wtorek, 19 kwietnia 2016

Od Joe CD Leonardo 

Po trzech latach od wyjazdu Leonardo wyjechałem na wakacje z Ru, zostawiając mojego sąsiada - Dominica - samego z jego córką. W końcu wyszedłem na swoje, chociaż musiałem przyznać, na początku było dość trudno, żeby wszystko ogarnąć. Ale się udało. Żałowałem, że Dominic nie mógł jechać, lecz jego córka była chora i nie zniosłaby podróży. 
W małym hoteliku nad morzem zjawiliśmy około piątej rano, więc poszliśmy się zdrzemnąć. Około ósmej rano obudziłem się i spojrzałem na śpiącą koło mnie Ru. Nie chciałem jej budzić, ale wiedziałem, że obraziłaby się na mnie za to. Westchnąłem cicho i zacząłem gładzić ją po włosach. Powiedziałem cicho:
- Rubiś, wstawaj. 
Otworzyła mozolnie oczy i uśmiechnęła się lekko. Tęskniłem za jej szerokim i radosnym uśmiechem, który zawsze był na jej ustach nim Leo wyjechał. Miał ją odwiedzać, ale prawdopodobnie pokrzyżowałoby to jego plany. Ru bardzo zmieniła się podczas nieobecności Leonardo, większość jej uczuć bardzo straciło na sile, nie tylko te pozytywne, ale również negatywne. Uśmiechnąłem się szeroko i zacząłem ją łaskotać. Zaczęła się śmiać, co już bardzo przypomniało jej dawny śmiech. Pomogłem jej wstać, wciąż zapominając, że nie ma już siedmiu lat a dziesięć, niestety z wyglądu ani z charakteru nie przypominała tego. Wyglądała jakby miała już trzynaście, czternaście lat. Zapytałem:
- To, co Ru? Idziemy znaleźć twą wakacyjną przygodę? Chcesz chłopaka czy dziewczynę? 
- Joe, przestań... Nie chcę. 
- Dlaczego?! Przecież każdy musi się zabawić... 
- Nie chcę i tyle. Dobra? 
Zaczesała swoje czarne włosy do tyłu. Powiedziałem sięgając po swoje ubrania:
- Dobrze, skarbie. 
Po chwili podeszła do mnie i przytuliła mnie. Ja zacząłem się śmiać. Powiedziałem:
- Ru, mogę się ubrać? Jestem w bokserkach? 
- Fuuuu! 
Odsunęła się gwałtownie z obrzydzonym wyrazem na twarzy. Uśmiechnąłem się zadziornie i wciągnąłem spodnie... 
*** 
Przechadzaliśmy się między strojnymi straganami, gdy między ludźmi przebłysnęła fioletowa barwa włosów. Zignorowałem to i spojrzałem na stragan z przyprawami. Po chwili usłyszałem głos Ruby: 
- Joey, Leo tu jest... 

< Leoś? >

poniedziałek, 18 kwietnia 2016

Od Alex CD Victim

Uśmiechnęłam się przelotnie i odłożyłam sztylet na stolik. Powiedziałam, opierając się o blat:
- Miło mi... Wybacz, że tak ciebie potraktowałam, nie do końca jestem przytomna.
Przyłożyłam dwa palce do skroni i symboliczne pociągnęłam za spust. Po pewnym czasie zapytałam:
- Jesteś głodny? Widziałam, że nie zjadłeś tamtego...
Hera podeszła do chłopaka i pyskiem podrzuciła jego dłoń. Spojrzał na nią. Ja powiedziałam:
- Hera, nie przeszkadzaj.
Spojrzała na mnie i podeszła. Przykucnęłam koło niej i zaczęłam ją gładzić po głowie. Spojrzałam na chłopaka i powiedziałam:
- Wracają do twojego pytania, to wyjście jest tam - wskazałam ręką drzwi koło kuchni. - Jeśli chcesz możesz iść, jednak wolałabym, żebyś został jeszcze chwilę, chociażby do siódmej. Teraz krążą jeszcze nocne zwierzęta i pijani ludzie, nie chcę żebyś dostał od nich po głowie...
Odwróciłam wzrok na suczkę i podrapałam ją za uchem. Ruszyłam do kuchni i zalałam herbatę. Nałożyłam owsianki do miseczki i dodałam do niej trochę dżemu wiśniowego. Otworzyłam okno i odetchnęłam wilgotnym powietrzem. Ruszyłam do stolika i usiadłam przy nim, podciągając kolana na krzesło. Zapytałam:
- Ponuraku, chciałbyś może herbaty?

< Victim? Herbaty? >

Od Victim'a CD Alex

Ocknąłem się w jakimś,bodajże salonie.Moją uwagę przykuł świeżo
zawinięty bandaż.Rozejrzałem się uważnie przyglądając się każdemu przedmiotowi.Otworzyłem całkowicie swoje czerwone ślepia.Pierwsze pytanie jakie przyszło mi do głowy brzmiało; "Skąd te rany?".Zapewne znowu próbowałem ukraść surowiznę ze sklepu.Bardzo miło,że mnie opatrzono,ale nie mogłem zbyt długo przesiadywać w tym...Domu?Najprawdopodobniej tak.Wylazłem z pod koca po czym zacząłem szukać wyjścia.Błądziłem po korytarzach.W końcu nie znałem tego miejsca,więc zapachem nie mogłem się kierować.Starałem się być cicho,lecz ciche
chrupanie rozszczepiających się strupów mi to uniemożliwiało.Biegałem tak zdezorientowany w różne strony przez około pół godziny.W pewnej chwili coś mnie oślepiło.Blask bił z jednego z pokoi.Wlazłem do pomieszczenia w którym siedziała jakaś dziewczyna.Miałem szczerą nadzieję,że pokaże mi wyjście.Nieznajoma była zdziwiona,co szczerze miałem gdzieś.Kobieta wzięła mnie na ręce.Odskoczyłem jak poparzony,tak już miałem.Zacząłem biec w jakąś stronę,chciałem pokazać,że chcę wyjść.Dziewczyna chyba nie należała do spostrzegawczych,albo to ja źle nakierowywałem.Zamiast porad odnośnie wyjścia dostałem miskę żarcia.Poczułem się jak jakiś domowy kundel...Nie to żebym narzekał,ale mięso zawarte w pożywieniu było gotowane,więc nic nie tknąłem.Chwilę potem próbowano mi wcisnąć obrożę,tego było za wiele.Nie przepadałem za swoją ludzką formą,no ale nie zamierzałem żyć na czyiś koszt.Przecież to dość niezręczne,zresztą marzyła mi się ulica..Tyle czasu radziłem sobie sam to po cholerę mi teraz dom.Przybrałem ludzką formę.Mozolnie sprowadziłem rękę na czerwone oko.
-Gdzie znajdę wyjście?-Spytałem.Dziewczyna coś gotowała,wraz z jej odwróceniem dostałem patelnią w łeb.Przewróciłem się po czym szybko wstałem z niezrozumieniem w spojrzeniu.
-Kim ty jesteś?!-Wykrzyknęła przykładając mi jakiś sztylet do gardła.
-Nie jesteś człowiekiem,nie?-Spytałem cicho zachowując spokój.
-Nie,ale co to ma do rzeczy ty..-Chciała dokończyć lecz jej przerwałem.
-Jestem ponurakiem.-Odparłem przyglądając się jednym okiem dziewczynie.

<Alex?>

Od Alex Do Victim'a

Ze snu wybudziło mnie szczekanie jednego z moich psów. Spojrzałam na zegarek, by sprawdzić godzinę - była piąta rano. Na dworze było szaro-niebiesko, a jedynym odgłosem, który był słyszalny na zewnątrz był to dźwięk ćwierkania ptaków. Jęknęłam niezadowolona, lecz wstałam. Podeszłam do owczarka i zapytałam:
- Hera, co się dzieje?
Stęknęła, wskazując na drzwi. Otworzyłam drzwi i patrzyłam, gdzie idzie. Już miałam zamknąć drzwi i położyć się z powrotem, gdy Hera spojrzała na mnie i wskazała głową w stronę krzaka. Sięgnęłam po pierwszą lepszą rzecz, którą mogłam założyć i wyszłam za owczarkiem niemieckim. Na początku niczego nie zauważyłam, lecz po chwili ujrzałam czarnego psa. Hera podeszła do niego i szturchnęła nosem jego łapę - brak reakcji. Przykucnęłam koło psowatego i zobaczyłam kilka głębokich ran na ciele. Rozejrzałam się po okolicy, jednakże nie było niczego ani nikogo, kto mógłby odpowiadać za te rany. Położyłam dłoń na głowie zwierzaka i spojrzałam na moją suczkę. Spytałam:
- Zabieramy go?
Pomerdała ogonem, więc wzięłam rannego psa na ręce. Warknął, ale wciąż wyglądał na nie w pełni przytomnego. Zaniosłam go do łazienki i położyłam na zimnych kafelkach. Sięgnęłam po apteczkę i otworzyłam ją. Niestety, miałam tylko spirytus, a nie chciałam, żeby się obudził w szoku. Zawołałam Toma, który wychodził z domu. Wyjaśniłam, co ma zrobić, czyli trzymać głowę psowatego. Szybko oczyściłam rany i zabandażowałam je. Zaniosłam psa do jednego z wolnych pokoi i przykryłam go kocem. Wróciłam do swojego pokoju i położyłam się, jednak mogłam zapomnieć o śnie...



< Victim? >

niedziela, 17 kwietnia 2016

Od Alyss CD Tyler

-Niby dlaczego miałabym to zrobić?-zapytałam
-Dlaczego?! Czy ty wiesz co...
-Tak. Wiem. I? Każdy popełnia błędy. Ja też. Nie dzielimy się na złych i dobrych ludzi. Tylko od nas zależy jakie podejmiemy decyzje i co zrobimy. 
-Może...
-Może? Na pewno. Dobra smutasie chodźmy stąd, bo się jeszcze depresji nabawisz.
-Smutasie?
-No. Typem wesołka, to ty raczej nie jesteś. Ale spokojnie, coś z tym zrobimy.
-Nie sądzę.
-A ja sądzę. Nie kłóć się z kobietą. Mam dla ciebie ważną rzecz do zapamiętania- uśmiechnęłam się.
-Jaką?
-Dziewczyna zawsze ma rację. A jeśli nie ma wróć do zdania pierwszego.

<Ty?>

Nowa Postać


Imię i nazwisko: Victim Desolate
Pseudonim: Nie posiada takowego.
Płeć: Mężczyzna
Wiek: 17 lat
Rasa: Ponurak
Charakter: Victim to tajemnicza postać o dość specyficznym charakterze.Chłopak ów jest nieśmiały oraz zamknięty w sobie.Wszystkich traktuje chłodno,obojętnie oraz z góry.Przeważnie się w nic nie udziela.Nie lubi osób natrętnych.Nie ufa nikomu.Obelgi na swój temat ignoruje.Unika jakichkolwiek kontaktów.Ma zaniżoną samoocenę.Lubi rozmyślać.Kocha ciszę, spokój oraz samotność.Często uśmiecha się tylko po to aby się od niego odwalono.Zdecydowany pesymista.Jest raczej bez zdania.Zawsze chodzi przygaszony.W większości sytuacji jest odrzucany przez społeczeństwo,co mu swoją drogą wcale nie przeszkadza.Jeżeli już mu na czymkolwiek czy kimkolwiek będzie zależało,nie odpuści aż nie zdobędzie.
Zainteresowania: Sztuka.
Motto: "Doceniaj ciszę w świecie,który nigdy nie przestaje mówić."
Lęki: Victim cierpi na sporą ilość fobii,w tym na; Haphefobię, Akustykofobię, Angrofobię oraz Automatonofobię.
Orientacja: Hetero
Partner: -
Aparycja: W formie ponuraka: Jest pokryty czarną sierścią,jego oczy są czerwone.Wygląda na dość dobrze zbudowanego psa o przerażającym uśmiechu.W formie człowieka: Wysoki [180 cm],lekko wychudzony mężczyzna pokryty stertą brudnych ubrań oraz bandaży.Jego włosy są nienaturalnie czarne.Jedno z jego oczu pozostaje takie, jak w formie ponuraka,przykuwa to uwagę.
Głos: Shadow Moses - Bring Me The Horizon (Oliver Sykes)
Umiejętności: Jest bardzo wytrzymały oraz zwinny.
Broń: Nóż motylkowy,aczkolwiek nie popiera siłowych rozwiązań spraw.
Miejsce Zamieszkania: Nie ma określonego.Przeważnie sypia w lasach,jego życie to tułaczka.
Historia: Chłopak od małego mieszkał w sierocińcu.Pewnego dnia uciekł.Błądząc w formie ponuraka trafił tutaj.
Rodzina: Nie miał przyjemności poznać.
Inne Informacje:
-Jest uzależniony od sporej ilości narkotyków,aczkolwiek powoli z tego wychodzi.
-Je tylko surowe mięso.
-Mimo swojego charakteru,lubi towarzystwo optymistów.
-Wiele razy próbował popełnić samobójstwo.
Inne Zdjęcia:


Autor: Fedyś

Od Satoru CD Carmelle

Wyszedłem z domu na spacer i po części, żeby poszukać Carm. Denerwowała mnie ta dziewczyna. Słońce było dość wysoko, mimo tego było chłodno. Po pewnym czasie usłyszałem cichy szloch. Gdyby nie zapach krwi, zignorowałbym to. Ruszyłem śladem dźwięku i po chwili zobaczyłem Kiku i jego matkę. Podbiegłem do nich i powiedziałem:
- Kuźwa, co się stało?
Chłopak próbował wyjaśnić, ale nie było to zrozumiałe przez płacz. Syknąłem:
- Chodź smarku.
Wziąłem ciemnowłosą na ręce i ruszyłem szybko do domu. Położyłem ją na stole, wcześniej zrzucając wszystko z niego. Klnąłem pod nosem i zacząłem wyciągać resztki broni z ran. Westchnąłem, w myślach wciąż narzekając na to, jak bardzo ona jest głupia. W końcu mi się udało i obanażowałem wszystkie rany na jej ciele. Zostawiłem ją na stole i przykryłem kocem. Rozkazałem chłopakowi, żeby pilnował swojej matki, a ja ruszyłem się ponownie umyć...


< Carmelle? >

Tłumacz