niedziela, 6 grudnia 2015

Od Satoru CD Carmelle

Wyszedłem z budynku, no też trudno, życie. Oczywiście jak zawsze moja skleroza zadziała szybko i zapomniałem swojej torby. Za dużo bym stracił zostawiając ją tam. Wszedłem cicho do środka, gdy akurat dziewczyna mówiła ze łzami w oczach:
- Kiku... Tak, ja go kocham, tylko jestem głupia. Teraz straciłam go na zawsze, bo bałam się odrzucenia.
Zabrałem swoją torbę stojącą koło drzwi i powiedziałem, zaczesując włosy do tyłu:
- Carm, mnie się nie kocha, mnie się nienawidzi.- Dziewczyna spojrzała na mnie, szybko ocierając łzy z policzków. Chciała coś powiedzieć, ale jej przerwałem - Jednak udało mi się ciebie doprowadzić do płaczu, tylko z innej strony. Bardzo ciekawe... Wyszedłbym stąd, ale ciekawość mnie nurtuje... Najwyżej znowu złamię ci serce.
Uśmiechnąłem się, a dzieciak spojrzał na Carmelle...

< Carmelle? Kiku coś powie? >

Od Carmelle CD Satoru

Z trudem odwróciłam się. Zapinalam guziki koszuli. Czy chciałam aby poszedł? Nie, nie chciałam też aby został na noc. Ja chyba chciałam aby... Został na zawsze? Teraz jestem prawie pewna ze to miłość. Usłyszałam zamknięcie drzwi. Czyli wyszedł. Rozplakalam się. Po chwili usłyszałam też stopy biegnące po schodach. W drzwiach stanol kiku.
- Mamo ład.. Co ten pan ci zrobił?
- To nie ten pan. To ja sama. 
-czemu?
- Bo nawet raz nie mogę zaryzykować! Jestem głupia! Pragnę czegoś co jest niemożliwe! 
- Kochasz go? 
- Kiku... Tak ja go kocham, tylko jestem głupia. Teraz straciłam go na zawsze, bo bałam się odrzucenia. - Kik mnie przytulił. 

( sat? Stoisz za oknem i wszystko Słyszysz?)

sobota, 5 grudnia 2015

Od Satoru CD Carmelle

Powiedziałem:
- Ja ciebie kochałem. Tak jak psychopata swoją broń. W końcu jestem psychopatą. Ale ja wszystkich tak kocham, lub tak samo mocno nienawidzę. Ty byłaś tym wyjątkiem, który mnie przypominał... Ale zajechałem z tym dramatem. - Zaśmiałem się. Podszedłem do Carmelle i przykucnąłem koło niej. Pocałowałem ją namiętnie, korzystając z tego, że nie ma jej dzieciaka. Powiedziałem:
- Wiesz Carmelku, tęskniłem za tobą co mi się zdarzyło pierwszy raz. Dziwne uczucie.
Nie słyszałem, by chłopiec siedział na schodach, ani żeby się zbliżał, więc odłożyłem gitarę dziewczyny na bok i pocałowałem ją, popychając na ziemię. Akurat po raz pierwszy dostosowałem się do tego, że ktoś nie chce nic więcej w tym momencie oprócz pocałunku (No po prostu szaleństwo!). Jednak nie potrafiłem się powstrzymać przed zrobieniem malinki na jej szyi. Podałem jej dłoń i przyciągnąłem do do siebie. Patrzyłem jej z bardzo bliska w oczy i powiedziałem:
- Zmieniłaś mnie, co mi ani trochę nie pasuje. Stałem się miękki co do traktowania ciebie. Naprawdę mi to nie pasuje.
Wstałem i zamierzałem wyjść, gdy Carm powiedziała:
- I co? Wyjdziesz teraz? Wtedy dopiero pokażesz, że jesteś słaby.
Spojrzałem i rzuciłem się na nią, wyciągając szpony. Znowu przywarłem ją do ziemi, przytrzymując ją za szyję oraz przykładając ostrza do jej szyi z drugiej ręki. Powiedziałem, zakryty przez długie włosy:
- Mi się nie mówi, że jestem słaby. Tak jak ze mną się nie zadziera.
- Skoro uważasz, że nie jesteś słaby to wbij we mnie ostrza. No śmiało!... Na co czekasz?
- Aż się w końcu zamkniesz... Nie mam teraz czasu na zabawy, muszę spadać, by wypełnić zadanie. - Wstałem i ruszyłem do drzwi - Dzisiaj tutaj przenocuję.
Wyszedłem i ruszyłem w stronę adresu, pod którym mieszkała moja ofiara. Stałem, oparty o ścianę budynku, czekając na jej powrót z pracy. Drogą szła moja ofiara; wysoka białowłosa dziewczyna z czerwonym szalikiem na szyi. Podrzucałem nóż w cieniu i zapytałem, gdy przechodziła koło mnie:
- Camile?
- Tak? Kto pyta?
- Twój morderca. - Uśmiechając się, rzuciłem nóż, trafiając w tętnicę szyjną. Jasna krew pod ciśnieniem trysnęła, odbierając życie dziewczyny. Zabrałem nóż, a dziewczynę położyłem w rowie pod jej domem, przez cały czas ten rów był okryty cieniem, więc szybko jej nie znajdą. Wróciłem do domu Carmelle już po zmroku, długo nie było tej laski. Wszedłem do środka i podszedłem do Carmelle, stojącej w kuchni przy blacie, zmywała naczynia. Przytuliłem ją od tyłu, całe szczęście dzieciaka nie było w pokoju. Odkrywszy jej włosy z ucha, powiedziałem:
- Witaj, znowu wróciłem.
Pocałowałem jej szyję, a później jeździłem językiem za jej uchem...

< Carmelle? Mężczyzna świeżo po morderstwie szuka kogoś na noc. Carmelle jesteś chętna? xD >

Od Carmelle CD Satoru

Uśmiechnęłam się. Zmieniło się dużo bardzo dużo. Widząc spojrzenie syna wyciągnęłam łóżka gitarę. Zaczęłam grać. Po chwili do dałam do tego słowa. Były one przemyślana chciałam Satowi opowiedzieć o wszystkim ale inaczej niż zrobił by to ktoś inny.
- Zostałam wtedy sama,
wróciłam do rutyny,
codzienne imprezy i poszukiwania,
byłam już znudzona codziennym życiem . -spojrzałam mu w oczy-
Po dwóch latach 
spotkałam pewnego czarnego maga 
wkurzył mnie wiec zemsty zapragnęłam
odwiedziłam go 
lecz nie udało się coś
Po 9 miesiącach mama zostałam
a po siedmiu latach siedzimy właśnie tu - Kiku spojrzał na mnie i pobiegł na górę. Wiedziałam że będzie uczyć się grać. 
- Pominęłaś wiele prawda? - Zapytał blondyn.
-Tak. Liczne romanse i półroczny związek polegający na zaufaniu z jego strony a z mojej na zdradzaniu. Gdy mi się oświadczył wyśmiałam go.
-A dzieciak to jego syn?
-Nie, Kiku to wynik gwałtu... a uprzedzając kolejne pytanie nie usunęłam bo choć było niechciane poczułam, że będzie jedyną żywą osobą która mnie pokocha. Intuicja mnie nie zawiodła.

{nie pytaj do kogo to wyslalam]

piątek, 4 grudnia 2015

Od Emmy CD Desmodor

Podeszłam powoli do niego i zwłok. Desmodor odrzucił serce bez żadnego wyrazu na twarzy. Organ umożliwiający nam wszystkim życie potutrlał się w stronę ściany, pod którą czekały szczury na posiłek. Rzuciły się wszystkie na raz, nie zważały na nic, byleby zjeść. Nie obchodziło ich nic, potrafiły zabić tylko po to, by zdobyć odrobinę pokarmu. Większość ich nie znosi za takie zachowanie, ale oni nie różnią się ani trochę od tych gryzoni. By zdobyć wyznaczony cel mogą bez problemu pozbyć się kilku przeszkód. Po niecałej minucie nie zostało nic, oprócz kilku kropel krwi. Spojrzałam na klatkę piersiową kobiety pozbawioną serca, szybko jednak zakryłam jej ciało i spojrzałam na Desmodora. Odwróciłam wzrok, wzięłam martwe ciało dziewczyny i wstałam. Ruszyłam przed siebie, a Desmodor spytał:
- Co robisz?
- Idę ją pochować... Nie chcę mieć przez to problemów... Robię to też po to, że nie chciałabym być znaleziona martwa w centrum miasta, później wrzucona niedbale do zbiorowej mogiły, a później została zapomniana jak moi współlokatorzy w grobie...
Ruszyłam tymi uliczkami, którymi zwykle chodzi najmniej osób. Po pewnym czasie znalazłam się u bram miasta. Skręciłam w prawo do budynku mojego znajomego. Odłożyłam ciało dziewczyny na bok i zapukałam w drewniane drzwi. Otworzył mi mężczyzna mojego wzrostu o brązowych włosach. Powiedziałam:
- Wybacz, że zawracam ci głowę. Mam dla ciebie zadanie i prośbę... Wiesz co cię czeka, gdy mnie wystawisz, pamiętasz?
Przedstawiłam mu sytuację, trochę zmieniając jej treść. Powiedziałam, że znalazłam ciało tej dziewczyny, gdy wracałam do domu i jakoś było mi smutno, więc postanowiłam ją pochować. Chłopak zgodził się, a ja pokazałam mu gdzie zostawiłam ciało. Powiedziałam na koniec:
- Dziękuję ci za to. Muszę już lecieć. Pamiętaj o umowie.
Ruszyłam w stronę swojego mieszkania. Było chłodno i wilgotno, czyli idealnie...

< Desmodor? >

czwartek, 3 grudnia 2015

Od Mai CD Peter

Rozejrzałam się po dziwnej okolicy. Słyszałam, że ludzi zaczęli ostatnio znikać. Zastanawiało mnie dlaczego ktoś stworzył coś takiego. Dla przyjemności, dla pieniędzy, by uszczęśliwić innych, by oczyścić ten świat? Ale z czego go oczyścić? Z mieszkańców, osób z magią, żywiołaków, wampirów, by usunąć to co wyjątkowe? Czy może by zrujnować nam życie, które u większości i tak jest już zniszczone?
Ruszyłam przed siebie, a Peter za mną. Nie wiedziałam co jest na końcu tego wszystkiego, ale to lepsze niż czekanie na pomoc, ekspedycję ratunkową, która i tak nie nadejdzie. Po pewnym czasie, niezbyt długim zaczęłam słyszeć okropny dźwięk, który na początku był cichy i tylko odrobinę mnie drażnił. Spojrzałam na Petera, wydawał się nie słyszeć tego. Po dłuższej chwili dźwięk był nie do zniesienia. Czułam jakby głowa miała mi eksplodować, drażniąca melodia wżerała się bez ogródek przez moje bębenki. Padłam na kolana, zaciskając uszy z całej siły, zaczęłam krzyczeć, zdzierając sobie gardło. Łzy bez pozwolenia leciały po moich policzkach. Peter szybko zareagował i złapał moje dłonie, przez co przestałam krzyczeć. Prawdopodobnie coś mówił, ale dźwięk go zgłuszał. Patrzyłam na niego przez łzy, starając się wyprzeć z umysłu piosenkę. Nic to nie dało. Wiedziałam i on też to wiedział, że nic nie poradzi. Przytulił mnie i przycisnął swoimi dłońmi moje palce do uszu. Zaczęłam tracić orientację w terenie, po woli zapomniałam gdzie jestem i co robiłam niecałą sekundę temu. Moment później padłam nie przytomna na rękę chłopaka. Czułam wtedy, że zmieniam swoją formę; najpierw była demona, później kota. Nie chciałam by on wiedział o tym czym jestem. Ocknęłam się gwałtownie i spojrzałam zdezorientowana na chłopaka. Zastosowałam zasadę atakuj, albo uciekaj, ja uciekłam. Zaczęłam biec, przebierając kocimi kończynami. Po tym jak już ochłonęłam podczas biegu, zatrzymałam się. Udało mi się zmienić w człowieka, ale przyszło mi to z wielkim trudem i bólem. Wycieńczona przemianą, przywarłam do ścianki, jeśli takie coś można nazwać ścianą i zjechałam po niej. Zamknęłam na chwilę oczy, wiedziałam doskonale, że sen w nieznanym otoczeniu to nic dobrego, lecz pokusa była silniejsza. Już prawie miałam zasnąć, gdy usłyszałam kroki. Uchyliłam oko i zobaczyłam niewyraźną postać...

< Peter? Czyż to ty, czy to nie ty? xD >

środa, 2 grudnia 2015

Od Imaizumi CD Ashley

- Przepraszam Bell, ale musimy już iść. – powiedziałam w pewnym momencie, widząc, jak bardzo Ash się nudzi.
- Nic się nie stało. Przyjdźcie jeszcze kiedyś. – odparł mężczyzna, kłaniając się lekko. Podskakując, znalazłam się przy Ashleyu i przez parę metrów ciągnęłam go za rękę, po czym oboje się zatrzymaliśmy.
- A gdzie właściwie musimy iść? – spytał Ashley podejrzliwie.
- A czemu dopiero teraz pytasz? – odpowiedziałam pytaniem na pytanie. – Właściwie to ja powinnam już iść do domu. Ty jak chcesz możesz pójść ze mną.
Ash na propozycje zareagował dziwnym drgnięciem.
- Nie boisz się, że coś ukradnę, czy coś? – zdziwił się.
- Nawet, jeśli chciałbyś, to nie masz co. – stwierdziłam pokazując język chłopakowi. – Nie mam w mieszkaniu nic niepotrzebnego. Łóżka raczej mi nie zapierniczysz?
Zaczęłam chichotać i dość długo nie mogłam przestać. Było to tym zabawniejsze, że Ashley również się śmiał. Zanim całkowicie się uspokoiliśmy, parę razy ja i Ashley na zmianę przestawaliśmy, by po chwili znów wybuchnąć śmiechem na widok drugiej osoby wciąż chichrającej się.
- Raczej nie. – odpowiedział wreszcie Ash. 
- To dobrze. – używając całej swojej siły woli powstrzymałam się przed kolejnym atakiem śmiechu i tylko uśmiechnęłam się połową ust, co pewnie wyglądało dość dziwnie. Wzięłam głęboki oddech, po czym zakomenderowałam: - Jednak nie idziemy do mojego domu!
Ashley wydawał się dość zaskoczony. Ale nie w ten swój sposób „C-co? Ale… dlaczego?”, tylko bardziej jak ja, trochę zaciekawiony. Coś w stylu uprzejmego „A to czemu?”, ale nic nie powiedział.
- Znaczy, pójdziemy tam, ale tylko na chwilę. Wezmę coś, dobrze? – spytałam.
- Dobrze. – Ashley się zgodził. Poszliśmy razem do ulicy, przy której mieszkałam, ale do środka weszłam sama. Z malutkiego mieszkanka wzięłam grubą książkę (bo książki są bardzo potrzebne do życia :<) i paczkę chipsów, po czym wróciłam do czekającego Ashleyusia.
- Idziemy do lasu! – wykrzyknęłam.

< Ashleyuś? Rodziny zastępczej nie dostaniesz, chyba że wystarczą ci borsuki *smuteczek* >

Tłumacz