zrobić to samo. Po chwili znajdowaliśmy się w części pałacu podobnej do tej na górze, z tą różnicą, że tutaj wszędzie była woda.
Złapałem swojego ukochanego i pociągnąłem w nieznanym mu kierunku. Po kilku minutach otworzyłem jedne z wielu drzwi i wpłynęliśmy do środka. W pomieszczeniu znajdowała się tylko dziura w suficie, którą na dodatek była dosyć wysoko. Popłynęliśmy w jej kierunku i już po chwili Wilczek był w suchym pomieszczeniu. Ja również podciągnąłem się do góry, by usiąść na krawędzi "basenu". Zawitaliśmy do pomieszczenia pełnego półek z książkami i przeróżnych obrazów. Przy ścianie, pod jakimś dziwnym obrazem, znajdował się kominek. Na środku pomszczenia była jedyna droga, którą można się tutaj dostać. Przypominała ona basen. Joe zaczął zrzucać z siebie mokre ubrania.
-Do tego miejsca można dostać się jedynie tą drogą- zacząłem wyjaśniać.
-A gdzie właściwie jesteśmy?- zapytał mój towarzysz.
-Ten pokój wybudowano specjalnie dla mojej mamy. Lubiła spędzać czas z rodziną z dala od tego wszystkiego co jest tam. Często przebywała tu z moim ojcem, potem z tatą Sandera, no a później siedzieliśmy tu już wszyscy razem.

< Joe? >

Od Shu CD Victoria 

Victoria przyszła na trening, nic się nie zmieniło. Gdy skończyliśmy, stwierdziłem: 
- Jesteś coraz lepsza, Victorio. Chodź, napijemy się herbaty. 
Po chwili byliśmy w salonie i piliśmy herbatę, jak zwykle patrzyłem na dziewczynę. Po chwili spytałem: 
- Masz już wybraną datę ślubu? Muszę dostosować swój plan... Mam nadzieję, że...
Westchnąłem tylko i nalałem sobie herbaty... 

< Victoria? Wybacz, że takie krótkie ;__; >

Od Victorii CD Shu

- Jeśli to możliwe, chciałabym by ślub odbył się jeszcze w tym miesiącu - powiedziałam poważnym głosem i lekko zmrużonymi oczami. - Do tego czasu pozostanę w domu rodziców.
Tata kiwnął głową, a Shu patrzył na mnie uważnie.
- W kwesti potomka - zaczęła moja matka.
- To zależy od Shu - powiedziam patrząc wampirowi w oczy. - To z resztą nie powinno być, dla was rodzce, sprawą pierwszorzędną. Macie juź czworo wnucząt i piate w drodze.
Matka zmieżyła mnie spojrzeniem, a potem odwróciła wzrok.
Uśmiechnęłam się lekko w stronę wampira.

Shu?

Od Shu CD Victoria 

Zjawiłem się w domu Victorii wraz ze swoim lokajem. Rodzice dziewczyny powitali mnie radośnie, wyraźnie zadowoleni obrotem sprawy. Nim zjawiła się brunetka poprosiłem na boku jej rodziców o zgodę i błogosławieństwo. Oczywiście się zgodzili. Po chwili zjawiła się dziewczyna ubrana odświętnie, w żadnym stopniu nie przypominała tamtej dziewczyny z treningów. Uklęknąłem, wciąż wczuwając się w rolę i poprosiłem ją o rękę. Zastanawiała się chwilę, również musiała odegrać swoją rolę. Matka dziewczyny już miała ponaglić Victorię, gdy ta odpowiedziała twierdząco. Wstałem i kiwnąłem głową. Jej rodzice radowali się, ale było odczuwalne, że oczekiwali jakiegoś większego spoufalenia, na przykład pocałunku, przytulenia, albo przynajmniej uśmiechu z mojej strony. Zasiadłem z ojcem Victorii i on zaczął załatwiać sprawy majątkowe. Dla niego to był wielki zaszczyt mieć w rodzinie osobę wyżej ustawioną niż on sam, a dla mnie to nie było nic specjalnego. Zaznaczyłem, że mój majątek, czyli dom i pieniądze zostaną dla służby, jednak Victoria dostanie sporą sumę jakbym "zmarł", lub jakbym znikł. Gdy usłyszał sumę aż zrobiło mu się słabo, założyłem, że to dużo pieniędzy dla niego. Jego żona podeszła zmartwiona do niego, wcześniej omawiała coś z córką. Po pewnym czasie ojciec brunetki zapytał:
- To kiedy ślub? 
- To zależy od Victorii. Jeśli by chciała to może się już przeprowadzić, by się zaaklimatyzować, a później podejmiemy decyzję... 

< Victoria? >

Od Victorii CD Shu

- Szczerze mówiąc to wątpię by w moim wypadkuu na to nalegali... mogą jedynie zasugerować. Moja siostra na dwóch synów i córkę. Mnie osobiście przeraża fakt by nosić w sobie życie. Shu, czuję do ciebie przyjaźń, teraz przy obecnym naszym stanie nawet nie wyobrażam sobie byśmy poszli do łóżka w celu poznawania naszych nagich ciał.
Patrzył na mnie co jakiś czas popijając herbatę.
- Jesteś dziewicą? - zapytał.
- Tak - odparłam.
Nie odzywał się przez jakiś czas. Upiłam łyk herbaty i odstawiłam pustą filiżankę.
-Shu... - zaczęłam. Spojrzał na mnie. - Mój powóz zajechał. Będę już wracax do domu - uśmiechnęłam się lekko.
Wstałam i on wstał.
- Miłej nocy, Shu - powiedziałam i wychodząc, a następnie wsiadając do powozu.

***

List przyszedł z opuźnieniem dwóch dni, a listonosz przepraszał długo mojego ojca i tłumaczył się problemami na poczcie.
-Victoria - ojciec spojrzał na mnie, zaraz po tym jak weszłam do salonu.- Hrabia prosi o rękę.
Uniosłam brew w zdzieieniu.
- Jaki hrabia? - zapytałam.
- Shu - odparła matka. - Jak widać przemyślał to i owo... Victorio zamknij usta, proszę.
Chyba dobrze udało mi się zagrać ów zdziwienie.
- Lucas! Chodź tu z papierem i piórem. Trzeba odpisać hrabii.
- To nie będzie konieczne - powiedziała mama. - Jak zwykle nic nie doczytujesz. Hrabia zjawi siè osobiście... dzisiaj? Victoria! Idź się przebrać. Ech... jak a nienawidzę gdy przysyłają listy z opuźnieniem - westchnęła.
Poszłam się przebrać i zeszłam na dół.

Shu?

Tłumacz