piątek, 9 września 2016

Od Hary

Przeszłam szybkim krokiem przez przedpokój mocując w tym czasie pokrowiec z moimi nożami na szarym pasku do bioder. Kiedy tylko dopięłam go na ostatnią dziurkę, ukryłam ostrza pod materiałem mojej koszulki. Biorąc w dłoń specyficzną, spłaszczoną w środku deskę opuściłam dom, zamykając głośno jego drzwi. Skierowałam się w stronę pobliskiego parku, po chwili wsiadając na mój przyrząd przyspieszający przemieszczanie się. Żeby jechać musiałam w szczególny sposób poruszać nogami, wytwarzając przy tym na desce swego rodzaju fale. 
Ostatnio częściej wychodziłam z mieszkania. Właściwie to od trochę ponad tygodnia, kiedy to dowiedziałam się o niemile wspominanym przez moją matkę etapie jej młodego życia i ciąży ze mną, z magiem. Od momentu kiedy odkryłam moje zdolności wytwarzania lodu. Rodzice coraz częściej się kłócili pomiędzy sobą i ciągle się mnie o coś czepiali. Miałam tego dosyć więc starałam się spędzać jak najmniej czasu w domu, kiedy oni tam byli. A dzisiaj dodatkowo chciałam podszkolić się w rzucaniu nożami i skorzystać z wciąż ciepłych dni.
Po kilku minutach zauważyłam wreszcie zieloną linię drzew i metalową bramkę parku. Wjechałam do niego a na podjeździe pod górkę zeskoczyłam z deski i chwyciłam ją na powrót w rękę. Spokojnym krokiem zaczęłam kierować się wgłąb, do miejsca gdzie stała postawiona jedna ze zrobionych ze sklejki drzewnej tarcza. 
Na początek ustawiłam się zaledwie metr od niej żeby się rozgrzać i wykonałam kilka pierwszych rzutów. Pochłaniając się w ćwiczeniu zaczęłam tracić rachubę czasu. 
***
Nawet nie zarejestrowałam kiedy minęły ze dwie godziny od kiedy pojawiłam się w parku. Schowałam ostrza do pokrowca i odwróciłam się, by pójść w stronę wyjścia. Gdy tylko przekręciłam się o nie całe 180° zastygłam w miejscu. W cieniu niedalekich drzew stała wysoka postać. Nie byłam całkowicie pewna, lecz prawdopodobnie była to sylwetka mężczyzny. Ruszyła w moją stronę, a ja dostrzegłam jej chwiejne kroki, kogoś, kto był pod wpływem alkoholu. Oddech mi przyspieszył, poczułam jak moje ciało ogarnia chłód. Odwróciłam się gwałtownie i szybkim krokiem skierowałam się na jedną z parkowych ścieżek. Wolałam już iść okrężną drogą, niż mijać tamtą osobę. Ciągle miałam jednak wrażenie, że ktoś za mną podąża. Odwróciłam się dyskretnie za siebie. 



< Ktoś chętny? Może Lucek? ^^ Ruki lub Shu, lub ktokolwiek chce >

czwartek, 8 września 2016

Nowa Postać — Haraa Uuine Futha



 She was like the moon - part of her was always hidden away


Imię i nazwisko: Haraa Uuine Futha
Pseudonim: Każdy nazywa ją jak chce. Najczęściej zwracają się do niej po nazwisku.
Płeć: Kobieta
Wiek: 16 lat
Rasa: Człowiek, jednak płynie w niej również krew magów
Charakter: Dziewczyna na co dzień zachowuje spokój i powagę. Nie lubi gdy ktoś zadaje pytania, na które odpowiedź jest oczywista. Bardzo często też się denerwuje, jednak zawsze stara się utrzymać to w tajemnicy. W trakcie wściekłości, która często ją ogarnia, praktycznie zawsze ma ochotę w coś przywalić, jednak jak dotąd udawało jej się to powstrzymywać. Futha jest osobą o sprzecznym charakterze; raz postąpi tak, innym razem całkowicie na odwrót. Sama nie potrafi przewidzieć swoich zachowań w konkretnej sytuacji, dopóki do niej nie dojedzie. Jest osobą nadzwyczaj lojalną, która potrafi wybaczać wielokrotnie popełnione krzywdy, ale to czyni z niej też w pewnym stopniu osobę naiwną, którą łatwo zranić. Haraa rzadko kiedy się śmieje, bo zazwyczaj nie ma do tego powodu, a także niewiele ludzi potrafi doprowadzić jej ponurą osobę do wesołego nastroju. Ciężko przychodzi jej zaufanie komukolwiek na dłuższą metę, a gdy już to zrobi potrafi się bardzo mocno przywiązać do takiej osoby. Kiedy spotyka kogoś pierwszy raz może wydawać się dosyć nieśmiała. Nie lubi zaznajamiać się z kimś wyłącznie dla zysku, jednak potrafi się do tego posunąć, jeśli tego wymaga sytuacja. Zdecydowanie woli przebywać w małym gronie przyjaciół i osób którym ufa, niż pośród dzikich tłumów i fałszywych znajomych. W wieku dwunastu lat, podczas jednego z konkursów śpiewu, w których brała udział już od dawna, za bardzo się zestresowała. Już od samych początków towarzyszyła jej trema podczas wszystkich występów, jednak z biegiem lat, zamiast zanikać, ona przybierała na sile. Nabawiła się wtedy takiej fobii, że zrezygnowała ze śpiewu i wszystkiego co tylko wiązało się ze staniem przed ludźmi. Na sam widok sceny zbierało jej się na płacz, kiedy wspominała dni, gdy potrafiła na niej jeszcze stanąć bez lęku. Jest osobą nad wyraz wrażliwą, choć stara się to ukrywać pod kamiennym wyrazem twarzy, który zawsze denerwował jej rodziców. Rzadko kiedy płacze. Nie wynika to nawet z tego, że nie chce (co jednak też nie zdarza się zbyt często), zwyczajnie nie potrafi się już zebrać na łzy: oczy mogą jej się zeszklić, ale słona woda z nich nie wypływa. Cechuje się mówieniem bolesnej prawdy, jednak kiedy tylko w porę się opamięta, potrafi też świetnie kłamać. Nie sprawia jej to najmniejszej trudności, gdyż zdolność tą opanowała już niemal do perfekcji. Moment gdy nie mówi prawdy potrafiłoby rozgryźć zapewne niewiele osób, prawdopodobnie równie doświadczonych w temacie kłamstwa i szemractwa co ona. Nie przeszkadza jej, że może się trochę pobrudzić; zawsze stara się dążyć do wyznaczonych sobie celów. Zwierzęta nie są jej obojętne, jednak zeszła na nią swego rodzaju obojętność. Haraa jest osobą, która lubi dowiadywać się nowych rzeczy i być do informowana, dlatego też szuka przygód czy ciekawych sytuacji. Kieruje się instynktem, który jak dotąd prawie nigdy jej nie zawiódł, ale rzadko kiedy też działa wprost. Czasem, jeśli jej na tym zależy, potrafi wykonać coś dłużej i ciężej, okrągłą drogą, byle osiągnąć zamierzony cel. Jest osobą, która potrafi wyczuwać cudze emocje. Bardzo często wpływają też wtedy one na nią samą. Pomimo wcześniejszych cech nie potrafi najlepiej pocieszać czy poprawiać humor, zwykle wychodzi jej to raczej na odwrót. Na pierwszym miejscu stawia zazwyczaj siebie a dopiero potem innych. Potrafi też snuć długie plany dotyczące swoich przyszłych zemst, by w końcu, któregoś dnia je spełnić.
Zainteresowania:

  • uwielbia czytać książki; 
  • szczególną sympatią darzy muzykę klasyczną, oraz folk; 
  • strzelanie z łuku i rzucanie nożami

Motto: "People dying every day" (Ludzie giną każdego dnia)
Lęki:

  • publiczne wystąpienia; 
  • ma lęk wysokości; 
  • boi się ludzi (w szczególności mężczyzn), którzy chociażby swoim wyglądem czy chodem sprawiają wrażenie bycia pod wpływem alkoholu. Jeśli tylko spotyka osobę, która nadużywa napojów wyskokowych stara się trzymać od niej z daleka. Ma to związek, z kilkoma incydentami z jej przeszłości; 
  • unika kontaktu cielesnego z nieznajomymi, a z osobami, które już zna też często ogranicza się z bliskością. Nie jest to jakaś fobia, ale zwyczajnie nie czuje się z tym najlepiej; 
  • boi się igieł oraz cewek czy przedmiotów, które je przypominają; 
  • jeśli nagle zostanie wrzucona do wody, ze strachu wynikającego z niewielkiej umiejętności pływania, może zacząć się topić jeśli nie sięga dna; 
  • boi się, że te sny, które udaje jej się zapamiętać (zwykle są to koszmary) kiedyś się spełnią. A jest tak, ponieważ niektóre z nich już się wydarzyły jakiś czas po wyśnieniu; 
  • stara się też nie rozmawiać na temat seksu. Nie tyle boi się tego tematu, co czuje się przy tym niezręcznie

Orientacja: Biseksualna
Partner: Brak
Aparycja: Haraa jest szatynką o nieco falowanych włosach do ramion, oraz grzywką zakrywającą sporą część brwi, po bokach okala też jej twarz, sięgając aż do połowy szyi. Posiada szare oczy w kształcie migdałów, tuż pod prawą powieką znajduje się mały, ciemnobrązowy pieprzyk. Ma jasno kremową cerę pokrytą w niewielkiej ilości drobnymi pieprzykami. Zwykle nosi luźne ubrania, które nie ograniczają jej ruchów. Włosy najczęściej ma rozpuszczone lub związane w koka, a nad lewym uchem zawsze ma splecionego małego warkoczyka, który pozostaje praktycznie niewidoczny pomiędzy innymi włosami. W lewym uchu ma jednego czarnego kolczyka, natomiast w drugim znajdują się cztery: jeden zwykły czarny a pozostałe są srebrnymi okręgami.
Głos: Gdy mówi normalnie, jej głos przybiera barwę typową dla kobiet. Nieco wysoką i miękką. Jednak kiedy się denerwuje i nabiera powagi, obniża ton.
Umiejętności: Haraa jest średnio wysportowaną dziewczyną. Ma słabą kondycję i nie potrafi najszybciej, oraz długo biec. Ma za to bardzo silne ręce i potrafi długo maszerować, zwykłym tempem. Posiada dobrze wykształcony refleks, który pozwala jej reagować z niebywałą prędkością i dokładnością w różnych niespodziewanych sytuacjach. Jeśli chodzi o jej magię to posługuje się lodem, choć nie zawsze wychodzi jej to tak jakby tego oczekiwała, oraz zdarza się, że podczas snu pojawiają się u niej wizje, które występują po dokładnie już przez nią obliczonym czasie: 38 dniach. Nie obnosi się z tym "darem" przed wszystkimi i zwykle nawet nie stara się przeciwdziałać wyśnionym sytuacjom, lecz przeżywa je sama, w swojej głowie.
Broń: Przy sobie zawsze nosi jedynie noże do rzucania. Czuje się z nimi bezpieczniej, jednak nie zawaha się ich w ostateczności użyć.
Miejsce zamieszkania: Obrzeża Ercken
Historia: Od samego początku Haraa nie miała łatwego życia. No dobrze, na początku żyła w pięknej iluzji, w której chcieli wychować ją jej rodzice (biologiczna matka, oraz przyszywany ojciec). Z biegiem lat między młodym małżeństwem zaczęło się jednak rodzić coraz więcej konfliktów pomiędzy nimi, co odbiło się też na dziewczynce. Kurtyna, którą na nią nałożono zaczęła się pomału wycierać i przerywać by w końcu zniszczeć całkowicie. Zaczęła coraz lepiej rozumieć niesprawiedliwy świat. W szkołach również spotykała najróżniejszych ludzi. Takich którzy pili różne trunki, oraz takich, którzy palili różne rzeczy. Kiedyś ją i jej znajomą zaczepiła dwójka takich podpitych młodzieńców. Od tamtej pory zaczęła chodzić wszędzie ze swoimi nożami i nabawiła się nawet swego rodzaju fobii. A niedawno, odkrywając w sobie żywioł lodu i mrozu, dowiedziała się także, że jej matka była prostytutką, a osoba, którą przez szesnaście lat uważała za swojego ojca, wcale nim nie była.
Rodzina:

  • Matka Futh'y — zwykła ludzka dziewczyna, początkowo była prostytutką, jednak kiedy okazało się, że zaszła w ciążę porzuciła "biznes" i została przygarnięta przez pewnego mężczyznę jako jego kobieta. 
  • Ojciec Uuine był magiem. Nigdy go nie spotkała, a właściwie nawet nie wiedziała o jego istnieniu, aż do niedawna. 

Inne informacje:

  • nie potrafi najlepiej gotować; 
  • woli chłód od upału; 
  • pomimo tego, że włada lodem, bardzo lubi bawić się ogniem (piromania);
  • potrafi ładnie śpiewać, jednak boi się występów; 
  • praktycznie zawsze na zimne lub chłodne ręce

Inne zdjęcia:








Autor: koniarka01 (howrse)

poniedziałek, 5 września 2016

Od Andrei CD Kate

Miałam nieodparte wrażenie, że dziewczyna nie zdaje sobie sprawy w co się pakuje. Latająca halabarda to był dopiero nieśmiały wstęp do naszych kłopotów. Niemal od razu rozpoznałam medaliony wiszące na szyjach naszych wrogów, jeśli tak ich w ogóle można było nazwać i moje obserwacje wcale mnie nie zachwycały. Zawinęłam włosy i schowałam pod kaptur, który nasunęłam na oczy, a twarz wysmarowałam ciemnym pyłem ze ściany skalnej. Lisica widząc mnie w tym stanie z trudem stłumiła śmiech.

- Byłaś górnikiem w poprzednim wcieleniu - szepnęła rozbawiona.

- Nie, tylko w tym wcieleniu narobiłam sobie za wielu wrogów, ale tobie też polecam jakoś się zamaskować chyba że cierpisz na brak wrażeń... mnie tam jakoś nie spieszy się do kolejnego wcielenia

Uśmiechnęła się nieznacznie.

- Mówiłam, że lubię ryzyko

- Panienko! jeśli sądzisz, że uda ci się omamić ich urodą, albo wciągnąć w rozmowę to mylisz się... jeśli On im każe zabiją cię bez mrugnięcia okiem
-  Piątego dnia wraca jedna z nich, lecz nie jest już sobą - zanuciła

Pokręciłam głową.

- Krasnoludy są odporne na jad smoka, nie wiem czy to on zniszczył wioskę, ale na pewno nie zmienił ich...

- Zmienił w co? 

- Psyt... - uciszyłam ją - dość już narobiłyśmy hałasu.

Powoli zaczęłyśmy się przesuwać pod ścianami. W ciemnościach nie mogłam zobaczyć jej obrażonej miny i jakoś nie specjalnie mi to przeszkadzało. Postąpiłam jeszcze krok i cofnęłam się gwałtownie omal się nie przewracając, ale na szczęście towarzyszka w porę chwyciła mnie za rękę. Kolejne drzwi, które zręcznie rozbrojono. Nie zdążyłam tym razem niczym ich zablokować. Podeszłam do układanki. Potrafiłam dość szybko zapamiętywać wzory jeśli coś przedstawiały czy fragmenty pieśni, ale to mnie chyba trochę przerastało. Nagle dziewczyna wepchnęła się przede mnie i zaczęła zręcznie przesuwać kawałeczki, aż ułożyła misterny wzór.

- Jak ty to? - wyjąkałam. 

Zadowolona z siebie wzruszyła ramionami.

- A jakoś tak

Cieszyłam się, że rozwiązała tą zagadkę za mnie. Nie musiałam się ujawniać, a zawsze lepiej uchodzić za głupca niż od razu wykładać wszystkie karty na stół. Oczywiście jak zawsze mój plan nie wypadł tak jak było w założeniu.

- Nieźle sobie radzisz... właściwie czemu nie pływasz nadal na statku ojca? wyrzucili cie bo domalowałaś komuś wąsiki

Uśmiechnęłam się przyjaźnie, by skłonić ją do odpowiedzi.

- Dlaczego sądzisz, że wyrzuciliby córkę kapitana?

Na jej twarzy malowało się zaskoczenie, a ja nie wiedziałam co zrobić, więc wzruszyłam tylko ramionami.

- Takie rzeczy się zdarzają - szepnęłam co zabrzmiało bardziej dwuznacznie niż zamierzałam. Przycisnęłam odpowiednią część układanki i drzwi otworzyły się. Sklepienie korytarza odbijało dźwięki naszych kroków więc nie było okazji by ciągnąć tą niewygodną rozmowę. Powoli weszłyśmy do góry i wsnułyśmy się do groty. Tajemnicza grupa wojowników stała dookoła smoczego szkieletu, a mag czynił nad nim jakieś dziwaczne znaki, podczas gdy inni śpiewali.

- Nie podoba mi się to - szepnęła. 

- Raczej nie zależy im na twoim uznaniu - odparłam.

Do góry pofrunęła chmura pyłu, z której wyłonił się potężny smok. A w zasadzie jego szkielet porośnięty gdzie, nie gdzie tkanką. 

- Czy to... czy to nie było martwe? - zapytała moja towarzyszka.

- Słusznie zauważyłaś było... - odszepnęłam.

Niestety cichnące pieśni nie dość dobrze tłumiły nasze głosy i już po chwili złociste ślepia smoka skierowały się wprost na nas.


<Kate? Czy ktoś zamawiał smoka?>

niedziela, 4 września 2016

Od Kate CD Adrea

Prychnęłam rozbawiona słowami blondynki i rzuciłam, wychylając się za skalnej ściany:
— Jeden kłopot więcej, czy mniej różnicy mi nie robi... A będziesz potrzebowała pomocy, chociażby patrząc na maga.
Westchnęła i ruszyła w stronę przejścia. Złapałam za materiał na jej ramionach, a ona odwróciła się z miną "co ty do cholery wyprawiasz", uśmiechnęłam się przyjaźnie. Odwróciła się ponownie w stronę przejścia, a ja ruszyłam za nią, trzymając się jej ubrania. Zapytałam w szepcie:
— Weźmiesz mnie później na barana?
Znów spojrzała na mnie, tym razem jakby z politowaniem, marszcząc brwi.
— Nie ma mowy — odparła.
— Ale dlaczego? Nogi mnie bolą.
Uciszyła mnie i zajrzała do środka. Oparłam ręce o jej głowę i położyłam swój policzek na nich. Wiedziałam, że prawdopodobnie później się na mnie odegra za to, że jej przeszkadzam, ale ciekawość tego, w jaki sposób się odwinie była bardziej pociągająca niż spokojny sen. Poruszyłam uszami, słysząc kroki zmierzające z większej odległości. Usłyszałam świst powietrza, który zazwyczaj oznaczał przedmiot lecący w powietrzu. Złapałam za głowę dziewczyny, przewracając ją na ziemię. Spojrzałam w górę — nad nami w ścianę wbiła się halabarda. Spojrzałam na osobę, która nią rzuciła. Nie był magiem, raczej zwykłym opryszkiem pilnującym tyłów. Skierowałam swój wzrok w stronę jasnowłosej, niemo pytając co zrobić. Wyciągnęłam z plecaka linę i pobiegłam na czworaka w jego stronę. Wskoczyłam na jego plecy, zatykając mu usta dłonią. Przewróciłam go na ziemię i wsadziłam mu w usta kawałek materiału. Próbował się wyrwać i krzyczeć, ale dzięki pomocy elfki, która przytrzymała jego nogi, nie udało mu się to. Związałam go szybko i stanęłam dumna nad moim dziełem. Ona chciała już tam iść, ale rzuciłam cicho, wyciągając pewną rzecz z bagażu:
— Czekaj.
Tą rzeczą było pióro z czarnym atramentem. Nachyliłam się nad nim i narysowałam zniewolonemu wąsy i kozią bródkę. Wyszczerzyłam się w stronę dziewczyny, a ona cmoknęła niezadowolona, przewracając oczami. Poklepałam jęca po policzku i wstałam, kierując się w jej stronę...



< Adrea? Wąsik musi być :> >

Od Andrei CD Kate

Parsknęłam zduszonym śmiechem opierając się dłonią o mokrą zimną ścianę korytarza i wlepiając w dziewczynę pytające rozbawione spojrzenie i unosząc lekko brwi stwierdziłam spoglądając na jej twarz, na której malowało się oczekiwanie:

- Jeśli zawsze tak doskonale wybierasz moment na pytania tego typu to wcale mnie nie dziwi, że nikt nie odpowiada

- Taki sam moment jak każdy inny - odparła wzruszając ramionami

Teraz już naprawdę nie mogłam się powstrzymać i zanosząc się od śmiechu tak że aż łzy mi pociekły zaczęłam jej przytaczać wymyśloną przez siebie scenę

- Już to sobie wyobrażam... dyndasz sobie na lianie z przystojnym młodzieńcem nad przepaścią i nagle mu mówisz "wiesz muszę cię o coś zapytać", a on ci szepcze "Tak?" i wtedy pytasz go "Lubisz fretki?" 

Teraz ona także wybuchnęła śmiechem. Musiałam niestety przyznać że całkiem odpowiada mi jej towarzystwo i czułam coraz silniejsza pokusę by powiedzieć o sobie coś więcej niż powinnam i niż nakazywałby zdrowy rozsądek. Gdy wreszcie opanowałyśmy się zapadła na chwilę krępująca cisza, którą poczułam się zobowiązana przerwać:

- Muszę ci coś powiedzieć - zaczęłam poważnie

- Tak?

- Lubię fretki - uśmiechnęłam się złośliwie - choć zawsze pakują wszędzie noc ciekawie i istnieje ogromne ryzyko że ktoś go im przytrzaśnie

- Lepiej jednak żeby pamiętał że fretki mają ostre ząbki

Płynnie i bez przeszkód dyskusja zaczęła zupełnie schodzić z tematu gryzoni na obszary zdecydowanie bardziej w tym momencie nas zaprzątające. Wreszcie stanęłyśmy znów przed gołą ścianą. Sięgnęłam po różdżkę spodziewając się odkryć jakiś napis. Zanim jednak zdążyłam cokolwiek zrobić lisica już zdążyła coś nacisnąć i na całe szczęście udało nam się jakimś cudem wydostać. Nie miałyśmy jednak czasu na radość do jaskini w której się znalazłyśmy wkroczyła grupa zbrojnych i w ostatniej chwili zdążyłyśmy schować się za skałami. Grupka składała się z pięciu kobiet i tyluż samo mężczyzn. Nosili zbroje z ciemnego metalu jakby nadpalonego miejscami, czerwone płaszcza i czarne koszule oraz spodnie w tym samym kolorze. Kobiety w zasadzie zamiast płaszczy miały coś jakby spódnice z krótszym przodem i dłuższym tyłem. Wszyscy nosili sporej wielkości medaliony, które wyglądały na wybrakowane. Przewodzący im mag w czarnym stroju wskazał wejście. Mężczyzna odszedł i zaczął przesuwać kawałki czegoś jakby układanki. Wreszcie machnął ręką i wzór zaświecił na czerwono-złoto, a drzwi się otworzyły i wszyscy wkroczyli do wnętrza. W ostatniej chwili rzuciłam kamień zapobiegając zupełnemu zamknięciu drzwi.

- No dobra - powiedziałam do towarzyszki - możesz stąd zmykać

Spojrzała na mnie pytająco.

- Ja zostaje, muszę dowiedzieć się co tu się stało... możesz iść, chyba że zamierzasz wpakować się w jeszcze gorsze kłopoty



<Kate? Andrea ma cichą nadzieję że będziesz jej towarzyszyć ;) Mi też dobrze się z tobą pisze>  

sobota, 3 września 2016

Od Kate CD Adrea

Uniosłam ręce w geście obronnym, a na twarzy miałam lekki, niepewny uśmiech. Powiedziałam:
— Był guzik, mam słabość do guzików, zwłaszcza czerwonych.
— Czerwone guziki rzadko oznaczają coś dobrego — stwierdziła.
— Wiem, ale lubię to uczucie, ryzyko, mogę zginąć albo przeżyć.
— Niezbyt to mądre.
Uśmiechnęłam się miło, przekrzywiając głowę w prawą stronę i chowając dłonie do kieszeni. Odparłam:
— Nic nie poradzę, to siła wyższa. Ciągnie mnie do ryzyka, jak magnez, dlatego tutaj przyszłam, chociaż wielu uciekałoby gdzie zęby pirata.
Spojrzała na mnie pytająco pod  koniec wypowiedzi. Podałam jej dłoń i ruszyłam w stronę wyrwy w ścianie. Zajrzałam do środka i rozejrzałam się, jeśli można tak to nazwać. Rzuciłam:
— Ciemno, jak... — ponownie chciałam rzucić frazą z pokładu mojego ojca, ale się powstrzymałam. — No, bardzo ciemno. Ale trzeba tam wejść, bo innej szansy na wyjście nie ma... — Spojrzałam na jasnowłosą i westchnęłam. — Niestety, nic nie wyjdzie z naszej umowy, że nie wiemy o sobie nic.
Pstryknęłam palcami, a na mojej dłoni pojawił się mały płomień. Uśmiechnęłam się dumna i zajrzałam do drugiego pomieszczenia. Zaciągnęłam się tamtejszym powietrzem, poczułam zapach wilgoci oraz zgnilizny. Zrobiłam krok w tył, stając na jednej nodze. Powiedziałam cicho:
— Tamten tekst o zębach pirata wymyśliłam za dziecka, więc się nie śmiej... — Powiedziałam głośniej — No to idziemy, nie?
Weszłam jako pierwsza, przymrużając powieki i wyostrzając słuch — zawsze miałam złe przeczucia do takich miejsc. Gdzieś w mojej podświadomości wędrowała myśl, że coś tam się chowa i czycha na długo wyczekiwany posiłek. Dziewczyna dołączyła do mnie i ruszyłyśmy przed siebie w ciemność. Po chwili zapytałam:
— Lubisz fretki? Nikt nie dał mi jeszcze odpowiedzi, wszyscy omijają ten temat, a ja nie wiem dlaczego.


< Adrea? Dobrze piszesz, bardzo przyjemnie i ja lubię z tobą pisać :3 >

Od Andrei CD Kate

- No właśnie - prychnęłam rozczesując włosy palcami i splatając w ścisły warkocz - zawsze pakujesz brudne łapska gdzie nie trzeba. Dotknij mnie jeszcze raz, a tak ci uszy ponaciągam, że sama będziesz wyglądała na elfa.

Zerknęła z politowaniem na mnie a potem na swoje lisie uszy. Rzeczywiście mógłby być problem ze spełnieniem mojej prośby.

- No to najwyżej zrobię z ciebie królika - dodałam w odpowiedzi uśmiechając się wrednie. bez większego kłopotu uniosłam ją ponad głowę. Szarpała się, ale nie miała dość siły, by się wyrwać. Podrzuciłam ją a następnie chwyciłam za kołnierz. Miała szczęście że tym razem ta sztuczka mi się udała. Wpatrzyłam się w jej złociste tęczówki. Spróbowała mnie kopnąć, ale uchyliłam się bez trudu.

- No więc? Jak się nazywał ten twój ojciec-pirat?

- Nie twoja sprawa, elfko - ostatnie słowo zawierało w sobie nutkę tryumfu i zostało wypowiedziane z przesadnym naciskiem 

- Dobrze, więc dziecko lasu, proponuje więc umowę: jesteśmy przypadkowymi przechodniami na ulicy ty nic nie wiesz o mnie, a ja o tobie

- czekaj, czekaj. Masz u mnie dług. W końcu uratowałam ci życie.

- Chodź tu, pomogę ci z tym obrazem nędzy i rozpaczy - sugestywnie otaksowałam ją spojrzeniem domyślając się sporej liczby obrażeń - i będziemy kwita, po za tym nie wyglądało jakbyś miała ochotę na spotkanie z tym pieskiem

- Dałabym sobie radę!

- Na pewno obsypując jego, a przy okazji nas proszkiem usypiającym... w takiej szczelinie to nie miało szans powodzenia,choć ci skrytobójcy pewnie byliby ci wdzięczni, może nawet darowali, by ci życie - mówiłam moralizatorskim niemal tonem z mocno wyczuwalną ironią - chyba ze za sprawą twego pochodzenia i związanym z tym zdolności już wyznaczono nagrodę za twoją głowę

Wzruszyła ramionami, a ja pociągnęłam ją do siebie i przyłożyłam wilgotną dłoń do zadrapań na rękach. Rany zniknęły tak jak i moje. Otworzyła szerzej oczy oglądając moje dzieło, ale zaraz przybrała zwykły obojętny wyraz i ton.

- Co to za magia?

- Bo ja wiem? - skłamałam - może to ta woda? Może tylko zamaskowała twoje piękne rany bojowe, a potem one się otworzą i wykrwawisz się na śmierć... pożyjemy zobaczymy - z trudem ukryłam figlarny uśmieszek błądzący po moich wargach.

- Zawsze jesteś taka dowcipna - rzuciła groźnie

- Nie, to specjalnie dla ciebie

Podeszłam do ściany w poszukiwaniu drugiego wyjścia. Oczywiście nie raczyło się samo pokazać.

- Co ty tam robisz? - zapytała dziewczyna.

- Podziwiam widoki... pomożesz mi szukać wyjścia czy zamierzasz tu zamieszkać?

- W sumie, to by nie było takie złe...

- Jeśli stąd nie wyję, uwierz, zamienię twoje życie w piekło

Nie wyglądała na przerażoną. Zupełnie jakby wiedziała że nie zamierzam jej zrobić krzywdy. Delikatne zaczęłam opukiwać ścianę, gdy nagle coś drgnęło i przed nami ukazało się przejście. Było ciasne i ciemne, ale na oko całkiem bezpieczne. Zerknęłam na towarzyszkę z lekkim potępieniem w oczach.

- Czy ja ci nie mówiłam nie dotykaj niczego?

< Kate? twoje opko było super i mam nadzieje, że moja odpiska też nie zawiedzie twoich oczekiwań >

Tłumacz